PÓŁPAUZY, REMISY I TRUDNE KOMPROMISY. LITERACKA NAGRODA Z BUTA OD ZAPLECZA
Studencka Nagroda Literacka Z BUTA to nie jest kolejna nudna statuetka, o której zapomina się dzień po uroczystej gali. To inicjatywa gwarantująca studentkom i studentom własny, autonomiczny głos w skomplikowanym świecie literatury. Czym kieruje się kapituła? Skąd wzięła się ta energia? Przedstawiamy kulisy oraz pełny zapis rozmów z jurorkami i prof. UAM dr hab. Marcinem Jaworskim.
Wydziałowe korytarze często bywają kopalnią internetowych memów o specyficznych, nierzadko napiętych relacjach na linii wykładowca-student. Jednak w przypadku powołanej do życia pod koniec 2020 roku nagrody Z BUTA, ta dynamika wygląda zupełnie inaczej. Inicjatywa wzięła swój początek z zajęć prowadzonych przez prof. Piotra Śliwińskiego i dr Agnieszkę Budnik na drugim roku filologii polskiej. Choć narodziła się w czasach pandemii jako skromny projekt edukacyjny, z biegiem lat stała się pełnoprawną instytucją, prowadzoną dziś przez Koło Literatury Nowej UAM. Z perspektywy teorii komunikacji literackiej zaszła tu ciekawa zmiana ról – młody odbiorca przestał być biernym czytelnikiem, a stał się w pełni sprawczym i autonomicznym uczestnikiem życia literackiego.
Od początku fundamentem była jedna zasada: kapituła szuka literatury posiadającej społecznie angażujący i polityczny potencjał, celowo omijając twórczynie i twórców już nagradzanych najważniejszymi laurami. Do tej pory wyróżnienie zdobyło sześć tytułów. Pełna lista dotychczasowych laureatek i laureatów prezentuje się następująco:
- Monika Drzazgowska, „Szalej”,
- Martyna Wawrzyniak, „Szwarzcharakterki”,
- Andrzej Woźniak, „Aikido”,
- Łukasz Krukowski, „Mam przeczucie”,
- Natalka Suszczyńska, „Chipsy dla gości”,
- Karolina Krasny „Strefa II”.
Wspólnota, nie fetysz lajków
Kto Pytał: Jak została przyjęta inicjatywa studenckiej nagrody literackiej Z BUTA w zakładzie Pana Profesora?
Marcin Jaworski: Z życzliwością, z entuzjazmem. Pomysł powstał na zajęciach specjalności artystycznoliterackiej, a kontynuowany jest ze wsparciem Koła Literatury Nowej. Obiema inicjatywami opiekują się merytorycznie i organizacyjnie pracownicy Zakładu Poetyki i Krytyki Literackiej. Jesteśmy środowiskiem, gdzie takie rzeczy się po prostu robi. Nasza praca dydaktyczna polega między innymi na tym, żeby angażować studentki i studentów z Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej – z polonistyki, ze sztuki pisania – w działania, które będą pomagały im realizować pasje literackie. Można to rozumieć bardzo szeroko, zależy nam na kształceniu warsztatu pisarskiego, umiejętności krytycznego myślenia, sprawności organizacyjnej, współpracy ze sobą.
KP: Jaki wpływ według Pana Profesora mają takie studenckie nagrody na kształtowanie życia literackiego, czy to w Poznaniu, czy ogólnie?
MJ: Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia „lajkamii” czy „zasięgami”. A to jest fetysz, który bywa bardzo przeceniany. Nie wierzę w statystyki, subskrypcje, kiedy myślimy o jakości literatury. Nagroda jest zawsze częścią literackiego środowiska. Ma znaczenie, kiedy działa w miejscu, które je przyznaje. W tym przypadku jest to studenckie życie kulturalne naszego wydziału. Osoby, które pracują w kapitule, są bardzo aktywne na co dzień, organizują spotkania literackie, prowadzą audycje radiowe czy podcasty, same piszą i zachęcają do czytania. Dopiero w tym kontekście nagroda nabiera mocy i znaczenia. Dla studentek i studentów Z BUTA jest własnym głosem, samodzielnym, autonomicznym. I bardzo inspirującym.
KP: Czego Pan Profesor życzy Z BUTA?
MJ: Dalszego konsekwentnego, odważnego, niezależnego i mądrego czytania literatury. Studentkom i studentom naszego uniwersytetu życzyłbym, żeby nagroda miała wpływ na ich środowisko. Żebyście to wy dużo i krytycznie czytali, kłócili się o literaturę. Żeby literatura była dla was ważnym tematem albo punktem odniesienia do autodiagnoz, żeby kształtowała pokoleniową samoświadomości oraz budowała studencką i obywatelską wspólnotę, a nie zbiór społecznych baniek. Wspólnotę – różnorodną w poglądach, ale umiejącą się ze sobą spierać i rozmawiać tak w internecie, jak na żywo.
Eskapizm zostaje za drzwiami
Aby zrozumieć, jak to niepokorne czytanie wygląda w praktyce, trzeba zajrzeć za zamknięte drzwi kapituły. Tworzą ją osoby studiujące, które co roku mierzą się ze stosem nowości wydawniczych. O kulisach poszukiwań literackiego DNA porozmawialiśmy z dwiema jurorkami.
Kto Pytał: Jak z perspektywy jurorki zdefiniowałybyście swoiste DNA nagrody Z BUTA?
Amelia Wielicka: Zwracamy uwagę przede wszystkim na wartość estetyczną dzieł prozatorskich i poetyckich autorstwa młodych osób twórczych, które nie zostały jeszcze w naszym mniemaniu wystarczająco docenione. Oprócz wartości estetycznej zależy nam też na tym, żeby tekst był zaangażowany, to znaczy w świadomy sposób osadzony w rzeczywistości, w której powstaje. W przypadku tej nagrody mniej interesują nas dzieła cechujące się rodzajem eskapizmu.
Zuza Stasiak: Przede wszystkim DNA nagrody byłoby zaangażowanie, szeroko rozumiane. Po prostu lektury, które coś wywracają, coś kwestionują, są w jakiś sposób nieoczywiste, czy formalnie, czy jeżeli chodzi o treść, i problemy, które poruszają. Ważna jest dla nas refleksja krytyczna nad rzeczywistością, nad kwestiami społecznymi i tak dalej. I samą literaturą też.
Kryteria są zatem jasne: książka musi rezonować z rzeczywistością. Ale samo wyłonienie faworytów to zaledwie połowa sukcesu. Prawdziwe emocje zaczynają się podczas obrad. Niejedna puszka energetyka została opróżniona podczas tych długich, skomplikowanych negocjacji.
Rwane włosy i trudne kompromisy
KP: Czy narady na temat ostatecznej zwyciężczyni były ciężkie? Jak w ogóle przebiegał ten proces wyłaniania laureatki z tak różnorodnej shortlisty?
AW: W tym roku byliśmy zaskakująco zgodni i obrady przebiegały w spokojnej atmosferze. Zdarzały się edycje, gdzie w czasie obrad padały inwektywy i rwane były włosy z głów, a ktoś zawsze wychodził niezadowolony z wyniku dyskusji. W ubiegłym roku zmienił się jednak nasz tryb rozmów. Najpierw wyłaniamy długą listę nominacji. Następnie dzielimy się lekturami tak, aby każdą pozycję przeczytały co najmniej dwie osoby. Książki z tej listy czytamy już wszyscy.
ZS: Tym razem udało nam się spotkać na żywo. Robimy głosowanie anonimowe, poprzez formularz, i tam wybieramy lektury na pierwsze, drugie, trzecie miejsce. Te punkty są później przeliczane, i tak naprawdę, dopiero jak mamy wyniki, zaczynamy porządnie dyskutować. Jako że udało nam się spotkać na żywo, ten proces był na pewno bardziej energiczny niż przy zdalnych obradach. Dużo dyskutowałyśmy, bo miałyśmy trochę rozbieżne poglądy. Koniec końców postawiłyśmy na książkę Karoliny.
Dynamika przypomina tu literacki ring. Głosowania anonimowe, zliczanie punktów, a potem zderzenie opinii twarzą w twarz. To doskonały trening asertywności, ale i bolesna nauka rezygnowania z własnych ambicji na rzecz ostatecznego, grupowego werdyktu.
KP: Praca w kapitule to często sztuka bolesnych ustępstw. Czy w tej edycji musiałyście zrezygnować z obrony tekstu, w który bardzo wierzyłyście?
AW: W pewien sposób tak. Działanie w kapitule nagrody jest sztuką wyważenia prywatnych gustów i skłonności z przekonaniami, których nie mogę nie uwzględnić w dyskusji. Aby przyznawać nagrodę, trzeba być świadomym swoich wartości i przekonań oraz pewnej pozycji władzy, którą się zajmuje.
ZS: Osobiście nie. Akurat ja byłam od początku całym sercem za książką Karoliny Krasny. Natomiast wprowadzałyśmy pewne ustępstwa ze względu na to, że jednak też innym takim ważnym składnikiem tego DNA nagrody jest to, żeby to byli twórcy mniej rozpoznani, nienagrodzeni w głównych polskich nagrodach literackich, jak Nike czy Gdynia. Tu miałyśmy zawzięte dyskusje, czy ktoś jest na tyle rozpoznawalny, że może się jeszcze znaleźć w tej shortliście, czy już jednak nie.
Nieodżałowane teksty
Mimo osiągnięcia konsensusu, w głowach osób z jury często pozostają literackie duchy tych nienagrodzonych lektur. Zapytane o teksty, które nadal w nich rezonują, jurorki szybko znajdują na to świetne przykłady.
KP: Czy z dotychczasowej historii nagrody zapadł wam w pamięć jakiś konkretny tekst lub osoba autorska, do której do dziś wracacie myślami?
AW: Tak, zastanawiam się, czy kilka edycji temu nie powinniśmy byli nagrodzić „A diablica gruchnie basem” autorstwa Alex Freiheit. Od lat jej twórczość jest mi bardzo bliska. Taki ciężar niesie ze sobą ta forma uznania czyjejś pracy – nagrodzić można tylko jedną osobę.
ZS: Wracam do Suszczyńskiej z tamtego roku. W ogóle jako do autorki, przez to, że też w tym roku wydała kolejną książkę, „Wygodę”. Z dużą uważnością śledzę to, jak ona się ma w polu literackim. I do samej książki „Chipsy dla gości”, która wygrała w tamtym roku Z BUTA, też wracałam kilka razy.
Praca nad wyróżnieniami realnie kształtuje uczelniane gusty. Nagroda Z BUTA z całą pewnością jest dowodem na to, że młoda krytyka nie powiedziała jeszcze w Polsce ostatniego słowa.
Konrad Gaca
