STARCIE DAWIDA Z GOLIATEM NA REMIS. LECH ZMARNOWAŁ MULTUM OKAZJI
Pretendent do tytułu podzielił się punktami z kandydatem do spadku. Lech Poznań zremisował 1:1 z Arką Gdynia przy pełnych trybunach stadionu przy Bułgarskiej. Klub ze stolicy Wielkopolski stworzył sobie wiele okazji, ale przyjezdni zdołali się wybronić.
Najgorętszym tematem wokół tego spotkania było potencjalne zdobycie mistrzostwa przez Kolejorza na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Gdyby Lech zwyciężył, Jagiellonia Białystok nie wygrałaby starcia z Pogonią Szczecin, a Górnik Zabrze przegrałby z Zagłębiem Lubin, to w stolicy Wielkopolski świętowanoby obronę tytułu. Z tych trzech warunków spełnił się tylko jeden – porażka Górnika.
– […] Dużo ludzi mówiło jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, że przed nami spacerek, a po zwycięstwie będziemy już mogli praktycznie się cieszyć z mistrzostwa, a to nie są łatwe spotkania. I te dwa ostatnie starcia również takie będą, a droga nie będzie łatwa. Wiem o tym, że nic nie jest rozstrzygnięte, nie czeka nas żaden spacerek, a myślę, że te mecze będą niesamowicie trudne. Mistrzostwo to ogromna sztuka – powiedział po meczu trener Niels Frederiksen, cytowany przez oficjalną stronę Lecha Poznań.
Pomimo podziału punktów z Arką sytuacja w tabeli ułożyła się tak dobrze, że jeśli niebiesko-biali wygrają nadchodzącą rywalizację z Radomiakiem Radom, to zapewnią sobie zdobycie pucharu. Aby tego dokonać, trzeba zagrać lepiej niż w miniony piątek.
Bramka rywali jak zaczarowana
To skuteczność i dokładność kolejny raz dały się Lechitom we znaki. Najpierw brakowało ich podczas kreowania akcji. Wiele było prób gry w tłoku na małej przestrzeni , przeszywających formację przeciwnika podań prostopadłych czy dośrodkowań w pole karne. Zazwyczaj jednak piłka nie trafiała do danego adresata. Broniący w niskim bloku Gdynianie, choć mocno testowani przez dysponujących wielkimi umiejętnościami piłkarskimi gospodarzy, nie dawali się złamać.
– To był trudny mecz, bo graliśmy przeciwko drużynie, która broniła się, jakby od tego miało zależeć ich życie. Musimy jednak patrzeć przede wszystkim na siebie, bo nie znaleźliśmy dzisiaj odpowiedniego poziomu jakości w grze z piłką przy nodze, nie potrafiliśmy przedrzeć się przez nisko ustawiony blok defensywny – zaznaczył trener Frederiksen.
Gdy Kolejorz wypracowywał sobie pozycję strzelecką, co wbrew pozorom udało mu się kilka razy, szwankowało wykończenie. Prym w nietrafianiu wiódł Mikael Ishak, który po meczu z Szachtarem Donieck zaciął się i zdobycz bramkową odnotował jedynie raz – przeciwko Legii Warszawa. W meczu z żółto-niebieskimi oddał 6 strzałów, w tym trzy z nich w dogodnych sytuacjach. Ishak w formie cieszyłby się chociaż jednym golem.
To kolejne spotkanie, podczas którego Poznaniacy mieli problem z konwersją dobrych okazji na trafienia. Ostatnio z Pogonią Szczecin oraz z Motorem Lublin udało się im uniknąć negatywnych konsekwencji niemocy. Tym razem sprawiedliwości stało się zadość. Dziękować należy Arkowcom, że w końcówce nie wykorzystali jednego z kontrataków. Równie dobrze rzutem na taśmę mogli wywieźć z Poznania trzy punkty.
Patrik Wålemark jak sprzed kontuzji?
Po poważnym urazie Alego Gholizadeha zastanawiać mogło, kto przejmie po nim pałeczkę w ofensywie. Kandydatów było dwóch: Luis Palma i Patrik Wålemark. Post factum można powiedzieć, że to Szwed wszedł w rolę Irańczyka. Występ na prawym skrzydle to jedno. Z przedniej formacji zawodnik ten zaliczył najwięcej kontaktów z piłką – 74. Starał się mieć wpływ na kreowanie sytuacji kolegom.
Wålemark dwoił się i troił, aby zrobić różnicę. Pokazywał się do gry i brał ciężar rywalizacji na swoje barki. Wszedł łącznie w siedem dryblingów. Natomiast tylko dwa z nich mu wyszły. Na małej przestrzeni był tak samo niedokładny, jak inni zawodnicy. Jego uderzenia wciąż pozostawiały wiele do życzenia.
Ostatecznie skrzydłowy zaliczył kluczowy wkład w bramkę wyrównującą. Gdyby nie obsłużył Ishaka podaniem prostopadłym, do akcji by nie doszło. Ponadto miał jeszcze trzy inne kluczowe podania. Popisał się też ładnie wykonanym rzutem wolnym. Nie trafił w światło bramki, ale niewiele mu brakowało. Pozytywne aspekty jego gry naszym zdaniem przeważają na korzyść szwedzkiego zawodnika.
24-latek po meczu potwierdził słowa trenera Frederiksena – Lech powinien w piątek spisać się lepiej.
– Sądzę, że nasz poziom jest dużo wyższy niż to, co zaprezentowaliśmy dziś na boisku. Nie udało nam się go dosięgnąć tak jak robiliśmy to w ostatnich paru meczach. Arka jest trudnym rywalem, dobrze się dzisiaj spisali, nam zabrakło dziś tego poziomu i jakości – mówił.
Mikołaj Dilc
