EFEKTOWNE ZWYCIĘSTWO LECHA PRZY BUŁGARSKIEJ. REWANŻ NA PIAŚCIE

Tym razem się udało. Lech Poznań wygrał 3:0 z Piastem Gliwice w niedzielnym meczu 21. kolejki Ekstraklasy. Nie minęło wiele czasu od porażki 0:1 na Górnym Śląsku, ale Kolejorz poprawił skuteczność w ataku. To zdecydowało o jego zwycięstwie.
Lechici potwierdzili, że przerywają zły trend. Wcześniej udało się im pokonać Górnika Zabrze wynikiem 1:0. Teraz powtórzyli to z Piastem Gliwice, z którym przecież niedawno przegrali. Rezultat 3:0 sugeruje, że zaprezentowali efektowny stylu gry i zdominowali rywala. Choć to pierwsze w gruncie rzeczy się zgadza, bo Kolejorz znów stworzył sobie sporo dobrych sytuacji, szczególnie w drugiej połowie, to sam mecz był stosunkowo wyrównany. Najważniejsze są jednak zdobyte trzy punkty do tabeli.
– Dwa zwycięstwa z rzędu, dwa czyste konta z rzędu, więc mogę powiedzieć, że bywało gorzej niż jest dzisiaj wieczorem. Wygrywamy 3:0, to zasłużone zwycięstwo. Mogliśmy strzelić więcej goli, chociaż rywale też mieli swoje okazje. Myślę, że broniliśmy dobrze, szczególnie po przerwie. Sądzę, że powoli wracamy na właściwe tory i pniemy się w górę w lidze. Żeby jednak podtrzymać tę passę, musimy wygrywać w każdym kolejnym meczu – podsumował wygraną trener Niels Frederiksen na łamach portalu Sportowy Poznań.
Klasa irańsko-hiszpańskiego duetu
Pierwszy kwadrans meczu miał dwóch bohaterów – Alego Gholizadeha oraz Pablo Rodrigueza. Pierwszy był mózgiem drużyny, drugi zaś lewym płucem, bo obok niego dużo harował też Antoni Kozubal. Irańczyk rwał się do gry, ciągle chciał być przy piłce i, jak zazwyczaj, kombinował pod polem karnym Piasta, aby mu zagrozić. To on otworzył wynik. Po przecięciu podania jednego z rywali minął zwodem Jakuba Czerwińskiego, wypracował sobie pozycję do strzału, a potem ślicznym uderzeniem pokonał Frantiska Placha.
Gholizadeh miał również spory udział przy drugim trafieniu. Tu w roli głównej wystąpił Rodriguez, który, swoją drogą, rozpoczął całą akcję długim podaniem. Od razu ruszył do przodu, by następnie otrzymać podanie w okolicach 20 metra boiska od kolegi z Iranu. Hiszpan przyjął, przymierzył i zdobył upragnioną bramkę. Do tej pory głośniej było o jego nieudanych próbach, tym razem odkuł się podobnie pięknym golem, co ten autorstwa prawego skrzydłowego Kolejorza.
Rywal mógł ukłuć
W 13. minucie wynik na tablicy wskazywał na dwubramkowe prowadzenie Lechitów, natomiast obrót spraw mógł być inny. Gliwiczanie również stworzyli sobie niezłe szanse. Jeszcze przed bramkami dla gospodarzy okazję miał Jakub Czerwiński, który nieznacznie się pomylił. Chwilę później Hugo Vallejo z dogodnego miejsca trafił w zawodnika Lecha.
Do końca pierwszej połowy Piastunki jeszcze kilka okazji sobie wykreowali. Zdołali trzy razy przetestować Bartosza Mrozka, ale ten zachował pewność. Trzeba powiedzieć jasno, że sprowadzenie rywala dla polskiego bramkarza było dobrym posunięciem klubu. Plamen Andreev pośrednio zmusił go do podniesienia formy. To nie tak, że Mrozek był fatalny jesienią, bo wiele razy ratował zespół, jednak czasem mógł obronić coś więcej. Choć przy tak dziurawej obronie, jaką miał przed sobą w poprzedniej rundzie, też nie żyło mu się najłatwiej.
Dowieźli wygraną do końca
Po przerwie, rywalizacja stała się wyrównana. Gliwiczanie dążyli do złapania kontaktu, natomiast Lech skutecznie radził sobie z oddalaniem tych prób. Miał kontrolę nad spotkaniem, ale brakowało mu pazura w ofensywie. To się zmieniło w 62. minucie, kiedy na boisku zameldowali się Luis Palma i Patrik Wålemark. Poznaniacy zaczęli tworzyć sobie więcej szans. Jedną z nich zmarnował Yannick Agnero, który z najbliższej odległości trafił w bramkarza. Napastnik mógł jeszcze strzelić z dobitki, ale nie udało się mu to.
Iworyjczyk odkuł się jednak w 90. minucie. Precyzyjne dośrodkowanie na jego głowę posłał Michał Gurgul. Strzelec wyskoczył wysoko i uderzył piłkę tak, że nic do powiedzenia w tej sytuacji nie miał Plach. Dla 22-latka to czwarta bramka dla niebiesko-białych. Trzeba przyznać, że przyzwoicie zastąpił on pauzującego za nadmiar żółtych kartek Mikaela Ishaka.
– Uważam, że Yannick zagrał dziś naprawdę dobrze. Mógł strzelić nawet więcej niż jednego gola, ale bramka, którą zdobył, była w mojej opinii jego najtrudniejszą sytuacją w tym meczu. To był znakomity gol – wygrał pojedynek główkowy z dwoma obrońcami i bardzo precyzyjnie skierował piłkę w dalszy róg. Jego zadaniem jest także ciągłe wywieranie presji na rywalach i utrzymywanie piłki, gdy gramy bardziej bezpośrednio. Dziś zrobił to bardzo dobrze. Często dochodzi do sytuacji strzeleckich, co jest dla mnie bardzo ważne. Nie zawsze je wykorzystuje, ale dziś się udało i bardzo mnie to cieszy – mówił Frederiksen, którego słowa zacytował Sportowy Poznań.
Mikołaj Dilc
