MNÓSTWO EMOCJI, NIESPODZIANEK I KONTROWERSJI – EUROWIZJA 2026

Kolejna Eurowizja za nami. Miał miejsce historyczny sukces Bułgarii, która po raz pierwszy zwyciężyła ten konkurs, jednak zostało to odsunięte trochę w cień w wyniku licznych kontrowersji wokół Eurowizji, które pojawiały się zarówno przed jej startem, jak i w jej trakcie czy nawet już parę dni po jej zakończeniu. Przyjrzyjmy się temu, jak wyglądała tegoroczna edycja.

16 maja 2026 roku odbył się finał 70. Konkursu Piosenki Eurowizji. Wzięli w nim udział przedstawiciele 35 państw, wbrew temu, co sugerowałaby nazwa, nie tylko z Europy – od lat jednym z uczestników jest między innymi Australia. Tegoroczna edycja odbywała się w Wiener Stadthalle w Wiedniu i była organizowana, tak jak zawsze, przez Europejską Unię Nadawców. 12 i 14 maja miały miejsce półfinały, które wyłoniły finalistów.

Kontrowersje od samego początku

W zeszłych latach, pojawiały się rozmaite dyskusje wokół udziału Izraela w Eurowizji – głównym z powodów, przez które chciano ten kraj wykluczyć, jest wojna w Strefie Gazy. Dodatkowo, już w ramach samej Eurowizji, Izrael oskarżany był między innymi o fałszowanie głosów, niezgodną z regulaminem reklamę, wysyłanie utworów propagandowych, obrażanie i nękanie innych uczestników. W tym roku jednak, rozmowy o tym wyszły poza przestrzeń nieoficjalną – odbyło się spotkanie, mające na celu przegłosowanie, czy kraj ten pozostanie w konkursie. Jego wynik był taki, że Izrael dalej mógł brać udział, a kilka państw (Holandia, Hiszpania, Słowenia, Irlandia i Islandia) zrezygnowało ze swojego udziału w ramach bojkotu. 

Jak praktycznie co roku, pojawiły się też kontrowersje wokół paru wysłanych na ten konkurs utworów. Reprezentantka Luksemburga została oskarżona o plagiat – przeprowadzono jednak śledztwo, wyjaśniono wszystko z władzami Europejskiej Unii Nadawców i piosenka ta została dopuszczona do Eurowizji w niezmienionej formie.

Wobec propozycji Azerbejdżanu pojawiły się oskarżenia, że został stworzony przez AI (jego współautor był znany z tego, że już kiedyś podpisał się pod wygenerowanym przez sztuczną inteligencję utworem – do którego eurowizyjna piosenka miała być zresztą podobna) – tu również zaprzeczono zarzutom i został on do konkursu dopuszczony. 

Pojawiły się też głosy sprzeciwu, wobec pojawienia się na Eurowizji piosenki pt. „Choke me” reprezentującego Rumunię. Uważano, że jej tekst oraz tytuł, są zbyt sugestywne i mogą być nieodpowiednie dla młodszej widowni – w zeszłych latach, w przypadku innych utworów również pojawiały się takie zażalenia, wtedy kończyło się na zmianie tekstu – jednak w przypadku Rumunii nie było żadnych zmian. 

Powroty po latach

Jednak nie zabrakło powodów, by tegoroczną Eurowizją chociaż trochę się ekscytować. Bułgaria, Mołdawia i Rumunia powróciły do tego konkursu po przerwie. Spekulowano, że może jest to wynik załatania dziury, po tym, jak część państw ogłosiła bojkot.

Pomijając kwestię powracających państw, to mieliśmy też do czynienia z powracającymi wykonawcami – Senhit reprezentowała San Marino po raz trzeci, Vanilla Ninja reprezentujące Estonię, w 2005 roku występowało w barwach Szwajcarii. Z kolei Gruzja wysłała zespół Bzikebi – zwycięzców Eurowizji Junior w 2008 roku (jest to pierwsza grupa, która brała udział w Eurowizji Junior i w zwykłej Eurowizji, bez zmian w składzie).

Kontrowersje w trakcie konkursu

Początek konkursu nie oznaczał końca kontrowersji, w centrum części z nich dalej był Izrael – ponownie oskarżenia o fałszowanie wyników, niezgodną z regulaminem reklamę (w tej sprawie, KAN – izraelski nadawca odpowiedzialny za udział tego kraju w Eurowizji – dostał ostrzeżenie i nakaz wycofania tych reklam), obraźliwe komentarze na temat innych uczestników (między innymi wyśmiewanie się z tradycyjnych tatuaży noszonych przez reprezentantki Chorwacji w trakcie ich występu – post z tym żartem zniknął po tym, jak same zainteresowane odezwały się w tej sprawie). W trakcie półfinałowego występu Izraela, było słychać osobę skandującą „stop genocide” i „free Palestine” – był to jedyny przypadek zakłócania jakiegokolwiek występu w tym roku. W trakcie ogłaszania finałowych wyników tego państwa, podobnie jak w zeszłych latach, było słychać buczenie niezadowolonej z jego udziału publiki.

Pojawiały się również oburzone głosy w kwestii scenografii – Grecja, Armenia i Gruzja już na etapie zdjęć z prób, zostały oskarżone o użycie AI w swoich wizualizacjach na scenie. Armenia dokonała zmiany, Grecja z Gruzją twierdziły, że jest to dzieło człowieka, jednak publiczność do samego końca podchodziła do tego bardzo sceptycznie. Z resztą w przypadku Grecji, część teledysku najprawdopodobniej była wygenerowana przez sztuczną inteligencję, co nie podobało się licznej grupie fanów – jednak skoro sam utwór nie był wygenerowany w AI, to nie zaistniał powód, aby kraj ten musiał ponosić konsekwencje.

Malta z kolei była oskarżana przez ludzi o kupowanie wyświetleń – półfinałowy występ jej reprezentanta miał najwięcej wyświetleń (dwa razy więcej od kolejnego państwa), przy czym ilość polubień czy komentarzy nijak by na tak duże zainteresowanie nie wskazywała. Tu jednak brakowało jakichkolwiek dowodów, ponadto, nie wpłynęło to na wyniki głosowania, więc sprawa odeszła w niepamięć.

W trakcie samego finału również nie zabrakło problemów – podczas występu reprezentanta Czech pojawiły się kłopoty techniczne. Kamera się zacinała, widoczne były kolorowe pasy. Czeska delegacja złożyła wniosek do organizatorów o możliwość powtórzenia występu – spotkał się on z odmową, uzasadniając, że to, co wydarzyło się podczas transmisji nie miało tak dużego znaczenia dla odbioru utworu.

Wyjątkowe (ale też i kontrowersyjne) głosowanie

W tym roku, zwycięstwo zgarnęła Dara, reprezentantka Bułgarii, ze swoim utworem „Bangaranga”. Mamy tu do czynienia z wyjątkową sytuacją na kilku płaszczyznach – jest to pierwsze zwycięstwo tego kraju w historii konkursu, a przy okazji został też pobity rekord na największą różnicę punktową między pierwszym a drugim miejscem (wcześniej ten rekord został ustanowiony przez Alexandra Rybaka w 2009). W dodatku, jest to wygrana osoby, która przez większość nie była stawiana w roli faworyta – praktycznie od samego początku zakłady bukmacherskie typowały wygraną Finlandii, Australii lub ewentualnie Grecji. Po półfinale, w którym brała udział Dara, jej szanse rosły w oczach zarówno fanów jak i ekspertów, jednak mało kto spodziewał się jej wygranej. Było to zwycięstwo w pełni zasłużone – „Bangaranga” otrzymała nie tylko najwięcej głosów od jury, ale także od widzów. Jest to pierwszy przypadek od 2017 roku, kiedy to obie strony były zgodne – w ostatnich latach jednak wygrywał albo faworyt widzów, albo jurorów.

Pojawiły się też, jak wspomniałam wcześniej, problemy w kwestii głosowania. To, że jury z Cypru wymienia się punktami z jury z Grecji czy to, że kraje skandynawskie dają sobie nawzajem punkty jest już normą i wszyscy się chyba do tego przyzwyczaili. Fakt, że Izrael miał podejrzanie dużo głosów od widzów też już nikogo nie zdziwił. Jednak podczas głosowania jurorów wszyscy zostali zaskoczeni. Tylko jeden kraj przyznał temu państwu maksymalną ilość punktów – była to Polska. W internecie zawrzało – większość publiki nie uważała utworu Izraela za tak dobry, by przyznawać mu dwanaście punktów (co zresztą widać było też wtedy, gdy żaden inny kraj tego nie zrobił), nie mówimy tu też o sytuacji „wspierania sąsiadów” – tak jak ma to miejsce w relacji Grecji i Cypru. Zaczęto więc podejrzewać polskich jurorów o to, że głosowali z odmiennych powodów, kierując się czym innym, niż poziomem muzycznym.

Kontrowersje miały też miejsce w Mołdawii. Jury tego kraju dało zaledwie trzy punkty Rumunii. Wywołało to poruszenie wśród obywateli obu tych państw – od lat przyznawały one sobie nawzajem znacznie więcej punktów. Sytuacja ta eskalowała tak bardzo, że mołdawskie Ministerstwo Kultury domagało się wyjaśnień. Szef mołdawskiego nadawcy publicznego (odpowiedzialny za Eurowizję w tym kraju) odciął się od jury, zarzucając im, że nie uwzględnili relacji politycznych Mołdawii z jej sąsiadami, a sam oddał się do dymisji.

Nie wszystko jednak takie złe, jak mogłoby się wydawać

Odchodząc na moment od kontrowersji wokół tego konkursu, warto zaznaczyć, że poziomem i przebiegiem nie odstawał w żadnym stopniu od poprzednich lat. Cieszy historyczne zwycięstwo Bułgarii, a ja osobiście byłam zachwycona tym, jak wiele państw zdecydowało się na wysłanie piosenek przynajmniej częściowo w swoim języku – chociażby w przypadku znajdującej się w czołówce głosowania widzów Mołdawii. Albania także wysłała utwór w swoim ojczystym języku – mało tego, wynegocjowała możliwość, aby telewidzowie mogli widzieć napisy po angielsku, dzięki którym byli w stanie zrozumieć, o czym śpiewa ten reprezentant.

Było różnorodnie nie tylko gatunkowo, ale też w kwestii podejścia do tego, jak występ ma wyglądać od strony technicznej. Wydaje mi się, że miało miejsce jeszcze więcej, niż rok temu, zabawy z tym co można robić na scenie, by jak najbardziej przykuć uwagę – imitacja tornada u Malty, gra z lustrami u Czech, umieszczenie części występu w sztucznym pokoju, tak jak u Bułgarii czy całościowo występ Grecji – gdzie wokalista biegał, jeździł na hulajnodze, miał efekty 3D i scenografię przypominającą pokoje, przez które przechodził.

Nie można też nie wspomnieć o wyjątkowym sukcesie Polski – pierwszy raz od 2003 roku, polski utwór otrzymał 12 punktów od jury z innych państw (mało tego – takną notę przyznał więcej niż jeden kraj). Co prawda, punktacja ze strony widzów nie była już tak dobra, ale przynajmniej odczarowano trochę krążącą wśród polskiej publiki opinię, że „jury nie lubi Polski”.

– Ja w tym roku mam takie mieszane odczucia wobec Eurowizji. Z jednej strony, bardzo mi się podobało muzycznie, kraje biorące udział zrobiły naprawdę super show – nawet jeżeli mój faworyt niestety nie wygrał – jednak z drugiej strony, Izrael nie powinien brać w tym udziału. Od kilku lat Eurowizji towarzyszą napięcia, które nie znikną, póki ten kraj dalej będzie uczestniczył. Tym razem nie wygrali, ale kto wie, jak będzie to wyglądało za rok. Bułgaria moim zdaniem zasłużyła na wygraną, ale pytanie, jak wyglądałaby punktacja, gdyby nie te zapewne kupione przez Izrael głosy. Może kto inny byłby wtedy na podium – powiedziała Magda, wieloletnia fanka Eurowizji.

Siedemdziesiąta edycja Eurowizji powinna być prawdziwym świętem muzyki. I choć nie zabrakło dobrych piosenek i ciekawych występów, to jednak wszystko to zostało przyćmione przez morze kontrowersji. Wydaje mi się, że potrzebne są jakieś zmiany, bo inaczej coraz mniej istotne będzie hasło „united by music”, a będziemy widzieć coraz więcej politycznych podziałów.

Olga Graban