CZY CHŁONIEMY PROPAGANDĘ JAK GĄBKI? O ULEGANIU ANTYUKRAIŃSKIEJ NARRACJI
Im dłużej trwa wojna w Ukrainie, tym głośniej wybrzmiewają w polskich mediach społecznościowych antyukraińskie narracje. Nie jest to zjawisko nowe, lecz – co powinno być najbardziej alarmujące – z roku na rok przybiera na sile. Na przestrzeni ostatnich miesięcy nagłówki krzyczały także o atakach, które przybrały fizyczny wyraz.
Z niemal wszystkich stron mównicy sejmowej docierają do nas hasła, które w serwisach społecznościowych przypisalibyśmy ruskim trollom. Coraz rzadziej w reakcji odbiorców słychać oburzenie, a znacznie częściej – aprobatę.
Nie jesteśmy sobie obcy
Jak możemy dowiedzieć się z badania „Kontakty Polaków z Ukraińcami i społeczny dystans wobec nich” przeprowadzonego przez Jonathana Scovila, dystans społeczny wobec Ukraińców nie jest duży.
W życiu ponad połowy Polaków (55%) pełnią oni przynajmniej jedną z ról, które zostały uwzględnione przez badacza (są to między innymi znajomy, kolega z pracy/szkoły, przyjaciel, sąsiad). W dodatku więcej niż co czwarty ankietowany wchodzi w formalne kontakty z osobami ukraińskiego pochodzenia (w pracy, przychodni i tym podobne). Można więc wnioskować, że nie jesteśmy sobie obcy.
Raport z badania „Kontakty Polaków z Ukraińcami i społeczny dystans wobec nich”: https://www.cbos.pl/PL/publikacje/raporty_tekst.php?id=7253
Pogorszenie stosunków
Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w 2022 roku relacje polsko-ukraińskie uległy poprawie. Wszyscy pamiętamy jednoczenie się wokół wolontariatów, zbiórek i wszelkiej formy pomocy. Rozumieliśmy, że działając w oparciu o podstawową, ludzką empatię i życzliwość należy pomóc zaatakowanym sąsiadom, których bliscy codziennie krwawią i giną na froncie przeciwko państwu o imperialistycznych zapędach. Dziś jednak wygląda to zupełnie inaczej – jakbyśmy niczego się nie nauczyli.
O wypowiedź zapytałam 22-letnią Julię, obecnie studentkę dietetyki, która w 2023 roku uczęszczała do liceum, a w jej szkole znalazły się osoby uchodźcze z Ukrainy. Jak sama wspomina, dostrzega ich obecność w swoim otoczeniu.
Martyna Błaszyk: Jak często i w jakiej formie masz kontakt z osobami ukraińskiego pochodzenia?
Julia: Mam kontakt głównie w pracy, rzadziej natomiast na uczelni. Mam bliższą znajomą Ukrainkę, z którą żyję w dobrych relacjach.
MB: Czy uważasz, że po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie nastroje wobec uchodźców były inne niż obecnie? W jaki sposób się zmieniły?
J: Uważam, że po wybuchu wojny na Ukrainie nastroje Polaków wobec uchodźców zmieniły się na gorsze. Ludzie są mniej tolerancyjni i mniej przyjaźni wobec osób przyjeżdżających do Polski, a najbardziej Ukraińców.
MB: Czy zauważasz w ostatnim czasie nasilenie się nastrojów antyukraińskich? Jaką formę to przybiera?
J: Tak, przede wszystkim jest to przemoc fizyczna i psychiczna wobec tych osób, hejt w mediach społecznościowych, wyzwiska na ulicach i tak dalej.
Skąd bierze się wrogość?
W badaniu Scovila od 2023 roku wyraźnie spadł poziom akceptacji Ukraińców w wyżej wspomnianych rolach. Choć wielu (aż 82%) ankietowanych nie miałoby problemu z kolegą lub koleżanką z pracy zza wschodniej granicy, nie wszyscy chcieliby, aby taka osoba zajmowała się ich dzieckiem (58%, spadek o 16 punktów procentowych w stosunku do 2023 roku) lub była ich szefem lub szefową (55%, spadek o 18 punktów).
Od samego początku w mediach społecznościowych trwa kampania antyukraińska, będąca wynikiem działalności rosyjskich botów, a także przydatnych jednostek działających na ich korzyść. Cel jest prosty – im bardziej podzieleni jesteśmy wewnętrznie, tym słabsi się stajemy. Postawa polityków także nie poprawia sytuacji. Szczucie na uchodźców nie jest już domeną skrajnie prawicowych, brunatnych ugrupowań czy partii, lecz rozlało się na niemal całą scenę polityczną. Zauważono bowiem, że jest to temat polaryzujący, a emocje wyborców służą za tak potrzebne paliwo w czasie chociażby kampanii prezydenckiej.
Mity o ukraińskiej przewadze nad polskimi obywatelami pojawiały się od samego początku. Każdy choć raz zapewne słyszał o pierwszeństwie w kolejce do lekarza, tańszych lekach czy mieszkaniach za śmiesznie niskie kwoty. Do tych teorii przejdę w dalszej części artykułu, lecz najpierw chciałabym skupić się na kwestii znacznie starszej, dzielącej od lat oba narody – niezagojonej, wciąż jątrzącej się ranie historii.
Czy powinniśmy zapomnieć o przeszłości?
W czerwcu tego roku Polskę obiegła elektryzująca wiadomość – prezydent Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Odbyło się to w reakcji na nadanie przez prezydenta Ukrainy jednej z jednostek nazwy „Bohaterów UPA”. Podobne oburzenie rozpala media za każdym razem, gdy podnoszona jest kwestia samej zbrodni wołyńskiej.
MB: Czy wspólna przeszłość historyczna zmienia Twoje postrzeganie obecnych uchodźców z Ukrainy?
J: Nie zmienia. To, jaka była przeszłość między Polakami a Ukraińcami, mija się z moimi spostrzeżeniami na temat ich migracji do Polski. Wszystko to zależy od człowieka i jeśli taka osoba nic złego w moim kierunku nie robi, to ją toleruję i szanuję.
Jest to zdanie, które wybrzmiewa jednak w mniejszości w społeczeństwie polskim. W lipcu 2026 roku Jan Kujawski przeprowadził badanie, którego wyniki zostały opublikowane w komunikacie z badań „Stosunki polsko-ukraińskie”. Blisko połowa ankietowanych (46%) negatywnie oceniała relacje między Polakami i Ukraińcami i większość (65%) uważa, że za taki stan rzeczy odpowiadają nasi sąsiedzi, a nie my. Przeważająca liczba osób (84%) zaznaczyła, iż wspólna historia nas dzieli zamiast łączyć. Czy nie powinniśmy się nad tym zastanowić?
Raport z badania „Stosunki polsko-ukraińskie”: https://www.cbos.pl/PL/publikacje/raporty_tekst.php?id=7248
Czego brakuje w dialogu polsko-ukraińskim?
Uważamy, że nasza pamięć historyczna jest nadrzędna i chcemy, by inni także ją za taką uznali. W wielu głowach powstało proste połączenie, według którego jednostka Sił Zbrojnych Ukrainy otrzymała nazwę „Bohaterów UPA” z tego samego powodu, przez który strona polska uważa te postaci za zbrodnicze. Zupełnie odrzucamy przy tym cel, jaki przyświecał powstaniu Ukraińskiej Powstańczej Armii, który przecież jest najistotniejszy dla strony ukraińskiej – utworzenie niepodległego państwa.
Brakuje dialogu, który nie byłby zdominowany przez osobiste emocje zainteresowanych. Zasłaniamy się także próbą przywrócenia „sprawiedliwości dziejowej”, ale ignorujemy jej przejawy. Najgłośniej krzyczących o zbrodni wołyńskiej najmniej obchodzą nienacechowane negatywnie sposoby faktycznego jej upamiętnienia.
Po mediach nie niesie się równym echem informacja o ekshumacjach, które od lipca trwały na terenie Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, a które zakończone zostały pogrzebem. Nie słychać wiele o tym, że ukraiński Instytut Pamięci Narodowej wydał zgodę na przeprowadzenie kolejnych prac. Rzeczywista współpraca prowadząca do upamiętnienia ofiar jest przecież mniej istotna od ciągłego zaogniania konfliktu.
Nie chodzi więc o to, aby zapominać o przeszłości. Należy jednak zrozumieć, że nasze jej postrzeganie nie jest uniwersalne – nasza pamięć historyczna nie jest uniwersalna. Trwające na Wołyniu prace są wynikiem współpracy polsko-ukraińskiej, która powinna być pielęgnowana, gdyż jej ciągłe podkopywanie służy tylko Rosji. Pamiętajmy przy tym, że Ukraina jest w czasie wojny, a odwoływanie się do przeszłych walk niepodległościowych jest zrozumiałym chwytem propagandowym, z którego korzystają ich politycy.
Prace ekshumacyjne na Wołyniu: https://www.gov.pl/web/kultura/prace-ekshumacyjne-w-ostrowkach-i-woli-ostrowieckiej-na-wolyniu–komunikat-mkidn
„Zabrać im przywileje”
Na stronie Konfederacji wśród postulatów „Siódemki w sprawie Ukrainy” Konrada Berkowicza, posła na Sejm, można odnaleźć punkt 5: „Zabrać im przywileje w Polsce”. Czym miałyby one być? Niestety, krótka lista tego nie wyjaśnia. Opierając się jednak na wypowiedziach płynących z każdej strony sceny politycznej, możemy założyć, że zarzewiem konfliktu jest możliwość korzystania Ukraińców ze świadczeń socjalnych, rodzinnych oraz opieki zdrowotnej.
Niedawno, gdyż w kwietniu tego roku, Wojciech Cejrowski powielił nieprawdziwą informację. Opowiedział poruszającą historię o polskim emerycie, który nie mogąc pozwolić sobie na wykupienie drogiego leku Jardiance, musiał poprosić o to Ukraińca, któremu przysługuje on za darmo.
Rozpowszechniła się narracja o Polakach jako „obywatelach drugiej kategorii”, nie pierwszy raz, gdyż podobne teksty o Ukraińcach „przeskakujących” kolejkę do lekarza czy otrzymujących za darmo mieszkania słychać było od dawna. Choć zostały zdementowane jako fałszywe informacje, ich echa wciąż powracają. Dlaczego? Propaganda w obliczu prawdy się nie cofa, lecz tylko głośniej krzyczy.
Jak podaje raport z innego badania „Polacy o ograniczeniu pomocy dla uchodźców z Ukrainy” opracowany przez Beatę Roguską oraz Jonathana Scovila, głosy sprzeciwu wobec przyjmowania uchodźców z Ukrainy pierwszy raz przewyższyły głosy poparcia (52% do 42%). Jest to sygnał alarmujący, że prorosyjska propaganda przyjmuje się dobrze w polskim społeczeństwie.
Źródła:
„Siódemka w sprawie Ukrainy”: https://konfederacja.pl/moja-siodemka-ws-ukrainy/
Fake news o darmowych lekach dla Ukraińców: https://demagog.org.pl/fake_news/ukrainiec-ma-leki-za-darmo-a-polak-musi-placic-nfz-zaprzecza/
Raport z badania „Polacy o ograniczeniu pomocy dla uchodźców z Ukrainy”: https://www.cbos.pl/PL/publikacje/raporty_tekst.php?id=7239
Martyna Błaszyk
