17 LAT OCZEKIWANIA I WOJNA NA REKORDY – INNPRO ROW RYBNIK VS. HUNTERS PSŻ POZNAŃ

Fot. Mikołaj Matuszyk

W 2024 roku PSŻ Poznań o mały co nie wyeliminował z finału Metalkas 2. Ekstraligi Polonii Bydgoszcz. Później niewielką różnicą przegrał też dwumecz z ROW-em Rybnik (87:93), który ostatecznie awansował do najwyższej klasy rozgrywek żużlowych, co wywołało pytania, jak długo rybnicka drużyna utrzyma się w elicie. Niestety – po słabym sezonie 2025 – śląska ekipa wypadła z Ekstraligi na rzecz Unii Leszno, obiecując powrót na szczyt, tymczasem w tym okresie szło im… źle. Ulegli kolejno Pile, Bydgoszczy i Łodzi, pokonali Rzeszów w mało przekonywującym stylu, a na ich rozkładzie znalazła się drużyna z Poznania, która ostatni raz zwyciężyła na rybnickim owalu 17 lat temu. Poznaniacy przystępowali do starcia nie tylko podrażnieni niedawnym remisem z Łodzią, ale też chęcią rewanżu za 2024 rok. Właśnie w takich okolicznościach dwie dość nieprzewidywalne drużyny starły się w cieniu ikony polskiego żużla – Krzysztofa Mrozka.

Na sam początek zawodów trzeba było jednak poczekać, gdyż stan nawierzchni budził wątpliwości komisarza toru. Doprowadziło to do odbycia aż dwóch prób toru, a same zawody rozpoczęły się z 15-minutowym opóźnieniem, z pominięciem prezentacji zawodników. W końcu sędzia uruchomił zegar wskazujący dwie minuty do startu pierwszego biegu i tym samym rozpoczęło się kolejne starcie “Rekinów” ze “Skorpionami”!

Nerwowa przewaga

Można śmiało stwierdzić, że zarówno biegowe, jak i meczowe remisy są specjalnością poznańskiej drużyny. Świetnym startem wykazał się Dimitri Bergé w pierwszym biegu. Zabrakło przy nim jednak Nielsa Kristiana Iversena, a rozdzieliła ich para gospodarzy. W takich warunkach otworzyliśmy spotkanie wynikiem 3:3. Drugi bieg – zarezerwowany dla zawodników młodzieżowych – już o wiele ciekawszy, gdyż przez cztery okrążenia na łokcie walczyli Jakub Żurek oraz Antoni Mencel. Drugi z nich ostatecznie zwyciężył i na tablicy widniał remis 6:6. W biegu trzecim pod taśmą ustawili się dwaj najlepsi zawodnicy ligi. Od gości Ryan Douglas, od gospodarzy natomiast – Jan Kvech. Asystowali im odpowiednio Bartosz Smektała i Jesper Knudsen. Ku zawiedzeniu kibiców Kvech na pierwszym łuku został wywieziony przez Bartka Smektałę, który następnie mądrze bronił trzeciej pozycji do końca, a na pierwszym miejscu spokojnie jechał Ryan Douglas. Rezultat 4:2 pozwolił „Skorpionom” wyjść w meczu na prowadzenie, co jednocześnie było jasnym ostrzeżeniem dla gospodarzy, że łatwo nie będzie. Co warte zanotowania, w tym biegu Douglas ustanowił nowy rekord rybnickiego toru (pobity tego samego dnia jeszcze siedem razy), poprawiając go o około sekundę. Zakończenie pierwszej serii okrasiło podwójne zwycięstwo poznańskiej pary (Pludra – Mencel), a wynik 9:15 wyglądał dość nieoczekiwanie.

Chwila oddechu

Gdyby spojrzeć w program, można by odnieść wrażenie, że druga seria była zwyczajnie nudna. Ot, trzy biegowe remisy. Jednak to nie oddawało atmosfery walki na torze. Piąty bieg jest dla drużyny gości szczególnie ważny, gdyż swoje pierwsze biegowe zwycięstwo w barwach PSŻ odniósł Niels Kristian Iversen. Niestety, przez jego zwycięski manewr na pierwszym łuku Kacper Pludra musiał oddać pola, przez co został z tyłu a para Lampart – Żurek skutecznie zagrodziła mu drogę. W biegu szóstym wystarczy powiedzieć, że Kvech odbił sobie „zerówkę” ze swojego pierwszego biegu, jednocześnie zwyciężając, natomiast poznańska para zadbała, by różnica punktowa nie uległa zmianie. Bieg siódmy to mniej spodziewane dwa punkty Kamila Witkowskiego, który – zabezpieczany przez Ryana Douglasa – dowiózł je do mety. Tylko że rezultat 18:24 dla gości wyraźnie wskazywał, że w rybnickiej drużynie coś mocno nie gra.

Jak Kuba Bogu…

W biegu ósmym pod taśmą znów pojawił się lider drużyny gospodarzy – Kvech, tym razem znów pewnie wygrywając, przy okazji ustanawiając kolejny rekord toru. Niestety, Jakub Żurek, jadący z rezerwy taktycznej za Pawła Wyczyszczoka nie był w stanie nic zdziałać i bieg zakończył się remisem. Do gonitwy dziewiątej trener gospodarzy wyznaczył znów lidera.  W parze z Patrykiem Wojdyło obaj mieli zadanie ratować wynik spotkania, co zresztą uczynili, dowożąc pewnie 5:1 do mety. Jednak pięknym za nadobne odpłacili się goście – pięć punktów do mety dowieźli Ryan Douglas i Antoni Mencel. Znów przyjezdni byli sześć punktów przed gospodarzami, którym zaczęły kończyć się taktyczne możliwości obrony rezultatu spotkania.

Jak trzymać kibiców w napięciu?

Ostatnia seria była nieco ciekawsza, gdyż gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia, gdzie podwójnie zwyciężyli Patryk Wojdyło i Jesper Knudsen. O wielkim szczęściu może z kolei mówić Jakub Żurek, który wprawdzie upadł 50 metrów przed metą, ale jadący za nim Witkowski zdołał go wyminąć, czym zyskał nie tylko punkt, ale i brak wyrzutów sumienia za ewentualny wypadek. Bieg trzynasty to ciekawa pogoń Douglasa do zwycięstwa i spadek Iversena na ostatnie miejsce, a zatem przed biegami nominowanymi mieliśmy cztery punkty przewagi gości i ostatnie dwie szanse rybniczan na powrót z tarczą.

Jak wygrać, to porządnie

W biegu czternastym gospodarze wybrali drugi zestaw pól startowych dający przewagę swoim zawodnikom, licząc, że uda im się odrobić choć część strat. Duet Pludra – Mencel skutecznie obronił jednak cztery punkty przewagi, tym samym Poznań zabezpieczył się przed przegraną w meczu (nie licząc naprawdę wyjątkowych sytuacji), a z rybnickich trybun dało się słyszeć gwizdy i wyzwiska pod adresem władz klubu. Ostatni bieg był przypieczętowaniem tryumfu gości: świetnie wystartował Douglas, dołączył do niego Berge i nie niepokojeni przez Rybniczan powiększyli ostatecznie przewagę do ośmiu punktów. Wynik 41:49 potwierdzał pierwsze od 17 lat zwycięstwo „Skorpionów” w Rybniku, które wydawało się w pełni zasłużone. Przede wszystkim należy docenić zwyżkową formę Iversena oraz przytomną jazdę młodego Kamila Witkowskiego. Nadal nie zawiódł Kacper Pludra, dowożąc sporo punktów, szczególnie że jest to zawodnik U24.Porządnie przebudził się także Mencel, wracając do gry o tytuł najlepszego juniora ligi. Należy postawić tylko znak zapytania przy jeździe Bartosza Smektały, który wypadł bardzo blado podczas całego spotkania. Tymczasem rybnicka drużyna coraz wyraźniej szybuje w dół ligowej tabeli, prowokując pierwsze plotki, że to oni mogą zostać tegorocznym spadkowiczem, szczególnie wobec zaskakująco dobrej postawy Polonii Piły.
Przed Skorpionami ostatni – przynajmniej na papierze – trudny wyjazd. Już 24 maja udadzą się do Krosna na owiany złą sławą tor Cellfast Wilków, by tam również spróbować odnieść tryumf i zbliżyć się do upragnionej fazy Play-off.

Mikołaj Matuszyk