REMIS WARTY I SANDECJI PO ZAŻARTYM BOJU

Ciekawa potyczka pomimo braku goli. Warta Poznań zremisowała 0 : 0 z Sandecją Nowy Sącz w 31. kolejce 2. Ligi. Obie drużyny zaprezentowały futbol na solidnym poziomie. Całościowo trudno wskazać lepszą stronę, toteż podział punktów wydaje się sprawiedliwym rozstrzygnięciem. Przy okazji tego meczu doszło też do oficjalnego otwarcia ,,Zielonej Trybuny”.

Rywalizacje kończące się bezbramkowym remisem zazwyczaj kojarzą się nam z mizernym piłkarskim spektaklem, w którym nikt nie chciał wygrać i żadna ze stron nie potrafiła wznieść się na odpowiedni poziom, by przechylić szalę na swoją korzyść. Ale starcie Warty i Sandecji tak się nie prezentowało. Zarówno jedni, jak i drudzy wykazywali się wysokim poziomem organizacji. Spotkanie miało różne fazy – inicjatywa przechodziła z rąk do rąk. 

– To był mecz dwóch drużyn, które są blisko poziomu lub już na poziomie 1. Ligi. Oba zespoły miały pomysł na budowę akcji czy na pressing. Jeśli ktoś patrzył z boku i oglądał mecz szczegółowo, widział zespoły dobrze przygotowane taktycznie. Do tego piłkarze dodali trochę pierwiastku talentu i swoich umiejętności, więc pomimo braku bramek wyszło całkiem ciekawe widowisko – stwierdził trener Maciej Tokarczyk.

Szachy błyskawiczne na pierwszoligowym poziomie

Zgodnie z wiosenną tendencją Zieloni mieli trudniejsze wejście w pierwszą połowę. Ich rywale zakładali pressing, którego ominięcie stanowiło wielkie wyzwanie. Wiele prób przeniesienia ciężaru gry wyżej spaliło na panewce. W efekcie gospodarze sporo czasu spędzili na własnej połowie. Bronili się solidnie – wprawdzie Nowosądeczanie kilka razy spróbowali swoich sił, uderzając na bramkę Leo Przybylaka, ale zazwyczaj znajdowali się pod kryciem i nie mieli zbyt dużo miejsca na porządne przycelowanie.

Dopiero około 20 minuty Warciarze zaczęli przeprowadzać pojedyncze wypady, a z czasem w polu karnym gości działo się coraz więcej. Jednak trafiła kosa na kamień – zespół Sandecji równie dobrze pokrywał przestrzeń swojej szesnastki. Ustawiał się w niej tak dobrze, że większość zagrań zatrzymywała się na defensorach.

– Mówiąc szczerze, przeciwnik zepchnął nas niżej, ale nic z tego nie miał, bo my w obronie czujemy się bardzo dobrze. Wręcz czasem lubimy w niej pocierpieć, żeby później stworzyć sobie miejsce do szybkiego ataku. Parę razy wyszliśmy z niskiej obrony z dobrymi sytuacjami po odbiorze przy naszym polu karnym – zauważył Kamil Kumoch.

Zgodnie z tym, co mówił trener Tokarczyk, po przerwie nastąpiła kolejna faza – ponownie inicjatywę przejęła drużyna przyjezdna, która fizyczną grą poskromiła rozkręcającą się Wartę. Inna sprawa, że nieszczególnie wiele sobie tworzyła przez czujną postawę rywala.

Młody pomocnik rozruszał Warciarzy

Obraz rywalizacji zmienił się ponownie w 55 minucie, kiedy na boisku zameldował się Kacper Szymanek. Młody ofensywny pomocnik wprowadził sporo świeżości i energii, regularnie robiąc sporo zamieszania w szeregach przeciwnika. Odblokował środek pola, co było ważne, bo Poznaniacy wcześniej głównie przeprowadzali nie przynoszące konkretów akcje skrzydłami. 21-latek wiele zdziałał, aby pomóc kolegom, ale w kluczowych sytuacjach nie wytrzymał presji. Zmarnował dwie szanse – w tym jedną znakomitą po wyjściu na pojedynek sam na sam z Mateuszem Jeleniem.

– Gdy minąłem już bramkarza, popełniłem lekki błąd. Powinienem mocniej uderzyć piłkę, ale skupiłem się na tym, żeby nie popełnić błędu i kopnąć w bramkę. Niestety obrońca to przeciął – podzielił się swoją perspektywą zawodnik wypożyczony z ekstraklasowego Motoru Lublin.

Pod koniec starcia stało się jasne, że podział punktów jest nieunikniony. Obie strony miały swoje okazje, ale ostatecznie żadna z nich nie potrafiła przekonwertować swoich lepszych momentów w konkret w postaci decydującego trafienia. Bynajmniej z powodu nieudolności – obie drużyny zwyczajnie zawiesiły poprzeczkę bardzo wysoko. 

Nowa trybuna

Spektakl, z którym wystąpiły Warta i Sandecja, uświetnił ważne wydarzenie w najnowszej historii Zielonych – otwarcie nowej trybuny. To kolejny kamień milowy po powrocie do Ogródka we wrześniu poprzedniego roku. Do tej pory obiekt mógł pomieścić 950 widzów. W związku z regularnym wielkim zainteresowaniem na mecze klubu pod koniec października zeszłego roku postanowiono zorganizować zbiórkę na konstrukcję, która umożliwiłaby zwiększyć liczbę osób mogących kibicować zespołowi na żywo.

– Nowa trybuna, która powstała całkowicie z pieniędzy naszych kibiców oraz sympatyków, postawiona została obok tej starej i zwiększyła pojemność stadionu do ponad 1700 miejsc – powiedział rzecznik prasowy Warty Piotr Komorowski.

Trybuna została otwarta w ostatnią niedzielę, ale przy Drodze Dębińskiej 12 postawiono ją trochę wcześniej. Przez znaczne podwyższenie potencjalnej frekwencji klub musiał zająć się kwestiami formalnymi.

– Organizacja imprezy masowej jest wtedy, kiedy uczestniczy w niej więcej osób niż tysiąc. To pierwszy raz, gdy takie wydarzenie zawitało na naszym ,,odświeżonym” Ogródku. Było dużo przygotowań – przede wszystkim uzgodnień z policją, ze Strażą Pożarną, ze wszystkimi innymi służbami. Musieliśmy pokazać, że jesteśmy gotowi i możemy udźwignąć taką imprezę. Dostaliśmy wszystkie pozwolenia, które są niezbędne. To oznacza, że jest więcej ochrony, więcej policji, no i więcej roboty – wyjaśnił Komorowski.

Kolejny etap ewolucji

Tak zwana ,,Zielona Trybuna” to kolejny krok w stabilizacji klubu. Do tej pory Warciarze dokonali restrukturyzacji zadłużenia, wrócili do Poznania (wcześniej grali w Grodzisku Wielkopolskim), a teraz wyszli w sukurs zamiłowaniu kibiców. Minione miesiące pokazały, jak duże istnieje zapotrzebowanie na Wartę – nie chodzi tylko o liczbę fanów pojawiających się na jej spotkaniach, ale też o fakt, że nowa konstrukcja została sfinansowana dzięki entuzjastom zespołu. Możliwości dalszego rozwoju są spore, natomiast droga jeszcze długa i wyboista.

– Trzymamy kciuki za awans, bo jesteśmy już blisko 1. Ligi. Po sezonie ruszy przebudowa płyty boiska. Potrzebny jest nowy system podgrzewania murawy, który będzie niezbędny dla gry w wyższej lidze, jeżeli się do niej dostaniemy. Jeśli uzyskamy promocję, to planujemy dalsze powiększanie trybun. Rozmowy na ten temat toczą się z miastem, bo Ogródek to miejski obiekt. Lista rzeczy do poprawy jest dość długa, natomiast już mamy plany i będziemy zgodnie z nimi pracować – zapowiedział rzecznik prasowy.

Mikołaj Dilc