WIDZEW ZBYT SZCZELNY. LECH NIE PORADZIŁ SOBIE W ŁODZI

Fot. Arewicz/Wikimedia Commons

Kolejny pragmatycznie grający rywal również sprawił problemy. Lech Poznań przegrał 1 : 2 sobotni mecz 24. kolejki Ekstraklasy z Widzewem Łódź. Choć to Poznaniacy otworzyli wynik, to później stracili bramki po skutecznie wyprowadzonych przez rywali akcjach. Potem Łodzianie wycofali się i skupili na obronie, z czym nie mogli poradzić sobie Lechici.

Och, jak łatwo popaść ze skrajności w skrajność. Jeszcze niedawno Kolejorz chlubił się serią sześciu wygranych spotkań z rzędu. Tymczasem minął tydzień i tendencja kompletnie się odwróciła. Poznański zespół złapał zadyszkę i najpierw przegrał z Górnikiem Zabrze bój o półfinał Pucharu Polski, a w sobotę zgubił trzy ważne punkty z Widzewem, który przed spotkaniem zmienił trenera.

– Z mojej perspektywie straciliśmy trzy punkty. To był mecz jak najbardziej do wygrania i straciliśmy po prostu trzy punkty. Było za mało naszych momentów. Widzew strzelił dwa gole i wygrał, ale nie powiedziałbym, że był lepszy. To my z przebiegu całego spotkania byliśmy zespołem lepszym, Widzew był skuteczniejszy – mówił rozczarowany Bartosz Mrozek, cytowany przez portal Sportowy Poznań.

Przegrali, choć prowadzili

To nie był katastrofalny mecz w wykonaniu Lecha. Wejście w rywalizację miał przyzwoite. Posiadał piłkę, rozgrywał, szukał luk w formacji rywala. Nieźle wyglądały próby stworzenia jakiegoś zagrożenia przez Taofeeka Ismaheela, który operował właściwie w środku pola, schodząc z prawego skrzydła. W 28. minucie udało się gościom objąć prowadzenie. Timothy Ouma pokazał, że ma dobry przegląd boiska i posłał przeszywające dwie linie Widzewiaków podanie do wbiegającego za obrońców Gisliego Thordarsona. Islandczyk uderzył mocno z ostrego kąta, po czym piłka wpadła do bramki, odbiwszy się od poprzeczki.

Później jednak dały o sobie znać błędy, przez które Łodzianie zaczęli przeprowadzać kontrataki. Już po sześciu minutach od gola na 1 : 0 mieliśmy remis. W środku piłkę stracił Michał Gurgul, potem Sebastiana Bergiera nie zdołał odpowiednio pokryć Mateusz Skrzypczak, a na końcu nie popisał się Thordarson – nienajlepiej ustawił się w polu karnym, przez co dużo miejsca do oddania strzału miał Fran Alvarez.

Trafienie na 1 : 2 też padło po kontrze gospodarzy. Akcja może nie została przeprowadzona dynamicznie, bo Lechici mieli sporo czasu na drobną reorganizację, ale tyle wystarczyło. Poznaniacy byli zbyt bierni i z tego skorzystał Emil Kornvig. A trzeba napomknąć, że atak mógł wcześniej skasować… Skrzypczak. Defensor ponownie nie upilnował Bergiera.

Bicie głową w mur

Poznaniacy próbowali gonić, ale, podobnie jak w starciu z Górnikiem, byli bezzębni. Grali sporo po obwodzie, ale nie mieli sposobu na szczelnie zamknięty Widzew. Trener Niels Frederiksen postawił na zmienników, którzy nie wnieśli zbyt wiele. Mikaela Ishaka kryto tak samo dobrze, jak występującego do 58. minuty Yannicka Agnero. Pablo Rodríguez oraz Ali Gholizadeh szarpali, lecz byli osamotnieni. Patrik Wålemark prezentował się zupełnie nijako i przezroczyście (ta forma utrzymuje się od kilku meczów).

Natomiast złotą zmianę mógł zaliczyć Joel Pereira, który zaserwował Skrzypczakowi piłkę meczową. Środkowy obrońca mógł się odkuć za błędy w defensywie, wyrównując stan gry. Choć zrobił wszystko właściwie, bo dobrze złożył się do strzału głową, to świetną interwencją popisał się Veljko Ilić.

Żeby nie być tylko negatywnym, jednego z graczy Kolejorza musimy pochwalić. Bardzo podobać mógł się (kolejny raz) Wojciech Mońka. Młody defensor zadomowił się w wyjściowym składzie i stał się liderem linii obrony. Do tej pory głównie podziwialiśmy jego interwencje, jednak w sobotę imponował też spokojem w wyprowadzeniu piłki. Mimo że naciskany, z odwagą wyprowadzał rywali w pole. 

– Wojtek, ja mówiłem już o tym w zeszłym sezonie, był takim naszym cichym bohaterem. Kiedy innym zawodnikom przytrafiały się kontuzje, on wszedł i wytrzymał tę presję. Teraz tak samo, widać po nim dużą pewność siebie, więc naprawdę fajnie, bo chłopak rośnie z meczu na mecz. Gdzie widzę jego sufit? No, jakaś Liga Mistrzów – Mówił dla Sportowego Poznania Mrozek.

Mikołaj Dilc