SZACHTAR POKAZAŁ WYŻSZOŚĆ. LECH W TRUDNEJ SYTUACJI PO PIERWSZYM STARCIU

Fot. Mikołaj Dilc

Niekorzystny wynik przed rewanżem. Lech Poznań przegrał 1:3 z Szachtarem Donieck w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji. Czwartkowe starcie nie ułożyło się Kolejorzowi najlepiej, bo od 36. minuty musiał gonić wynik. Ukraiński zespół (posiadający w pierwszym składzie aż siedmiu Brazylijczyków!) pokazał moc i wywalczył sporą zaliczkę przed rewanżem w Krakowie.

Różnica jakości ujawniła się aż za bardzo. Od początku było wiadome, że Szachtar łatwym rywalem nie będzie. Niektórzy eksperci mówili nawet, że ten zespół, gdyby nie zawirowania wojenne za naszą wschodnią granicą po rosyjskiej agresji na Ukrainę, spokojnie nadawałby się do gry w Lidze Mistrzów. Zresztą, w poprzednim sezonie przecież w niej rywalizował. Może nie awansował do fazy play-off, a wielu zawodników występujących w czwartek nie łapało się wtedy do wyjściowej jedenastki (lub w ogóle ich w klubie nie było), ale zyskał cenne doświadczenie. Niewykluczone, że zaprocentowało ono w czwartek.

Niewielu dojechało z formą

W starciach z takimi rywalami ważna jest więc dyspozycja, bo to ona pozwala ograniczyć liczbę potencjalnie kosztownych błędów. Z tą Kolejorz się nie wstrzelił. Po sześciu zwycięstwach z rzędu wydawało się, że nastała hossa, jednak wraz z odpadnięciem z Pucharu Polski nastąpił nagły spadek formy jego piłkarzy. Popełnił błędy i utrudnił sobie sytuację przed rewanżem w nadchodzącym tygodniu.

 – To był trudny mecz. Jakość po stronie Szachtara była odczuwalna. Myślę, że zasłużył na wygraną dzisiaj. Dopuściliśmy go do zbyt wielu sytuacji, na pewno nie cieszy nas też liczba wykreowanych przez nas sytuacji. Powinniśmy byli rozegrać to lepiej – powiedział Michał Gurgul, cytowany przez oficjalną stronę Lecha Poznań.

 – Wiedzieliśmy przed meczem i dalej jesteśmy świadomi tego, że czeka nas drugi mecz w Krakowie. Musimy podejść do niego ze stuprocentową koncentracją oraz walczyć o swoje – zapowiada Gurgul.

Trener Niels Frederiksen posłał w bój najlepszą jedenastkę, jaką mógł – niemalże identyczną jak na świetne w wykonaniu jego drużyny spotkanie z Rakowem Częstochowa. Jedyną zmianą było umieszczenie na prawej obronie Joela Pereiry. Trudno określić, na ile ten wybór się obronił, bo dały o sobie znać problemy Portugalczyka w obronie. Przy pierwszym straconym golu wracał trochę za wolno, przez co pozostawił lukę, w którą wbiegł Marlon Gomes (lepiej mógł się też zachować Antoni Kozubal). Z kolei podczas akcji bramkowej na 0:2 ustawił się tak, że zbyt dużo przestrzeni do oddania strzału miał Newerton. Natomiast to podanie Pereiry umożliwiło Mikaelowi Ishakowi na zdobycie bramki kontaktowej.

Problemy zaczynały się od środka

Na pewno nie można zwalać wszystkiego tylko na bocznego defensora, ani nawet na całą linię obrony. W przednich formacjach, oprócz Alego Gholizadeha, nikt nie zaprezentował się na odpowiednim poziomie. Irańczyk był osamotniony w swoich staraniach. Najbardziej zawodził środek pola zarządzany przez Kozubala i Pablo Rodrigueza. Od nich zależało, jak dobrze Lech będzie sobie radzić z progresją piłki oraz fazami przejściowymi do obrony. Pomocnicy mieli z tym problemy i trener Frederiksen na drugą połowę wzmocnił formację Timothy’m Oumą. Nie usprawniło to poczynań drużyny.

Lechici chcieli grać dynamicznie i jak najbardziej wertykalnie, aby wykorzystywać przestrzenie zostawiane przez wysoko naciskających Górników. Częstym obrazkiem były przerzuty z jednej strony boiska na drugą. Zbyt często jednak pojawiała się niedokładność, która niweczyła starania Poznaniaków. Właśnie tak rozpoczęła się akcja, która skończyła się pierwszym golem dla ukraińskiego klubu. Napędzający atak środkiem Ishak podał bardzo przewidywalnie, przez co stracił piłkę i kilkadziesiąt sekund później goście cieszyli się z prowadzenia.

Natomiast gdy już udało się dostać pod bramkę rywala, często gospodarzom brakowało chłodnej głowy. Podejmowali złe decyzje. Dlatego już po 45 minutach z boiska zszedł Leo Bengtsson. Jednak przez pierwszy kwadrans drugiej połowy gra Kolejorza straciła na tempie i dopiero po zmianach w 62. minucie, gdy weszli Taofeek Ismaheel, Patrik Wålemark i João Moutinho, poznański zespół się przebudził. Efektem był gol Ishaka. Później zabrakło kontynuacji tego dobrego fragmentu spotkania. A na dodatek Isaque Silva popisał się ładną przewrotką, którą podwyższył prowadzenie Szachtara na 3:1. 

– Musimy zadać sobie pytanie, czego możemy wymagać po swojej postawie, by wyglądało to lepiej. Dziś nie znaleźliśmy odpowiedniej jakości z piłką przy nodze, co powodowało straty i napędzało ataki rywala. To też czyniło naszą sytuację trudną, zabrakło nam trochę spokoju z piłką przy nodze – podzielił się na łamach strony Lecha trener Frederiksen.

Mikołaj Dilc