DOPEŁNILI FORMALNOŚCI. LECH W 1/8 FINAŁU LIGI KONFERENCJI

Piąte zwycięstwo z rzędu i przypieczętowanie awansu. W czwartek, w drugim meczu 1/16 finału Ligi Konferencji, Lech Poznań pokonał 0:1 Kuopion Palloseurę. Dzięki wygranej 2:0 sprzed tygodnia Kolejorz przeszedł do kolejnego etapu fazy pucharowej europejskich rozgrywek.
Przygoda z Ligą Konferencji, jak można było się spodziewać, potrwa dłużej. Lechici spokojnie wywalczyli sobie promocję do 1/8 finału. Kuopion dał z siebie wszystko, natomiast zespół trenera Nielsa Frederiksena od pewnego czasu jest na fali wznoszącej. Obecna forma wystarczyła Dumie Wielkopolski na rozprawienie się z mniej jakościowym rywalem.
Bez większych zawirowań
To był mecz z gatunku tych, na których można więcej stracić niż zyskać. W końcu pierwsze spotkanie, wygrane wynikiem 2:0, dawało spore poczucie pewności, że Lechowi nic nie wymknie się spod kontroli w rewanżu – zwłaszcza w sytuacji, kiedy określa się go mianem faworyta. Wystarczyło nie zlekceważyć rywala, zachować koncentrację przez 90 minut na własnym boisku i voilà, masz awans. I patrząc na przebieg gry, poznański zespół ten minimalny plan spełnił, bo przez pełne 90 minut miał kontrolę.
Skupienia na realizacji celu Kolejorzowi nie odmówimy, natomiast mocno męczył się z fińską drużyną. Ta również pokazywała determinację i gdyby posiadała więcej jakości, mogłaby bardziej postraszyć gospodarzy. W szczególności dać się we znaki mógł Gustav Engvall, który znalazł się w pięciu sytuacjach, ale jego uderzenia były blokowane albo leciały w trybuny – czy to nad poprzeczką czy obok słupka.. Bartosz Mrozek został zmuszony do interwencji raz, kiedy uderzał Petteri Pennanen.
Ostatecznie xG Kuopionu na poziomie 0,67 świadczy o tym, że defensywa Poznaniaków wywiązywała się dobrze ze swoich obowiązków. Przez 71 minut o szczelność dbali Mateusz Skrzypczak oraz Antonio Milić. Potem ten drugi zszedł z boiska, a za niego pojawił się Alex Douglas, dla którego był to pierwszy mecz od występu z Motorem Lublin na początku listopada (przez ten czas leczył kontuzję).
– To jest ważne, żebyśmy wszyscy bronili, bo ten pressing zaczyna się już od napastników. Super pracowali, a też trzeba powiedzieć, że przeciwnicy dobrze wychodzili od tyłu i wiedzieli, jak się poruszać. Zadanie było trudne, ale sporo było naszych odbiorów i wyjść z kontratakami – mówił Skrzypczak na łamach portalu Sportowy Poznań.
Znów zawodziła precyzja
Niebiesko-białym najbardziej brakowało skuteczności. Gdy już wypracowali w pocie czoła pozycję strzelecką w gąszczu nóg rywali, to nie dawali wykazać się porządnie Johannesowi Kreidlowi, golkiperowi gości. Im dłużej nie padała bramka, tym bardziej kontrola wydawała się plastikowa – niby dość wytrzymała, natomiast przy gorszym zbiegu okoliczności mogła pęknąć jak wypełniona gazem butelka coli.
– Myślę, że gdybyśmy byli skuteczniejsi w ostatniej tercji boiska, moglibyśmy stworzyć jeszcze więcej groźnych sytuacji. Powinniśmy strzelić o wiele więcej goli, lecz to jest rzecz, którą musimy poprawić również w innych meczach i staramy się to robić na każdym treningu – dzielił się cytowany przez oficjalną stronę Lecha Poznań Daniel Håkans, skrzydłowy, który wrócił po kontuzji.
Dużo spokoju wprowadziło trafienie Pablo Rodrigueza, który w okolicy linii pola karnego ułożył sobie piłkę do strzału i uderzył na tyle precyzyjnie, że Kreidl nie zdołał skutecznie interweniować. Hiszpan coraz bardziej wyrasta na istotną postać w składzie drużyny. Wycofanie go na pozycję numer 8 pozwoliło zrobić użytek z jego największych atutów, czyli ruchliwości, zaangażowania w pressing oraz przeglądowi pola. W fazach ofensywnych może wbiegać z głębi pola, a nie szukać przestrzeni między liniami, gdzie zazwyczaj Lech ma mało miejsca.
Najbardziej martwi forma Mikaela Ishaka. Szwedzki napastnik zaciął się. Od rozpoczęcia rundy wiosennej rozegrał sześć meczów, a w nich zdobył tylko jednego gola. Ta sztuka udała się mu w spotkaniu z Górnikiem Zabrze po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Z gry wygląda to gorzej, bo kapitan Lecha nie potrafi doprowadzić do skutecznego wykończenia akcji. Często prezentuje się ociężale, jakby nie miał sił po kilkudziesięciu minutach. Piłka też się go nie słucha – a raczej on sam nie może sprawić, żeby się mu podporządkowała. Póki trafiają inni, nie ma problemu. W końcu jednak bramki Szweda będą potrzebne.
Wrócił kolejny skrzydłowy
Musimy poświęcić kilka słów Danielowi Håkansowi. Dla Fina wejście w 60. minucie spotkania z KuPS było pierwszym występem w trwającym sezonie. Ostatni raz wystąpił 11 maja zeszłego roku z Legią Warszawa. Od tego czasu leczył kontuzję. Czekaliśmy na jego powrót tak samo, jak na wyleczenie się Patrika Wålemarka. W rywalizacji przeciwko rodakom zaliczył jeden udany drybling i udział przy trafieniu Rodrigueza, bo to skrzydłowy napędził atak. Kolejorz odzyskał pełnię mocy w ofensywie.
– Jestem bardzo szczęśliwy, że wróciłem i zagrałem. Czuję się dobrze, choć oczywiście nie grałem już od dawna. Nie byłem jeszcze długo w treningu, ale już nie czuję bólu. To dla mnie najważniejsze. Mecz w drugim zespole bardzo mi pomógł, bo był pierwszym od ośmiu miesięcy, gdy zagrałem 11 na 11. Ważne było dostać wtedy 30 minut i zobaczyć, że jest już dobrze. Teraz dostałem kolejne 30 minut. To bardzo dobrze buduje i od tego zacznijmy – mówił fiński piłkarz, którego słowa przytoczył Sportowy Poznań.
Mikołaj Dilc
