ROK W 2. LIDZE I KONIEC. WARTA Z AWANSEM
Emocje do samego końca w Ogródku. Warta Poznań zremisowała 2:2 z Resovią Rzeszów w ostatnim meczu sezonu 2. Ligi. Poznańska ekipa pokazała charakter, dwukrotnie odrabiając stratę bramkową. Wyszarpany w końcówce spotkania punkt dał jej bezpośredni awans do 1. Ligi.
Gdy Zieloni spadali z 1.ligi, w klubie panował chaos. Już po czterech meczach rundy wiosennej sezonu 2024/2025 zwolniony został Piotr Klepczarek. Jego następca, Ryszard Tarasiewicz, nie okazał się wybawcą. Na pierwsze zwycięstwo pod jego wodzą zespół musiał czekać aż do 33. kolejki. Standardem stała się bezsilność w ofensywie i defensywny styl gry, który nie dawał rezultatów, a tylko frustrował.
W tle były jeszcze dwie kwestie: stadionu, na którym Poznaniacy będą grać ー nie mogła się bowiem dłużej utrzymywać sytuacja wykorzystywania obiektu w Grodzisku Wielkopolskim ー oraz problemów finansowych.
Wystarczyło 365 dni na zmianę
Minął rok, a Warta zaczęła grać ofensywny i skuteczny futbol. Architektem sportowej przemiany drużyny jest trener Maciej Tokarczyk, działający według zasady ,,niskie oczekiwania, wysokie standardy”. Stworzył on silną mentalnie grupę opierającą się na młodych piłkarzach i wspartą kilkoma bardziej doświadczonymi zawodnikami.
Klub zdołał też wrócić do Poznania, bo zamienił stadion w Grodzisku na Ogródek. Poprawiła się ponadto kwestia finansów po restrukturyzacji. Zbudowano fundamenty dające nadzieję na zakotwiczenie się na zapleczu Ekstraklasy.
– Dla wielu z nas są to najpiękniejsze sportowe chwile w życiu. Awans do 1. ligi, gdzie jest 18 zespołów, to jest naprawdę elita. Teraz, gdy do niej wchodzimy, podnosimy sobie poprzeczkę, ale musimy pamiętać cały czas o tym naszym DNA, filozofii i wartości – właśnie one nas tutaj doprowadziły. To, że idziemy w jednym kierunku, małymi krokami, nie chcemy jeść dużą łyżką, aby się nie zadławić, tylko skupiać się na każdym kolejnym kroku, mamy niskie oczekiwania i wysokie standardy… tak do sprawy będziemy podchodzić także w 1. lidze – mówił Tokarczyk, cytowany przez portal Sportowy Poznań.
Siła mentalna to jeden z najważniejszych fragmentów wspomnianego przez trenera DNA Zielonych. To ona pozwoliła na finiszu rozgrywek utrzymać się na drugiej pozycji w tabeli. W ostatnich pięciu spotkaniach nie pękli, choć było do tego wiele okazji. Z trudnego starcia w Krakowie z Hutnikiem udało się im wywieźć komplet punktów, nie przegrali również w starciach z mocną w minionej rundzie Sandecją Nowy Sącz i nieprzyjemnym Podhale Nowy Targ. Teraz z Resovią Rzeszów zdołali wyszarpać kluczowy punkt, dwa razy odrabiając stratę w doliczonym czasie gry. Ich szkoleniowiec podkreślił kto stał za wynikiem z Pasami.
– W 100% zawodnicy. Oni na boisku są głównymi aktorami. My, jako sztab, dajemy uwagi i próbujemy pomóc, natomiast to oni zawsze wykonują pracę. Ostatnio słuchałem wywiad naszego spikera, który mówił, że dziewięć czy dziesięć razy odwracaliśmy losy meczów – zauważył.
Twarze zwycięskiego remisu
Zespół z Poznania miał sporo problemów z rzeszowskim rywalem. W pierwszej połowie nie dał rady utrzymać kontroli na boisku. Sporo czasu spędzał w niskiej obronie, jednocześnie ze sporą trudnością przychodziło mu wykreowanie sobie jakiejkolwiek klarowniejszej sytuacji. Gdy już przebił się pod szesnastkę, nie finalizował odpowiednio ataków.
Resovia z kolei była w stanie kilka razy poradzić sobie z defensywą gospodarzy. Bramka Dawida Bałdygi w 43. minucie padła zasłużenie. W ostatniej akcji przed przerwą wyrównać zdołał jednak Marcel Stefaniak. Piłka po strzale lewego wahadłowego z rzutu wolnego odbiła się szczęśliwie od obrońców w murze i zaskoczyła bramkarza.
Stefaniak dołożył więc kolejnego gola do swojego dorobku. W ostatnich dwóch spotkaniach również trafił do siatki i zaliczył jeszcze asystę. Znacznie wyróżniał się w tym sezonie. Można było mieć obawy, czy po sezonie nie odejdzie do lepszej drużyny.
– Będę w 1. Lidze. W przypadku awansu automatycznie przedłużył mi się kontrakt. Jestem szczęśliwy, że będę mógł grać w ogródku i dawać, mam nadzieję, dużo radości – zapewnił piłkarz.
Po wznowieniu gry sytuacja znów zrobiła się trudna. Początkowo Warciarze dalej znajdowali się w potrzasku. Gdy wydawało się, że losy zaczynają powoli się odmieniać, Rzeszowianie ponownie objęli prowadzenie. Centrę z rzutu rożnego wykończył kompletnie niekryty Patryk Romanowski. Poznaniacy rzucili się do odrabiania wyniku. Dokonali tego rzutem na taśmę. W doliczonym czasie, po długim wrzucie z autu przez Stefaniaka, wyrównał Dmytro Awdiejew.
– Zdecydowałem się wejść w pole karne, bo mam trochę wzrostu. Rzadko się tam pojawiam, ale w końcówce musieliśmy dogonić wynik. Opłaciło się to. Taka bramka na wagę awansu zawsze smakuje – powiedział strzelec.
Środkowy obrońca także był ostatnio ważną częścią zespołu. Pod nieobecność lidera defensywy, Tomasza Wojcinowicza, musiał stać się jej nowym filarem. Z tej roli wywiązał się nieźle. W siedmiu ostatnich rywalizacjach Warta zachowała trzy czyste konta. Awdiejew wielokrotnie wykonywał skuteczne interwencje i pokazywał ofiarność – jak w rywalizacji z Podhalem.
Mikołaj Dilc
