MISTRZOSTWO STAŁO SIĘ FAKTEM! LECH OBRONIŁ TYTUŁ PO ZWYCIĘSTWIE W RADOMIU
Ostatnie kolejki Ekstraklasy przypominały finałowy etap biegu. Lech Poznań prowadził, choć za jego plecami czaili się konkurenci. Mecz z Radomiakiem Radom był ostatnią prostą, na której najłatwiej się potknąć. Kolejorz jednak utrzymał się na nogach i przekroczył linię mety – pokonał rywala 3:1. Tym samym po raz trzeci w swojej historii i po raz pierwszy w XXI wieku obronił mistrzostwo Polski.
W tym momencie można napisać to z całą pewnością – w ostatnim czasie Lech to najlepiej zarządzany klub w Polsce. Klarowna wizja, spokój oraz samozaparcie przyniosły mu historyczny sukces, jakim jest obrona mistrzostwa Polski. Nie zmienia tego specyficzność kończącego się niedługo sezonu, w którym chłop może stać się królem, a król może zostać chłopem.
Poznańska drużyna triumfowała w rozgrywkach dzięki ciągłości projektu i cierpliwości. Legia Warszawa, Raków Częstochowa, Jagiellonia Białystok – każda z tych potęg polskiej piłki na pewnym etapie gdzieś się zagubiła. Górnikowi Zabrze, czyli dość sensacyjnemu pretendentowi do pierwszego miejsca w tabeli, również czegoś zabrakło. Z kolei Duma Wielkopolski zebrała plony tego, co robiła przez cały ten czas – pomimo chwil zwątpień i turbulencji na różnych etapach kampanii rozpoczętej w lipcu.
– Skupiłbym się bardziej na tym wielkim osiągnięciu, obronie tytułu mistrzowskiego. To wymaga wiele, wydarzyło się to po 33 latach, jeśli chodzi o Lecha Poznań. Graliśmy wiele spotkań na trzech frontach, a za mistrzostwo należą się szczególne słowa uznania zawodnikom i całemu sztabowi. Cieszę się, że udało się uniknąć rozstrzygnięcia tytułu w ostatniej kolejce – skomentował wyczyn trener Niels Frederiksen, cytowany przez oficjalną stronę Lecha.
Nie zawiedli w Radomiu
Wygrana z Radomiakiem symbolizuje całą drogę niebiesko-białych do tytułu mistrzowskiego. Niestabilna sytuacja w obronie? Było – gol Jana Grzesika padł w sytuacji, w której błąd popełnił Bartosz Mrozek. Silny mental? Jak najbardziej znajdziemy na liście – przyjezdni jeszcze w pierwszej połowie odwrócili wynik dzięki Mikaelowi Ishakowi oraz Luisowi Palmie. Ofensywna gra? To od dawna standard – trafień mogło być więcej, gdyby nie obrony Filipa Majchrowicza.
Jednocześnie zwycięstwo, zarówno to z Radomiakiem, jak i to w lidze, ma twarz najnowszych produktów akademii. Antoni Kozubal jak zwykle ciężko pracował w środku pola i przebiegł największy dystans w zespole. Na lewej obronie Michał Gurgul znów imponował wejściami w okolice pola karnego gospodarzy. Wojciech Mońka potwierdził, że zasłużył na tytuł defensora sezonu po tym, jak zanotował podwójną interwencję w, wydawało się, straconej sytuacji. Lech był drużyną, która skutecznie połączyła doświadczenie z młodością. W tym aspekcie może wyznaczać trendy.
– W poprzednim sezonie wyglądało to podobnie, ale myślę, że w tym wziąłem też trochę więcej na siebie. To na pewno smakuje jeszcze lepiej. Nie myślałem, że uda mi się zajść tak wysoko i że będę tak ważnym zawodnikiem dla klubu. Ten mecz dzisiaj nie był łatwy, ale pokazaliśmy jaką jesteśmy drużyną. Bardzo się cieszę – mówił o swojej roli Kozubal w rozmowie z Canal+ Sport.
W historii Kolejorza wydarzyły się różne rzeczy. Tak zwana mokra szmata już dawno przeszła do kibicowskiej świadomości jako definicja rozczarowania po kompromitujących porażkach. Tym razem jednak piłkarze poznańskiej drużyny dowieźli temat – zresztą drugi raz z rzędu, bo w poprzednich rozgrywkach nie wymiękli w meczu o mistrzostwo z Piastem Gliwice.
Palma musi zostać, a Wålemark się przełamał
Kilka dni temu media społecznościowe obiegła fałszywa informacja, że sympatyczny Honduranin wypożyczony z Celticu Glasgow zostaje w Lechu. Nie znaczy to, że klub nie negocjuje ze Szkotami transferu definitywnego, ale do porozumienia prawdopodobnie jeszcze trochę brakuje. Jednocześnie przez długi czas toczyły się debaty, czy w ogóle Palma powinien zostać wykupiony. Głównym problemem była wysoka cena czterech milionów euro i znaczny spadek formy piłkarza w ciągu sezonu.
Od początku kwietnia skrzydłowy udowadnia jednak, że nawet taka kwota, gdyby nie udało się jej zbić, jest adekwatna do jego jakości. Wliczając rywalizację z Zielonymi, w siedmiu meczach strzelił cztery gole i zaliczył dwie asysty. W obliczu epokowej szansy na kwalifikację do Ligi Mistrzów dzięki wielce prawdopodobnym korzystnym rozstawieniom w każdej z trzech rund eliminacji oraz kontuzji Alego Gholizadeha trudno rezygnować z zawodnika, który należy do ligowej czołówki ofensywnych graczy.
Cieszy też wzrost formy Patrika Wålemarka. Z Arką zaprezentował się z dobrej strony, zaliczając asystę drugiego stopnia przy bramce wyrównującej. W sobotę natomiast w końcu przełamał posuchę strzelecką, bo do siatki trafił po raz pierwszy w tym sezonie. Stało się to po ślicznej wymianie podań z Mikaelem Ishakiem. Szwedzki skrzydłowy długo dochodził do siebie po kontuzji, ale przynajmniej teraz wszedł na wyższy poziom. To pomoże mu w lepszym wejściu w kolejną ważną kampanię.
Mikołaj Dilc
