MECZ SEZONU NA ENEA STADIONIE! LECH WYGRAŁ Z RAKOWEM PO GOLU W KOŃCÓWCE
Lepszego scenariusza nie można było wymyślić. W niedzielę Lech Poznań rzutem na taśmę pokonał Rakowa Częstochowa wynikiem 4:3. W doliczonym czasie gry zwycięstwo niebiesko-białym dał Yannick Agnero.
Pamiętamy nadal te czasy, kiedy Kolejorz tracił bramkę jako pierwszy i potem nie potrafił odwrócić wyniku. Przecież były one jeszcze niedawno. Tym razem ta sztuka się udała – i to w fenomenalny, a na dodatek bardzo filmowy czy też serialowy, sposób. Taki mecz miałby potencjał na przeniesienie go na duży ekran i nie powstydziłby się go serial „Ted Lasso”. Zawierał tyle zwrotów akcji, napięcia oraz pięknych zagrań, że aż chciałoby się, aby sędzia go nie kończył.
Lechici dwukrotnie musieli gonić wynik i dwukrotnie zdołali wyrównać stan spotkania. Prawie zostali zmuszeni do tego trzeci raz, gdy na 4:3 trafił Stratos Svarnas, lecz uratował ich spalony. Natomiast w doliczonym czasie gry zdołali wyjść na prowadzenie, którego – pomimo usilnych starań Medalików – już nie oddali.
– Duże emocje nam towarzyszyły podczas meczu i po końcowym gwizdku. Na takie spotkania przychodzi się na stadion. Nie powiem jak smakuje zwycięstwo po takim meczu, bo musiałbym przekląć – mówił po spotkaniu Bartosz Mrozek, cytowany przez oficjalną stronę Lecha Poznań.
Cios za cios
Rywalizacja zaczęła się dla podopiecznych trenera Frederiksena najgorzej, jak tylko mogła. Poznaniacy chcieli zdominować rywala, ale nadziali się na dwie kontry, rodem z początku rundy jesiennej. Najpierw, gdy gospodarze stracili piłkę, Robert Gumny nieprzepisowo zatrzymał rozpędzonego Jeana Carlosa, za co dostał żółtą kartkę. Następnie Michał Gurgul próbował podać do bramkarza, ale zrobił to zbyt lekko. Do piłki dopadł Patryk Makuch, którego w polu karnym sfaulował Bartosz Mrozek. Rzut karny pewnie wykonał Jonatan Braut Brunes.
Gospodarze natychmiast ruszyli do odrabiania wyniku: sygnał do szturmów dał Leo Bengtsson, który uderzył w poprzeczkę po zbiegnięciu ze skrzydła. Niedługo później spróbował Ali Gholizadeh. Za tę decyzję Irańczyk został nagrodzony, nabił bowiem rękę Ariela Mosóra. Po analizie VAR sędzia podyktował drugą w meczu jedenastkę. Podszedł do niej vis-à-vis Brunesa, czyli Mikael Ishak – Szwed z podobnym spokojem wykorzystał okazję na wyrównanie.
Lech po tym wydarzeniu nie obniżył tempa, ale bardziej wycofany Raków nie zamierzał się jedynie bronić. Parokrotnie przedarł się lewą stroną swoich rywali i w 37. minucie dopiął swego. Michael Ameyaw wypuścił wybiegającego ze środka pola Karola Struskiego, a ten wystawił piłkę Brunesowi. Norweg nie pokonał Mrozka, ale Carlos po dobitce już tak. Raz jeszcze Kolejorz odpowiednio zareagował, bo w 45. minucie Gholizadeh przedarł się w pole karne i asystował Luisowi Palmie, który strzelił pierwszą bramkę od spotkania z Radomiakiem Radom pod koniec listopada poprzedniego roku.
Po przerwie jeszcze większa dramaturgia
Można było obawiać się, że starcie w drugiej połowie przestanie tak zachwycać – zazwyczaj po emocjonującej pierwszej części zespoły decydują się na ochłodzenie gry. Jednak Lechici postanowili dusić rywala dalej, co poskutkowało w 55. minucie. Kolejny raz piętno na akcji odcisnął Gholizadeh. Irańczyk podał prostopadle do Ishaka, którego strzał obronił Oliwier Zych. Do bezpańskiej piłki dopadł dość niespodziewanie znajdujący się w polu karnym Częstochowian Antonio Milić, po czym sprawił, że jego zespół objął prowadzenie 3:2.
Po 10 minutach Medaliki się przebudziły, lecz wciąż trochę lepiej wyglądała poznańska drużyna, która jakby mocniej dążyła do kolejnej bramki. Wtedy, w 73. minucie, do rzutu wolnego podszedł Ivi Lopez. To piłkarz mający lata świetności w Ekstraklasie już za sobą, ale w niedzielę jeszcze raz zabłysnął jak za dawnych lat, pakując piłkę do siatki potężnym strzałem. Mrozek ledwo zareagował.
Gdyby tego było mało, kolejny akt meczu ponownie należał do przyjezdnych. Po wznowieniu gry z kornera oblegli Poznaniaków i zdołali odwrócić wynik na własną korzyść. Szczęśliwie dla miejscowych, w tej sytuacji był spalony, więc gola anulowano.
Gdy wydawało się, że drugi z niedzielnych hitów kolejki zakończy się remisem, sprawy w swoje ręce wzięli Michał Gurgul oraz Yannick Agnero. Ten pierwszy zrehabilitował się za błąd z początku starcia, strącając futbolówkę tak, że po rykoszecie trafiła do drugiego z piłkarzy Lecha. Iworyjski napastnik piętką dał zwycięstwo Kolejorzowi.
– Bardzo, bardzo się cieszę. To niesamowite wygrać taki mecz w ten sposób, więc naprawdę się cieszę z wygranej. Gol na 4:3 w 90. minucie to jest to, po co żyjemy. Był to idealny moment i piękne zwycięstwo. Wciąż walczymy o mistrzostwo i jesteśmy w czubie tabeli, więc to niezwykle istotne trzy punkty – podsumował rywalizację Agnero na łamach strony niebiesko-białego zespołu.
Mikołaj Dilc
