KATHARSIS W IŁAWSKIM AMFITEATRZE

Fot. Angelika Stohnij

Siódma edycja festiwalu Iława Soundlake Festiwal zgromadziła publiczność na widowni iławskiego amfiteatru w sobotę 18 lipca. Fani mieli okazję oddać się muzycznej podróży, która do późnej nocy prowadziła ich emocjonalnymi ścieżkami, tam podążali za Natalią Szroeder, Piotrem Roguckim & Normalnymi ludźmi oraz Krzysztofem Zalewskim.

Festiwale to także pożądana przez lokalnych i krajowych przedsiębiorców okazja do promocji. Organizatorzy Soundlake Festiwal wykorzystali tę moc w sposób zasługujący na szczególne uznanie. Tłem wydarzenia była akcja charytatywna poszukiwania dawcy szpiku kostnego dla dwunastoletniej Iławianki, jak też generalna zachęta do dołączenia do banku dawców szpiku połączona z obaleniem mitów przypisywanych samemu zabiegowi donacji.

Ognisty czar subtelności

W miarę jak widownia amfiteatru zapełniała się publicznością, z chmur przetoczył się delikatny deszcz, po którym wyszło słońce. W złocistej poświacie na scenie pojawiła się subtelna Natalia Szroeder i wraz z zespołem wypełniła przestrzeń pierwszymi dźwiękami muzyki, które miały trwać jeszcze długo po północy. Czysty głos artystki i znakomite aranżacje instrumentalne prowadziły widzów przez liryczne obrazy kolejnych piosenek. To one oddawały władzę uczuciom, zestrajały do wspólnego przeżywania emocji, które Szroeder przelała w swoje utwory. Poruszające, z jaką lekkością tak delikatna istota nawiązuje tak silny kontakt z publicznością. Nie sposób nie ulec jej czarowi. Warto zaznaczyć, że barierki były obstawione fankami Natalii Szroeder w koszulkach promujących jej album REM. Dziewczyny przyznały, że ich pasja do muzyki obejmuje jednak o wiele szerszy zakres wykonawców.

Hania: Przyjechałam z Gdańska najbardziej na koncert Natalii Szroeder i Krzyśka Zalewskiego. Roguckiego jeszcze nie widziałam na żywo, więc chętnie go zobaczę. No i chciałabym usłyszeć wszystkie utwory Natalii, ponieważ bardzo ją lubię, tak samo lubię wszystkie utwory Krzyśka, ale bardzo marzy mi się usłyszeć ich duet. Na ostatnich plenerach zdarzały się takie duety, więc mam cichą nadzieję na utwór „Tylko nocą” z repertuaru Zalewskiego.

Ula: Jestem z Koszalina, przyjechałam z tatą, i czekam też na Natalię Szroeder. Krzysztofa Zalewskiego lubię, na koncercie Roguckiego też byliśmy i jest fajnie. Wszystkich troje widziałam już na żywo, ale najbardziej czekam na Natalię Szroeder.

Muzyka łączy – to od dawna znane hasło nie traci na aktualności. Pięknym przykładem prawdziwości tego stwierdzenia była para narzeczonych, która również pojawiła się na festiwalu. Tak opisali swoje odczucia po koncercie Natalii Szroeder: 

Chłopak: Najbardziej czekaliśmy na Natalię Szroeder. Może inaczej zacznę. My już od pewnego czasu, od lat, jeździmy za tą artystką, i jest to taka nasza tradycja, że właściwie gdzie jedziemy na wakacje, no to jest wybór na podstawie pytania „Gdzie jest koncert Natalii Szroeder?”.

Dziennikarka: Czyli łączycie przyjemne z przyjemnym?

Ch: Dokładnie tak. Właściwie moja narzeczona jeździła już na koncerty, nim mnie poznała, z rodzicami, jako młoda dziewczyna. Jak się poznaliśmy, to zaczęliśmy razem jeździć na te koncerty i nawet było zaskoczenie mojej narzeczonej, że ja wiem kto to, znam i lubię Natalię, więc można powiedzieć, że ta osoba nas trochę połączyła.

Dz: Piękna historia za tym się czai! A jak z Twojego punktu widzenia mija ten wieczór?

Dziewczyna: Wspaniale. Natalia naprawdę zawsze daje z siebie wszystko, kontakt z publicznością ma bardzo dobry i piosenki…

Ch: No z nami ma szczególny kontakt. Można powiedzieć, że taką jedną piosenkę to tam zawsze nam albo mrugnie, machnie albo zadedykuje i to jest taka nasza piosenka, jak kiedy myśmy się poznali.

Harmonia podszyta niepokojem

Rogucki & Normalni ludzie zelektryzowali amfiteatr, nad którym rozlała się lipcowa noc. Klimat Warmii i Mazur zdaje się odpowiadać Roguckiemu, który tego wieczoru pięknie zaprezentował swój wokal w nieraz fantazyjnie operowych i zdecydowanie wymagających utworach. Wśród publiczności było wielu fanów Comy, której liderem jest od niemal trzydziestu lat. Widać w tym zaufanie do jego twórczości, które przywiodło Comiarzy do nowego projektu artysty, tym razem o zupełnie odmiennym brzmieniu niż to znane z twórczości rockowej grupy. Muzyk niezawodnie dostarczył sucharka o ewakuowanych harcerzach, gdzie wyraził zasadniczo szczery żal i współczucie związane z ich niebezpieczną przygodą, zakończoną mimo wszystko bezpiecznym uratowaniem energicznej młodzieży przed ulewnym warmińsko-mazurskim deszczem. Poziom absurdu został utrzymany, podobnie jak satysfakcja fanów ze szczypty nietuzinkowego poczucia humoru.

Czerwona inkwizycja Zalewskiego

„Oto jest dzień, który dał nam Pan”. Takie intro otworzyło koncert Krzyśka Zalewskiego i chyba nie mogło być złudzeń, że dalej będzie już tylko więcej ognia. Artysta zapewnił więcej niż nutę niepokoju strojąc wokalistów z chórku w czerwone stroje inkwizycji. Przy wypełnionym amfiteatrze piosenkarz zaprezentował show, który rozpoczął się od zapierających dech w piersiach, żywiołowych kawałków. Po nich, dla ukojenia i złapania oddechu publiczności, i jego samego, przyszedł moment na balladowy miłosny chill, który bez oporu przejął na wskroś serca widzów. Słowa i towarzyszące im dźwięki emanowały pięknem i jednocześnie smutkiem, bólem spowijającym miłość. Energia kolejnych utworów wyrwała zebranych z nostalgii i, jak ujął to wokalista, dzięki papieskiej dyspensie porwała ich na powrót do tańca tuż przed północą. W taką noc nie sposób nie ulec muzyce, której rytmy, tak jak w przypadku piosenek Zalewskiego, są jak czar rzucony na publiczność, wciągają do zabawy, nie dając szansy na zastanowienie czy jakiś zbędny sprzeciw.

Możliwości wieczoru zostały wykorzystane na maksa, duet Natalii z Zalewskim był magiczny, spotęgowany doskonałą akustyką amifiteatru i niezwykłą porą. O północy zaśpiewali wspólnie o miłości, przywodząc na myśl rozdzierającą historię baśniowego Kopciuszka. Oby i tu historia miała swój happy end.

Żartobliwy akcent w postaci wykonania acapella fragmentu utworu „Ameno” grupy ERA sprawił niekłamaną radość Zalewskiemu, który wyglądał na psotnika, spełniającego swoje marzenia w wielkim stylu. Brawa za to! Słowo finałowe od Zalewskiego to intensywne: „chodźmy się kochać”. Ludzie wychodzili z piosenką na ustach, oby także w sercach i duszach.

Dźwięki nad wodą

Jeśli ktoś nie próbował jeszcze dotrzeć na Soundlake Festiwal, to w przyszłym roku zdecydowanie powinien to nadrobić. Obłędne nagłośnienie i oprawa wizualna zapewniają masywne wrażenia, bez reszty zachwycające. Amfiteatr okazuje się czymś więcej niż kompromisem dla organizacji koncertu, na którym uczestnik chce się oddać w wir zabawy. Miejsca siedzące pozwalają nacieszyć się całym wieczorem bez konieczności stania w tłumie pod sceną, widoczność jest przy tym znakomita, podobnie dźwięki, nie brak też przestrzeni dla tych, którzy wolą skakać na koncercie pod barierkami. A jeśli trzy rewelacyjne koncerty polskich artystów, każdy trwający ponad godzinę, nie zabrały całej energii uczestnikom, to mogli oni skierować się na scenę nieopodal, by do drugiej nad ranem cieszyć się solidnym DJ-skim setem, który organizatorzy festiwalu zaproponowali tym najwytrwalszym. Ta lipcowa noc należała do najdłuższych i najpełniejszych, jakie miłośnicy koncertów na świeżym powietrzu mogą sobie wymarzyć.

Angelika Stohnij