„EVERYBODY SCREAM” WYBRZMIAŁO W KRAKOWIE

Fot. Wiktoria Górna

Uwielbiany i doskonale znany szerokiej publiczności zespół Florence + The Machine wyruszył w trasę koncertową promującą najnowszy album „Everybody Scream”. Tournée rozpoczęło się 6 lutego 2026 roku w Wielkiej Brytanii, a już 7 marca grupa wystąpiła w Polsce. Supportem koncertu była Paris Paloma – artystka znana między innymi z utworu „labour”, której twórczość, podobnie jak w przypadku Florence + The Machine, opiera się na motywach kobiecych, feministycznych oraz mitologicznych.

Florence Welch od lat przyciąga na swoje koncerty tłumy, hipnotyzuje publiczność wyrazistą osobowością sceniczną. Jej obecności na scenie trudno przypisać wyćwiczoną choreografię – zamiast precyzyjnie zaplanowanych ruchów artystka stawia na spontaniczną improwizację. Tańczy boso, podążając za emocją chwili, co nadaje występom autentyczności i wyjątkowej intensywności.

Aktywna rola publiczności

Tak było również podczas tegorocznego koncertu. Sala wypełniła się publicznością w różnym wieku – od młodszych fanów po starsze roczniki – wszystkich jednak łączyło jedno: miłość do muzyki zespołu i wspólne przeżywanie tego wyjątkowego wieczoru. W pewnym momencie Florence wyraźnie się wzruszyła, widząc jak polscy fani przeżywają jej muzykę i śpiewają razem z nią. Pochwaliła także publiczność za to, że potrafiła odłożyć telefony i cieszyć się chwilą – dzięki temu mogła zobaczyć twarze fanów, a nie jedynie uniesione w górę kamery. Wśród osób oglądających dało się słyszeć same głosy zachwytu:

 – Nadal nie mogę uwierzyć, że mimo iż nie „kolejkowałam”, to byłam przy barierkach i miałam możliwość złapać ją [Florence] za rękę, gdy do nas podeszła. Zobaczenie i usłyszenie na żywo mojej ulubionej artystki, której słucham od lat, było zdecydowanie czymś, czego nigdy nie zapomnę. Poza tym nikt nie ma tak dobrej prezencji scenicznej jak Florence Welch. Mentalnie nadal jestem na tym koncercie i prędko nie wrócę do rzeczywistości – powiedziała Łucja, która jest wierną fanką zespołu od wielu lat. 

– Dla mnie, jako osoby, która przyjechała tutaj tylko dla towarzystwa, bo Florence + the Machine jakoś nigdy specjalnie nie słuchałam, to było naprawdę duże zaskoczenie. Byłam pod wrażeniem tego, jaki cudowny kontakt z publicznością miała Florence, i tego, jak dobrze się tam bawiłam, mimo że nie znałam większości piosenek. Zdecydowanie jeden z lepszych koncertów, na jakich byłam – mówi Maja, która przyznała, że po koncercie zaczęła bardziej zapoznawać się z twórczością zespołu.

Jedną z uczestniczek koncertu była również Wiktoria, która po raz pierwszy miała okazję zobaczyć zespół na żywo. Jak przyznała, był to jeden z najlepszych koncertów w jej życiu. Szczególnie zapadło jej w pamięć wykonanie utworu „Seven Devils”. Najbardziej poruszył ją moment, w którym cała publiczność zaczęła wspólnie klaskać w rytm muzyki. Jak podkreśliła, występ Paris Palomy również zrobił na niej duże wrażenie – nie odebrała go jako typowego supportu, lecz raczej jak osobny, pełnoprawny koncert, mimo drobnych problemów technicznych z gitarą.

Polityczny wydźwięk muzyczny 

Paris Paloma zaprezentowała dziesięć utworów. Jednym z nich był „Miyazaki, wykonany przedpremierowo jako wyraz sprzeciwu artystki wobec wykorzystywania sztucznej inteligencji w tworzeniu sztuki. Swój występ zakończyła piosenką „labour”, która w internecie została okrzyknięta feministycznym hymnem. Cała arena śpiewała razem z nią utwór, którego tekst wielu fanów znało na pamięć.

Niezapomniana niespodzianka

Florence Welch zaskoczyła publiczność drobną zmianą w setliście – dwie zaplanowane wcześniej piosenki zastąpiła utworami „Never Let Me Go” oraz „Hunger” zamiast „You Can Have It All” i „Music by Menz najnowszego albumu. Artystka utrzymywała także niezwykle bliski kontakt z fanami: kilkukrotnie schodziła pod scenę, aby się z nimi przywitać, a czasem nawet przytulić. Nie zabrakło również jej charakterystycznego biegu wzdłuż sceny.

Fot. Wiktoria Górna

Współczesna Persefona

W twórczości artystki widoczny jest wyraźny kontrast między wczesnymi albumami – pełnymi zieleni, natury i wianków – a późniejszymi, utrzymanymi w bardziej mrocznej estetyce, nasyconej krwistą czerwienią i atmosferą przypominającą sabat czarownic. Podczas koncertu oba te światy spotkały się na jednej scenie. Radosna energia wcześniejszych utworów – jak wspólne tańce przy „Dog Days Are Over” czy entuzjastyczne wykonanie „Shake It Out” – przeplatała się z bardziej mrocznymi momentami w utworach takich jak „Seven Devils”, „Everybody Scream”, „Heaven Is Here” czy wykonane pod koniec „One of the Greats”.

Rudy żywioł na scenie

Florence potrafi ujmować doświadczenia codzienności w estetyce, która nawiązuje do renesansowej symboliki, łącząc cielesność z duchowością – czego przykładem jest choćby utwór „Hunger”. Jej twórczość balansuje między intymnością a siłą wyrazu: osobiste, emocjonalne teksty współistnieją z potężnym brzmieniem i charakterystycznym, ekspresyjnym wokalem.

Wizualna opowieść

Choć utwory Florence + The Machine już na albumach opierają się na silnych emocjach i narracyjności, udział w koncercie nadaje im zupełnie nowy wymiar. Kompozycje zespołu można porównać do technik tańca modern jazz – ich dynamika opiera się na zmiennym tempie, a gwałtowne, energetyczne momenty kontrastują z płynnymi, niemal eterycznymi fragmentami. Całość spaja pulsujący rytm, który pozwala wyrazić skrywane emocje.

Fot. Wiktoria Górna

Wspólnota emocji na scenie i widowni

Podobnie funkcjonuje sam koncert: intymność przeplata się tu z monumentalnością, a delikatność z potężnym, chóralnym brzmieniem. Dzięki bezpośredniemu i aktywnemu kontaktowi z publicznością widzowie nie pozostają jedynie obserwatorami – stają się integralną częścią wydarzenia. To właśnie budowanie wspólnoty sprawia, że każdy występ Florence + The Machine jest intensywnym, emocjonalnym przeżyciem.

Niezapomniane wrażenia

Występy zespołu są również dopracowane wizualnie. Ruch sceniczny, światło i symbolika współgrają z muzyką, tworząc spójną opowieść. Koncert przestaje być jedynie odtworzeniem materiału studyjnego, a staje się autonomicznym wydarzeniem, funkcjonującym na własnych zasadach i pozostającym w pamięci długo po jego zakończeniu.

Nowy album, nowa historia

Najnowsza twórczość zespołu stanowi odważną i osobistą opowieść o traumie, procesie gojenia oraz transformacji – przedstawioną poprzez poetyckie, momentami ostre i bezpośrednie teksty. Trasa koncertowa potwierdza, że Florence + The Machine należą do grona artystów, dla których scena jest naturalnym środowiskiem ekspresji. Każdy koncert staje się osobnym doświadczeniem, a nie jedynie kolejnym punktem w kalendarzu. Dla polskiej publiczności była to ponowna okazja, by przekonać się, że muzyka na żywo wciąż ma moc budowania intensywnych, wspólnych emocji.

Anna Florczak