ŻYCIOWY SEZON. MIKAEL ISHAK ZAPISAŁ SIĘ W HISTORII LECHA

Gdy myśli się o Lechu Poznań, jednym z pierwszych przychodzących do głowy piłkarzy jest Mikael Ishak. Kapitan Kolejorza zostawił po sobie wyraźny ślad w klubie, choć jeszcze nie zakończył z nim swojej przygody, która liczy sobie już sześć lat. Strzelonymi bramkami znacząco przyczynił się do obrony mistrzostwa Polski.

Jeden obrazek związany ze zwycięstwem w minionym sezonie Ekstraklasy mógł zapaść w pamięć szczególnie. Jeszcze przed końcem meczu z Wisłą Płock i rozpoczęciem mistrzowskiej fety, Mikael Ishak, po zejściu z boiska w wyniku zmiany, zamiast na ławkę rezerwowych powędrował do Kotła. Tam celebrował z kibicami przypieczętowane z Radomiakiem Radom mistrzostwo.

– Nie wiem, dlaczego to zrobiłem, ale to było zaplanowane. Dzień wcześniej o tym rozmawiałem. Chciałem zrobić coś wyjątkowego. To był ostatni mecz, wygraliśmy tytuł, więc postanowiłem tam pójść. Czuję się z tym dobrze i myślę, że kibice też cieszyli się z tej chwili – powiedział Ishak.

Migawki z ostatnich rozgrywek

W Poznaniu Szwed stał się postacią pomnikową. Z Kolejorzem zdobył swój trzeci tytuł mistrza Polski. Nie dziwi więc, że został tak ciepło przyjęty na trybunie, tym bardziej że mocno przyczynił się w tym sezonie do sukcesu klubu. Mimo to, piłkarz czuje pewien niedosyt w związku z wynikiem w Lidze Konferencji. 

– Żal mi meczu ze Szachtarem u siebie. Przegraliśmy zbyt wysoko. Mimo że na wyjeździe byliśmy od niego lepsi, bo bardzo utrudniliśmy im życie i wygraliśmy, to porażka u siebie kosztowała nas awans – mówił 33-letni zawodnik.

Lech rywalizował z ukraińską drużyną o promocję do ćwierćfinału. Tych ambicji jednak nie udało się spełnić, choć snajper bardzo się o to starał. Wszystkie bramki w dwumeczu z drużyną z Doniecka były właśnie jego autorstwa. Między innymi one złożyły się w zeszłym sezonie na fenomenalny wynik strzelecki Skandynawa, który strzelił aż 31 bramek we wszystkich rozgrywkach. Niewykluczone, że wpłynął na niego drugi napastnik w drużynie, Yannick Agnero. Iworyjczyka kupiono po to, aby Ishak dostał zmiennika, a w dłuższej perspektywie – został przez młodszego kolegę zastąpiony.

– Mamy bardzo pozytywną relację. Czasami w rywalizacji zawodnicy nie motywują się nawzajem, ale z nami jest kompletnie odwrotnie. Kiedy grał, to ja go mobilizowałem. On robił to samo ze mną. Jest skromny, pracowity i zawsze czułem z niego zadowolenie, gdy występował – zdradził kapitan Lecha.

W ojczyźnie nikt, w Wielkopolsce legenda

W obliczu tak dobrej dyspozycji Ishaka można było pomyśleć, że jego kandydatura do szwedzkiej kadry leży na biurku selekcjonera. Na żadnym etapie kampanii ligowej taka sytuacja jednak nie miała miejsca. A przecież Blågult występują obecnie na mundialu. Zastanawiać mogło, czy nie czuje on zawodu faktem, że nie znajdował się na radarach ani Jona Dahla Tomassona, ani Grahama Pottera.

– To nie moja decyzja. Byłoby świetnie, ale to się nie wydarzyło. Nie jest to coś, o czym nadmiernie myślę. Właściwie tego nie śledzę. Skupiam się przede wszystkim na Lechu – aby w nim dobrze występować – podzielił się 33-latek.

– Już wcześniej straciłem nadzieję, że zostanę powołany. Kilka lat temu świetnie spisywałem się w Lidze Europejskiej. Strzeliłem pięć goli, w tym dwa z Benfiką. Byłem w świetnej formie i nie otrzymałem zaproszenia na kadrę. Natomiast wiem, jak funkcjonują reprezentacje narodowe, więc nie ma we mnie złości. Kocham swoją [szwedzką – M.D.], wspieram ją i nie jestem rozczarowany. Akceptuję decyzję selekcjonera – dodał.

Patrząc jednak realistycznie, napastnik nie miał szans przebić się wśród tak mocnych konkurentów jak Alexander Isak, czy Viktor Gyokeres. Nie zmienia to faktu, że kapitan Kolejorza grał w minionych rozgrywkach zjawiskowo, czym zachwycał poznańskich kibiców. W stolicy Wielkopolski jest ich pierwszym wyborem. W końcu prowadzi on zespół do kolejnych triumfów, a do tego starzeje się niczym wino. 

– Jestem w najlepszej formie w historii mojej kariery. Nigdy nie byłem lepszy – nie tylko jeśli chodzi o bramki. Jestem typem napastnika, który nie myśli tylko o golach i czeka na podania. Schodzę niżej, pomagam drużynie, asystuję. Staram się być łącznikiem między dziesiątkami, skrzydłowymi. Takiej boiskowej pracy nie odnotowują żadne statystyki. A jeśli chodzi już o statystyki, liczby mówią same za siebie. Co więcej, jestem pewien, że będę się jeszcze bardziej rozwijał – zadeklarował Ishak.

Snajper jednak dziwnie czuje się, gdy nazywa się go legendą Lecha.

– Trudno mi to ocenić. Oczywiście, czuję radość. Wiem, że robię tu dobre rzeczy, razem z moją drużyną. Wygrywamy tytuły. Łatwiej będzie mi odpowiedzieć, kiedy odejdę. Obecnie chcę dalej grać w tych barwach – postawił sprawę jasno. 

Mikołaj Dilc