FESTIWAL SZTUKI KOMIKSOWEJ – KOMIKSY JAKO TEMAT MERYTORYCZNYCH DYSKUSJI [RELACJA]

W zeszły weekend odbyła się IX edycja Poznańskiego Festiwalu Sztuki Komiksowej. Tegoroczny festiwal był moim pierwszym, jednak już z całą pewnością mogę stwierdzić, że zmieniłam podejście do medium, jakim są komiksy – oczywiście na lepsze. Można powiedzieć, że to wydarzenie rozszerzyło moje pole widzenia na złożoność tematu powieści graficznych. O tym dlaczego tak się stało opowiem w dalszej części artykułu.
Akademicki początek
Przechadzając się po korytarzach Biblioteki Uniwersyteckiej zaczęło do mnie docierać, że komiksy już dawno temu przestały być tylko rozrywką skierowaną do najmłodszych czy dodatkiem do najnowszego numeru porannej gazety. Obecność wielu merytorycznych paneli udowadnia, że komiksy same w sobie stały się poważnym, żywo dyskutowanym medium, które ostrożnie, ale żywo i z ciekawością wkrada się w środowisko akademickie. Lecz wszystko po kolei, zacznijmy od początku. Odpowiedzi na pytanie „czym jest Festiwal Sztuki Komiksowej” już na wstępie udzielił mi dyrektor całego wydarzenia – Michał Traczyk:
— Spotykamy się kolejny już raz na Poznańskim Festiwalu Sztuki Komiksowej. Jednym z większych festiwali komiksowych w kraju, podczas którego dzieje się bardzo dużo. W tym roku pochylamy się nad fantastyką w polskim komiksie, a sobota i niedziela to cała masa atrakcji: spotkania autorskie, prelekcje w blokach tematycznych, giełda komiksów, wystawy, warsztaty, no i darmowe komiksy.
Jak widać, każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak mnie najbardziej zainteresowały panele i prelekcje.


Jak narysować powieść na nowo
Zaczęliśmy od konferencji „Mapowanie wyobraźni”, na której prelegenci z Polski i zagranicy przygotowali pół godzinne referaty. Żeby rozruszać uczestników całego wydarzenia, odnosili się do znanych na całym świecie pisarzy, a dzięki plastyczności obrazu kilku trudniejszych w odbiorze pozycji, mogły wręcz ożyć na nowo. Chyba najbardziej spodobało mi się wystąpienie profesora Wojciecha Birka, w którym rozkładał na czynniki pierwsze adaptacje Stanisława Lema narysowane przez graficzkę Krystynę Wójcik. Muszę przyznać, że jej wizja lemowskiej „Maski” bardzo przypadła mi do gustu. Ta poniekąd romantyczna, a przy tym nietypowa w dorobku pisarza historia zyskała całkiem nową głębię. W wydaniu kobiety jest to delikatniejsza opowieść – nie o robocie skrytobójcy, który powstał tylko dlatego, by wykonać swoją misję. Jest to przede wszystkim droga młodej kobiety, która na początku nawet nie wie, że jest kobietą. Chce poznać własne istnienie, bo skoro nie jest człowiekiem to kim? Nie podoba jej się cel, jaki jej nadano, a ostatecznie decyduje się pozostać z ukochanym w jego ostatnich chwilach. Autorka adaptacji wykorzystała swój urokliwy styl, by pokazać piękno tam, gdzie Lem opisał brzydotę. Dzięki niej główna bohaterka nie jest przypominającą owada krwiożerczą maszyną – stała się zwyczajnie kobieca. Dlatego adaptacje graficzne, to coś znacznie więcej niż wierne kopie znanych pierwowzorów. Szczególnie powieści, które czasami uchodzą za „trudne w odbiorze” i skomplikowane. To odświeżanie dobrze znanych uniwersów, co czasem kończy się zamierzonym lub nie przewartościowaniem. Zjawisko adaptowania w komiksie trafnie opisuje Pan Traczyk:
— Komiksy opowiadają w sposób zupełnie inny niż literatura. Czy ułatwiają zrozumienie treści? Zapewne tak, wydaje mi się, że obrazy mogą ułatwić zrozumienie pewnych kwestii, mogą je przybliżyć. Natomiast na pewno nie zastąpią tego czegoś. Nawet jeśli mamy do czynienia z adaptacją jakiejś powieści, to jest to po prostu inny rodzaj narracji inny sposób opowiadania.


Superbohaterowie na sali wykładowej – pogadanka o emocjach i superbohaterkach
Uniwersum Marvela i DC Comics to nie tylko blockbusterowe, znane wszystkim produkcje. Złożone światy konstruowane przez takich geniuszy jak Stan Lee to już osobny temat wielu dyskusji. Czy znajdzie się fan, który nie bawił się nigdy w grę polegającą na szukaniu Stana na kinowym ekranie? Żywi i narysowani bohaterowie budują te uniwersa od dziesięcioleci, wiele osób wręcz rosło wraz ze swoimi ulubionymi postaciami. Festiwal Sztuki Komiksowej pokazuje, że temat komiksów o superbohaterach jest niezwykle nośny i powinien być traktowany z należytą powagą, co pokazały wystąpienia prowadzone na panelu „Superhero”. Na prelekcji „Spektrum emocji DC” autorstwa doktora Bartosza Stuły dowiedziałam się, dlaczego istnieje tyle korpusów Latarni, których kolory są powiązane z dominującymi emocjami członków. Prelegent udowadnia, że nawet jeśli emocje są piękne i podniosłe, to noszenie pierścienia nie jest łatwym zadaniem – nad miłością lub nadzieją również można stracić kontrolę. Ciekawostką jest, że wybory pierścieni bywały niekonwencjonalne, na przykład czerwony pierścień swego czasu wybrał… kota. Takich faktów związanych z latarnikami jest jeszcze mnóstwo. Jednak pozostaje najważniejsze pytanie – czy istnieje dobry kolor? Odpowiedzią, a zarazem konkluzją całego wystąpienia jest, że nie. Wszystko zależy od tego, którą emocję uważa się za najbardziej wartościową.
Z kolei Joanna Kretkowska w wystąpieniu „Emocje, sprawczość i władza: superbohaterki poza moralnym rozgrzeszeniem” w feministyczny sposób opowiada o kobiecych emocjach i samych kobietach w sztuce komiksowej – Dark Phoenix, Scarlet Witch, Harley Quinn i jej partnerce Poison Ivy. Wszystkie te bohaterki łączy wspólna bolączka: ich emocje są spłycane oraz kontrolowane, mają być ładnym i modnym symbolem równości. Fabularnie często nadaje się kobiecie rolę silną, ale nie za silną. Panie, jako te bardziej emocjonalne jednostki mają być odpowiedzialnymi strażniczkami własnej moralności. O autorze, który nie bał się pokazać kobiecą siłę komiksowej bohaterki Wonder Woman opowiada Marta Siedlak na swoim panelu „Mit Meduzy w komiksach o Wonder Woman”. Prelegentka przedstawiła w nim Meduzę jako postać tragiczną, odnosząc ją do mitologicznego pierwowzoru. Postać wykreowana przez Wiliama Marstona stała się nie tylko ciekawą przeciwniczką, ale również plamą na honorze superbohaterki. Opisane przeze mnie wystąpienia trójki prelegentów bardzo mi się podobały. Pokazali, że zdecydowanie można posłużyć się komiksami, by poruszyć ważne społecznie tematy w sposób przystępny. Zrozumiałam, że historie obrazkowe mogą stać się nawet manifestem i początkiem zmiany w strukturach społecznych. Temat komiksów Marvela i DC trafnie podsumowuje organizator festiwalu jednym zdaniem:
— Mają swoje miejsce w tym świecie komiksowym.

Manga – czyli komiks japoński
Teraz przyszła kolej na blok tematyczny w całości poświęcony zagadnieniu mangi. Temat japońskiego komiksu interesuje mnie od lat, ale uznałam, że o samym panelu najlepiej opowie jego organizatorka, z którą rozmawiałam na tegorocznych Targach Książki w Poznaniu. Moją rozmówczynią ponownie jest Mishigo:
— Zajmuje się panelem mangowym już czwarty rok z rzędu. Powoli zbieram taką ekipę, że robi się coraz bardziej różnorodnie. Mamy prelekcje o różnych gatunkach mang, ale skoro jest to Festiwal Sztuki Komiksowej i występuje tu dużo komiksowych twórców, to też chcielibyśmy się skupić i dać pole do popisu tym, którzy tworzą lub inspirują się „stylem” mangowym.
Manga jako medium również przebiła się do mainstreamu, a zainteresowanie nią z roku na rok jest coraz wyższe. Sama jestem wielką fanką mangi i anime, dlatego byłam bardzo podekscytowana, mogąc słuchać tylko o tym. Prawdę mówiąc, nie jestem w stanie powiedzieć, które z wystąpień podobało mi się najbardziej. Lecz zdecydowanie mogę wybrać to najzabawniejsze. Podczas wystąpienia „Złoty chłopiec i czerwone flagi” Mateusz Leszczyński doprowadził całą salę do łez. Niebieskoocy blondyni potrafią wykorzystać efekt aureoli. Mangacy nie bez powodu nadają swoim złoczyńcom niewinny, wręcz anielski wygląd – chcą w ten sposób zmylić widza. Tworzą postacie, z którymi sympatyzują całe fandomy, nawet jeśli ich ulubieni bohaterowie dosłownie niszczą świat.
Panie Vanitachi i Agata Sutkowska przygotowały wciągające wystąpienie o wiedźmach i czarodziejkach w mandze i anime. Bardzo miło było wrócić do czasów dzieciństwa – przypomniałam sobie o postaci Usagi, która niejako rozpaliła w moim dziecięcym umyśle fascynację japońską kulturą. Mówiąc o dziecięcej nostalgii, nie mogę pominąć żywej dyskusji, podczas której Mishigo gładko skłoniła Mateusza Leszczyńskiego, Werkę Dobro i Błażeja Kurowskiego do opowiedzenia o czasach, kiedy mangi wkroczyły do Polski. Panel dyskusyjny „Moje mangowe story” zamienił się w podróż do nastoletnich czasów uczestników. Opowiedzieli o czasach, kiedy przeczytanie nowego tomu ulubionej mangi wcale nie było czymś oczywistym. Okazało się, że japońskie komiksy były odświeżeniem dla polskiej kultury, ze względu na to, że swobodnie wypowiadały się na tematy związane z równością. Pomogło to wielu młodym ludziom zrozumieć i otworzyć się na siebie. Oczywiście manga wygląda inaczej niż zachodni komiks, dlatego wielu czytelnikom tamtych czasów po prostu podobała się wizualnie, co ściągnęło na siebie uwagę polskich odbiorców.
Na rozwój mangi znacząco wpłynęła też historia rozwoju samej Japonii po Drugiej Wojnie Światowej. Przyglądając się popularnym seriom w poszczególnych dziesięcioleciach, można prześledzić nastroje Japończyków. O historii Japonii lat 80 i 90 z przejęciem opowiedział Błażej Kurowski. Wbrew temu, co się powszechnie wydaje na zachodzie był to czas wielkich przemian nie tylko industrialnych, ale i społecznych. Mieszkańcy wielkich miast przez dłuższy czas wcale nie byli zadowoleni ze stanowisk w wielkich korporacjach. Stracona dekada przez okres stagnacji i regresu japońskiej gospodarki odbiła się na psychice i sytuacji majątkowej ludzi. Japonia przeszła przez wiele kryzysów, a niezadowolenie społeczeństwa ukazywane było w twórczości mangowej i animowanej. Nie zabrakło też wystąpienia dla osób, które marzą o stworzeniu własnego komiksu. Nad tym zagadnieniem pochyla się Luiza Malinowska, która przybliżyła zainteresowanym tajniki tworzenia własnej postaci. Wiedzieliście, że mangacy odmierzają wzrost postaci wysokością głów?
Jestem bardzo zadowolona z całego bloku tematycznego poświęconego mandze. Było dużo śmiechu, nostalgii, zaangażowania publiczności i prelegentów. Muszę tutaj docenić pracę samej Mishigo, bo świetnie sprawdziła się w swojej roli – zasługuje na brawa. Sama poniekąd to przyznaje:
— Ja jestem zawsze zadowolona. Przede wszystkim jestem wielką fanką tego, co inne osoby tutaj prezentują. Mamy dużą różnorodność tematów. Z tego, co śledzę zawsze jest duża różnorodność na wszystkich panelach, również mangowym.
Zdecydowanie sprawiła, że temat mangi dostał swoje godne miejsce i nie pozostał na uboczu wśród tylu komiksów.

Jak festiwal to muszą być pamiątki
To już tradycja, że na takich wydarzeniach było dużo do kupienia, wymieniania, a nawet i dostania. W trakcie minionego weekendu, festiwal rozdał więcej komiksów niż się na nim sprzedało, co nie jest częste, a warte docenienia. Inicjatywa nazwana „Darmowe komiksy” jest już dobrze znana i przyczynia się do popularyzacji tego medium. Bardzo ważnym aspektem jest promowanie przez wydarzenie nie tylko doświadczonych artystów, lecz także tych młodszych, mniej znanych. Moim zdaniem wszystkie ich dzieła były piękne, a przy tym tak różnorodne, że fani każdej istniejącej serii mogli znaleźć gadżety, hołdujące ich ukochanym postaciom. Kiedy zwiedzam stoiska, to lubię rozmawiać z artystami, dzięki czemu udało mi się zamienić kilka słów z dwoma twórczyniami. Oto co mają do powiedzenia:
— Nazywam się Aga Szymańska (aka Tutu). Tworzę komiksy o demonach słowiańskich, oraz życiówki. Bardzo lubię klimat okresu międzywojennego i przeplatam to z demonami, jak na przykład w komiksie „Cienie lasu”. Jest to dramat i dreszczowiec. Natomiast drugi mój komiks, typowy Slice of Life, jest o życiu tatuażysty. Komiks „Czy będzie bolało?”, jest o wspaniałych przygodach z klientami.
— Hej, nazywam się Gosia Makocka. Skończyłam grafikę na krakowskim ASP, dyplom obroniłam w pracowni rysunku narracyjnego i to tam rozpoczęła się moja przygoda z komiksem. Jako odbiorcy od zawsze najbliżej było mi do opowieści, do sztuki narracyjnej, ale to właśnie na studiach odważyłam się zacząć ją robić. Jako pierwsze powstają mini eseje literackie, do których później powstaje warstwa plastyczna, w której zazwyczaj staram się umieścić kolejne dno opowieści. Moja twórczość opiera się na wewnętrznym rozbiorze elementów świata zewnętrznego. Na reinterpretacji wydarzeń, zazwyczaj niestety trudnych. Punkt wyjścia stanowią moje emocje i przeżycia, ale staram się opowiadać tak, by było to uniwersalne, by odbiorca miał szansę odnaleźć tam siebie. Lubię rzeczy czułe i szczere.
Jeśli ktoś chciałby dodatkowo zapoznać się z twórczością obu pań, to linki do ich social mediów zostawię poniżej artykułu.


Podsumowując…
Przyznam, że dopiero zagłębiam się w świat komiksu jako takiego, a Poznański Festiwal Sztuki Komiksowej był dobrym początkiem mojej przygody z tym medium. Nie tylko dzięki bardzo przyjemnej warstwie wizualnej i merytorycznej całego wydarzenia. Bardzo miło wspominam kontakt z obsługą całego wydarzenia – widać, że nie jest to pierwsze wydarzenie przygotowywane przez Pana Mikołaja Traczyka, bo moim zdaniem, utrzymało bardzo wysoki poziom. Najlepiej wspominam właśnie panel mangowy, ale na pewno wybiorę się w przyszłym roku, by zobaczyć, jakie jeszcze rzeczy to wydarzenie ma do zaoferowania – zwyczajnie chcę więcej :).
Martyna Krawczyk
Linki (Instagram):
- Michalina „Mishigo” Targosz: mt_mishigo
- Agnieszka „Tutu” Szymańska: aga.tutu.szym
- Gosia Makocka: gosiamakocka
