PGA LUDŹMI STOI

Tegoroczna edycja Poznań Game Arena (PGA) ponownie przyciągnęła tłumy chętnych, by zagrać w nadchodzące premiery, zobaczyć e-sportowe potyczki i kupić sprzęt w dobrych cenach. Jednak PGA stoi przede wszystkim ludźmi. 

Co roku na Międzynarodowych Targach Poznańskich zbiera się społeczność, która przyjeżdża tu, żeby po prostu spędzić czas razem, zgarnąć autorski merch i poczuć, że jest wśród swoich. Postanowiłam przespacerować się po halach, by porozmawiać z uczestnikami, wystawcami oraz cosplayerami i przekonać się, jak to wydarzenie wygląda z ich perspektywy.

Rozmowy bez pretekstu

Zaraz po wejściu na halę ruszyłam w pośpiechu w stronę jednego ze stoisk, przy którym można było spotkać jednego z moich ulubionych streamerów. Na miejscu zastałam już pokaźną kolejkę, więc bez zastanowienia stanęłam na samym końcu. Chwilę później dołączył do niej chłopak stojący za mną.

Wystarczyła krótka wymiana spojrzeń, żebyśmy zaczęli rozmawiać. Szybko okazało się, że śledzimy podobnych twórców, a chwilę później dyskutowaliśmy już o „Cyberpunku”  i nowej karciance. Czekanie w kolejce, które zazwyczaj jest przykrą koniecznością, niespodziewanie zamieniło się w kilkadziesiąt minut świetnej rozmowy z kimś, kogo jeszcze chwilę wcześniej zupełnie nie znałam.

To chyba jedna z tych rzeczy, które najbardziej lubię w takich wydarzeniach. Kiedy wokół jest tyle osób dzielących podobne zainteresowania, nawiązanie kontaktu przychodzi zaskakująco łatwo. Nie trzeba szukać pretekstu ani zastanawiać się, od czego zacząć rozmowę. Właśnie z taką myślą ruszyłam dalej w tłum, żeby przekonać się, jak PGA i tworzącą je społeczność odbierają inni uczestnicy.

Mistrzostwa Polski w… Excelu?

Idąc dalej, podpytuję odwiedzających o ich doświadczenia. Z rozmów szybko wynikło, że najcieplej wspominane chwile są wynikiem przypadku.

– Najlepiej zapamiętany moment tej edycji? Gdy czekałyśmy na opóźnione Mistrzostwa Polski w Excelu. Rząd za nami usiadła grupka znajomych. Zapytali nas, czy też czekamy na Grafa – wspomina Marika. – Spędziliśmy ostatnią godzinę imprezy, oglądając mecz i śmiejąc się z problemów technicznych.Ludzie są tutaj bardzo otwarci. Nie ma czegoś takiego, że gdy do kogoś zagadasz, to ci nie odpowie – dodaje.

Dla wielu osób to właśnie ta spontaniczność i atmosfera są głównymi powodami, dla których wolą spędzić weekend w zatłoczonej hali niż w domu przed monitorem. Jak przyznają inni odwiedzający, cele wizyty na MTP bywają jednak bardzo różne.

– PGA to przede wszystkim pretekst do tego, żeby spotkać się ze znajomymi, wspólnie pograć, porozmawiać czy pójść na jakąś ciekawą prelekcję – słyszę w tłumie.

Nie brakuje jednak osób, które przyjeżdżają tu, by przetestować nowe produkcje czy sprzęt na stoiskach wystawców.

– To, co mnie szczególnie interesuje w PGA, to sprzęt, który można tu przetestować. Przyciąga mnie to, że mogę zagrać w coś, na co nie mam co liczyć na własnym komputerze w domu – przyznaje Zuza.

Do tego dochodzi walor wizualny, obok którego nie da się przejść obojętnie. Zresztą, wystarczy rozejrzeć się wokół, by zauważyć, jak mocno targi czerpią z kultury konwentowej.

– Zaskoczyło mnie też to, ilu cosplayerów zobaczyłam i ile różnych fandomów miałam okazję spotkać. To niesamowicie ciekawe zobaczyć na żywo, jak naprawdę wygląda community – dodaje Zuza.

Perspektywa z drugiej strony stoiska

Trafiłam do kolejnego pawilonu. Przejście przez halę wymagało tu nie lada cierpliwości. Szłam ślimaczym tempem, stawiając krok za krokiem i wciskając się w każdą wolną przestrzeń między ludźmi, którzy powoli przepływali alejką.

Mój wzrok przyciągnął jeden ze stolików wypełniony misternie dopracowanymi printami, naklejkami i serią drobiazgów, zarówno z autorskimi grafikami, jak i tymi nawiązującymi do popularnych aktualnie fandomów. Panował przy nim spory ruch. Rozmawiałam z autorką prac, która przyjechała tu ze swoim partnerem. Miejsce na stoisku dzielą jeszcze z trójką innych twórców – na takich targach współpraca i podział kosztów to podstawa.

Kiedy pytałam ją o to, jak w ogóle zaczęła się jej przygoda ze sprzedażą własnej sztuki na takich wydarzeniach, chętnie podzieliła się swoją historią:

– Rysuję od czasów gimnazjum. Miałam znajomą, która zaczęła wystawiać się na konwentach. Wtedy to nie było jeszcze tak popularne jak dzisiaj – wspomina. – Zaczęło się od bardzo prostych rzeczy: naklejek drukowanych w małych nakładach w lokalnej drukarni i wycinanych ręcznie. Powoli zaczęliśmy jednak zauważać, że ze strony klientów jest naprawdę duże zainteresowanie.

Wielu artystów marzy o tym, by móc utrzymywać się z własnej sztuki, a stoisko na konwentach czy targach wydaje się naturalnym krokiem. Rzeczywistość wymaga jednak sporej elastyczności, także tej biznesowej.

– Na targi przyjeżdżamy w ekipie pięciu osób pod szyldem naszej grupy Art Arcade. Bardzo często zgłaszamy się na takie wydarzenia wspólnie, bo każdy z nas reprezentuje trochę inny styl i ma inne produkty – tłumaczy. – Niektórzy robią to czysto hobbystycznie, dla nas jest to praca. Moim zdaniem to bardzo dobra ścieżka kariery, ale rynek jest mocno przesaturowany. Zdolnych artystów jest mnóstwo, a miejsca na konwentach są ograniczone, więc trzeba umieć wyróżnić się w tłumie.

Jak w takim razie zacząć, kiedy ma się wypracowaną technikę i szufladę z gotowymi projektami? Dowiedziałam się, że zamiast rzucać się na głęboką wodę, warto podejść do tematu strategicznie.

– Najprostszymi i najbardziej popularnymi produktami na start są plakat, naklejka czy przypinka. Fajnie jest jednak wymyślić coś ponad to – coś, czego nikt nie znajdzie na innym stoisku – radzi artystka.

Równie ważna, jak sam produkt, okazuje się oprawa, w jakiej serwuje się swoją sztukę przechodzącemu tłumowi.

– Moja rada dla początkujących? Na pewno usiąść i bardzo dobrze to zaplanować. Kluczowy jest wystrój stoiska – to on przyciąga wzrok z daleka. Bardzo popularne są teraz chociażby regały modułowe. Są przystępne cenowo, a potrafią świetnie zbudować całą wystawkę – dodaje.

Zwraca też uwagę na to, że dobry artysta musi nadążać za nowymi trendami i produkcjami, które skupiają duże ilości fanów.

– Warto śledzić konwentowe trendy. Świetnie widać je na przykład po cosplayerach – wystarczy popatrzeć, jakie serie są w danym momencie najpopularniejsze. A jeśli ktoś chce celować w bardziej unikatowe rzeczy, niech zwróci uwagę na trendy w samej estetyce. Teraz na przykład bardzo popularny jest styl Y2K.

Żywe dzieła sztuki

Żeby złapać chwilę oddechu po przeciskaniu się przez duszne hale, warto wyjść na zewnątrz. Na placu między pawilonami gromadziły się największe grupy cosplayerów, robiących sobie zdjęcia z przechodniami. Po strojach od razu widać, jakie serie są aktualnie popularne, choć w tłumie wyróżniało się parę bardziej charakterystycznych i unikatowych postaci.

Dla niektórych udział w wydarzeniu w stroju ulubionej postaci to efekt wieloletniej pasji, która zaczęła się jeszcze w dzieciństwie.

– Cosplayem zajmuję się już od dobrych dziesięciu lat. Kultura cosplayu interesowała mnie, odkąd miałem sześć lat – zawsze chciałem samemu spróbować. Stroje zazwyczaj szyję sam, choć często pomaga mi mama. Na ten konkretny poświęciłem około dwóch dni i tysiąc złotych – opowiada jeden z cosplayerów.

Inspiracje do wejścia w ten świat bywają jednak bardzo różne, a sam proces kompletowania stroju wcale nie musi oznaczać wydawania fortuny. Popularne platformy z ubraniami z  drugiej ręki i własna kreatywność stają się tu najlepszym sprzymierzeńcem.

– Jeszcze za czasów Musical.ly zobaczyłam cosplay z Undertale i tak mi się to spodobało, że postanowiłam spróbować sama – wspomina kolejna rozmówczyni. – Ten akurat jest kupiony z drugiej ręki na Vinted. Bardzo dużo osób wystawia tam stroje, kiedy im się znudzą albo gdy chcą uzbierać na coś nowego. Zresztą tanie cosplaye można bardzo łatwo stworzyć z tego, co ma się w domu albo z rzeczy znalezionych w lumpeksach.

Noszenie stroju wiąże się jednak nie tylko z podziwem i prośbami o zdjęcia. Zdarzają się też sytuacje nieprzyjemne, w których granica między fikcją a rzeczywistością niebezpiecznie się zaciera.

– Czasami ludzie chyba nie odróżniają nas od postaci, za którą się przebieramy. Bywają momenty, w których ktoś po prostu narusza naszą strefę osobistą – przyznaje jedna z cosplayerek.

Na szczęście takie sytuacje to zaledwie margines. Zdecydowanie częściej wokół cosplayerów wyrastają wianuszki ludzi robiących zdjęcia i doceniających ogrom pracy włożony w każdy detal stroju czy rekwizytu. Ostatecznie to właśnie wzajemny szacunek i wspólna pasja budują tę przestrzeń.

Serce PGA

Kiedy opuszczałam teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, byłam już porządnie zmęczona. Kilka godzin spędzonych w tłumie, nieustanny hałas, muzyka dobiegająca z różnych stron i nadmiar bodźców dają o sobie znać. Mimo to trudno mi nie uśmiechnąć się na myśl o tym wszystkim, co wydarzyło się przez ostatnie godziny.

Przyjechałam tu z myślą o spotkaniu ulubionego twórcy, a wracam z kilkoma nowymi znajomościami, ciekawymi historiami i masą drobnych wspomnień, których wcale nie planowałam. Rozmowy z przypadkowymi ludźmi, podziwianie pracy artystów i spotkania z osobami, które dzielą podobne zainteresowania, po raz kolejny przypomniały mi, jak wiele potrafi dać zwykła obecność wśród innych.

Może właśnie dlatego, mimo zmęczenia i charakterystycznego chaosu, chce się tu wracać. Na PGA można przyjść dla gier, sprzętu czy ulubionych twórców, ale często to właśnie ludzie sprawiają, że zostaje się na dłużej. A najlepsze wspomnienia niekoniecznie powstają przy największych atrakcjach, ale gdzieś pomiędzy jednym stoiskiem a drugim, podczas zupełnie przypadkowej rozmowy.

Pola Zych