NOWY ROK W BUŁGARSKIM STYLU – FESTIWAL SURWA

Obchody Nowego Roku kojarzą nam się przede wszystkim z fajerwerkami i piciem szampana. Jednak prawda jest taka, że w różnych częściach świata można zetknąć się z wieloma, naprawdę ciekawymi tradycjami związanymi z początkiem kolejnego roku. Jedną z okazji, aby móc zobaczyć, jak da się w inny sposób świętować ten dzień, jest bułgarski festiwal Surwa.
Surwa jest festiwalem, który ma miejsce co roku, od 60 lat, w Perniku. Odbywa się on w ostatni weekend stycznia – wynika to z tego, że według kalendarza gregoriańskiego Nowy Rok obchodzi się dwa tygodnie po 31 grudnia. Od 2015 roku wydarzenie to jest wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Przyciąga ono nie tylko ludzi z całej Bułgarii, ale też z zagranicy.
Tradycja wiecznie żywa

Festiwal Surwa związany jest z tradycyjnymi obchodami Nowego Roku we wsiach w okolicy Pernika – są one charakterystyczne tylko dla tego regionu Bułgarii. Polegają na tym, że w każdej z tych wsi tworzą się Surwakari – grupy ludzi poprzebieranych za rozmaite postaci, które wędrują od domu do domu i od wsi do wsi, urządzając różne zabawy, tańce, i składając noworoczne życzenia (trochę skrzyżowanie kolędników z karnawałem).
Przyjazna rywalizacja

Podczas tego festiwalu można było kupić sobie pamiątki na którymś z licznych stoisk, zjeść coś dobrego czy napić się grzańca – jednak są to tylko poboczne elementy towarzyszące temu, po co tak naprawdę się tam przyjeżdża.
W ramach tego wydarzenia w oba dni odbywają się parady, w których biorą udział grupy reprezentujące przede wszystkim okoliczne wsie (chociaż pojawiają się też reprezentanci z innych części Bułgarii). Część z uczestników ma na sobie stroje ludowe, część przypominające jakieś postaci charakterystyczne dla wspomnianych wcześniej Surwakari. Najciekawsza moim zdaniem jest jednak postać Kukiera (tradycyjnie raczej kojarzona z wiosną, ale będąca też nieodłącznym elementem tego wydarzenia). Kukierzy mają charakterystyczne, przypominające trochę demoniczne, a trochę zwierzęce maski. Swoim strojem i zachowaniem mają zapewniać dobrobyt i szczęście oraz odganiać złe duchy.

Mimo tego, że każda grupa bierze udział w tej samej paradzie, to jednak żyje swoim życiem – ma swój własny pomysł na to, co robi w jej trakcie. Dodatkowo rywalizują ze sobą w konkursie, podczas którego oceniane są między innymi przebrania uczestników czy odgrywane przez nich scenki. Jury wraz z widzami (którzy ku mojemu zdziwieniu głosowali poprzez sms) wybierają najlepszą ich zdaniem grupę. Konkurs ten jest jednak takim przyjemnym dodatkiem, najważniejsza jest wspólna zabawa i świętowanie.
Atmosfera nie z tego świata

Parada odbywa się na ulicach Pernika i nie jest niczym oddzielona od publiki – dzięki temu każdy ma okazję obejrzeć te wyjątkowe stroje z bliska. Niezwykle podobało mi się to, jaka różnorodność tam panowała. Każda grupa wyglądała inaczej – Kukier był punktem wspólnym dla większości z nich, ale tak to jedni mieli w swoich szeregach osoby przebrane za na przykład księdza, niedźwiedzia czy lekarza, inni byli wyłącznie w tradycyjnych strojach ludowych, a jeszcze inni byli ubrani w kostiumy bardziej szlacheckie. Części grup towarzyszyły liczne instrumenty, a z kolei na mnie największe wrażenie wywołała ekipa, której przygrywały same bębny. Każda z osób wchodząca w jej skład była obwieszona dzwonkami. Bęben nadawał rytm, a reszta skakała zgodnie z nim, a co za tym idzie – w tym samym momencie rozległ się dźwięk licznych dzwonków. W połączeniu z noszonymi przez Kukierów maskami dawało to niezwykle odrealnione wrażenie niczym z jakiegoś snu.
Bardzo miło patrzyło też się na to, jak ci występujący zachowują się między sobą – zadowoleni, uśmiechnięci czy momentami się wygłupiający. Starzy i młodzi, mężczyźni i kobiety, mieszkańcy różnych miejscowości – wszyscy zebrali się tam w jednym celu – by uczcić nowy rok.

– Z czym kojarzy mi się festiwal Kukierów? Z zapachem skór, piór i futer, z których stworzone są kostiumy i przerażające maski. Z dźwiękiem dzwonów podwieszonych w pasie, dudniącym w uszach jeszcze długo po powrocie do domu. Z przywiązaniem do tradycji i wielką potrzebą jej kultywowania, przeżywaniem jej i byciem w tym razem z innymi ludźmi. Na Surwie byłam po raz pierwszy kilkanaście lat temu podczas studiów. To doświadczenie szczególnie zapadło mi w pamięć jako najbardziej interesujące w Bułgarii, trochę szalone, nieco mistyczne. Wcześniej słyszałam o Kukierach w muzeum etnograficznym w Burgas, nie sądziłam, że będę miała szansę poznać osobiście tę pogańską tradycję. Tamtą Surwę wspominam inaczej, odbywała się ona w mniejszej miejscowości Breznik, skąd pochodzi moja przyjaciółka, dlatego charakter wydarzenia był mniej komercyjny – bez barierek, telebimów, stoisk z pamiątkami i jedzeniem. I choć Surwa w Perniku jest pięknym festiwalem, na który przyjeżdżają grupy Kukierów z całego kraju, to zabrakło mi tego „ducha ludu”, bardziej pierwotnego, ludzkiego wymiaru, który dało się czuć przed laty. Niemniej bardzo polecam odwiedzenie tego festiwalu, ponieważ prezentuje i pomaga utrzymać tradycję, która przetrwała wieki zawirowań historycznych – tak swoje odczucia opisała Oksana, jedna z uczestniczek tego wydarzenia.

Przyjazd na Surwę jest czymś, o czym prędko nie zapomnę, i co serdecznie polecam każdemu. Mimo tego, że absolutnie nie jestem obeznana z kulturą bułgarską (była to też moja pierwsza wizyta w tym kraju), byłam oczarowała panującą tam atmosferą. Pomijając już wspominaną wcześniej, taką trochę mistyczną aurę wytwarzaną przez stroje i muzykę, to przede wszystkim panowała tam niezwykle przyjazna atmosfera. Przebywałam w innym kraju, wśród ludzi, których języka nawet trochę nie rozumiem, ale mimo tego nie czułam się nawet przez moment obco. Po prostu chłonęłam to, co działo się wokół mnie, zachwycałam się tym, co widzę, i – najzwyczajniej w świecie – bardzo dobrze się bawiłam.
Olga Graban
