SŁOWIANIE, JAPONIA I TRUPY – POZNAŃSKIE TARGI KSIĄŻKI 2026

Wyczekiwany przez miłośników literatury event zdążył minąć, zanim dotarło do nas, że w ogóle się zaczął. Czas spędzony na poszukiwaniu wyjątkowych pozycji czytelniczych, okazji zakupowych oraz na słuchaniu ciekawych i często bardzo ważnych dyskusji. Każdy zakątek i każda nowa książka to początek zaskakującej przygody. Tegoroczne Targi Książki przeniosły nas w świat mitologii, różnorodnych kultur, demonów i zbrodni…

Trupia atmosfera
Podczas tegorocznej edycji Poznańskich Targów Książki często powracającym tematem była śmierć. Zorganizowano naprawdę wiele paneli związanych ze światem kryminałów. Między innymi autorzy rozmawiali o tym, czy łatwo stworzyć morderczą fabułę oraz z czym mierzy się twórca historii kryminalnych. Nie obyło się także bez rozmowy o twórczości Agathy Christie. Być może to za sprawą 50. rocznicy jej śmierci na tegorocznych targach królował temat zbrodni.
Na wydarzeniu premierę swojej najnowszej książki „Śmierciologia” celebrował Max Czornyj. Ogromne tłumy zebrały się w sobotę pod sceną na panel z autorem. Później fani ustawili się do niego w wielogodzinną kolejkę po podpisy i krótką rozmowę. Nam także udało się porozmawiać z pisarzem o jego najnowszym wydaniu:
– Skąd wziął się pomysł na „Śmierciologię”?
– Jakiż może być bardziej powszedni, a zarazem niezwykły temat jak śmierć. Śmierć jest początkiem i śmierć jest końcem. Wcale nie jest tylko końcem, tak jak o niej myślimy. W każdym z nas jest więcej śmierci niż życia. Mamy więcej umarłych komórek w swoich ciałach niż żywych. Więcej naszej przeszłości i genów, to są geny osób zmarłych, które przecież tworzą właśnie nas samych. Więc pomysł przychodzi sam. To jest coś, co towarzyszy każdemu z nas i co towarzyszyło mi od bardzo dawna.
– Skąd się wzięła u Pana fascynacja śmiercią?
– To jest fascynacja, czy też pasja może, bo fascynacja jest słowem być może nieco na wyrost. Jest czymś bardzo życiowym. To jest odpowiedź na wszystkie nasze pytania. Przecież każda religia sprowadza się do pytania, czym jest śmierć. Więc ja chcę pytać właśnie, czym jest ta śmierć i znajdować na to pytanie odpowiedzi. I właśnie poszukiwanie odpowiedzi na te pytania stanowiło kwintesencję pisania książki.
W słowiańskim rytmie
Wzrost zainteresowania kulturą i mitologią dawnych Słowian nie obył się bez echa. Na targach był to gorący temat, który wielokrotnie podejmowano podczas paneli dyskusyjnych oraz spotkań autorskich. Wiele wydawnictw prezentowało również literaturę podejmującą tę kwestię. Można było odnaleźć książki, które podręcznikowo przeprowadziły nas przez świat Słowian lub omawiały mniej lub bardziej znane fakty o ich kulturze. Inne pozycje natomiast zanurzały nas w światach zbudowanych na filarach bogatej mitologii.
Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszyło się stanowisko Wydawnictwa Replika, które prezentowało obszerne zbiory literatury przybliżającej dawne wierzenia i tradycje. Wśród tytułów wymienić można szczególnie popularne wydanie „Mitologia Słowiańska i Polska” Aleksandra Brücknera czy „Polską demonologię ludową” Leonarda J. Pełki. Ciekawą pozycją, również w kontekście wcześniej wspomnianej tematyki trupów i oswajania się ze śmiercią, była książka autorstwa Adama Fischera „Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego”.
Ważnym wydarzeniem stała się także promocja nowej książki Anny Stasiak „Słowiański przewodnik po świętowaniu”. Autorka, z wykształcenia etnografka, zajmuje się popularyzacją kultury Słowian. Szczególną uwagę poświęca najmłodszym odbiorcom, dla których skierowała książeczkę „Słowiańskie stwory”. Kobieta pragnie, aby w szkołach mówiono dzieciom więcej o słowiańskich tradycjach. Annę Stasiak można było spotkać przy stanowisku Wydawnictwa Insignis, gdzie dawała podpisy i odpowiadała na pytania zaciekawionych osób. Nam również udało się przeprowadzić krótki wywiad:
– Co zainspirowało Panią do podjęcia się tego wyzwania?
– Głównie to, że mamy tak naprawdę sporo informacji na temat Słowian i naszych wierzeń, mimo że są one przez cały czas bardzo rozproszone. Ludzie mnie pytali, skąd mają czerpać wiedzę merytoryczną, to podawałam bardzo długą listę książek i w końcu stwierdziłam, że przydałaby się jedna taka książka, która to wszystko łączy. O wierzeniach wiemy bardzo dużo, tylko niekoniecznie o panteonie. Wszystkie wierzenia przetrwały w świętowaniu, bardziej niż w nazwach bóstw.
W niedzielę odbył się panel dyskusyjny z autorką, gdzie opowiedziała więcej o nowym wydaniu. Poruszyła również ważne kwestie, takie jak teoria pochodzenia Słowian, demonologia (nie do końca słowiańska) w „Wiedźminie”, a także łączenie kultury słowiańskiej z ezoteryką w mediach. Kobieta podjęła się również odpowiedzi na pytanie, dlaczego w ostatnich latach zaobserwowano wzrost zainteresowania kulturą i mitologią dawnych Słowian. Zaważyła także, że obecny świat znajduje się w czasie kryzysu tożsamości, a poszukiwanie przodków oraz powrót do korzeni pozwala nam na poczucie przynależności, buduje wspólnotę i stwarza poczucie bezpieczeństwa.

Zanurzeni w japońskiej kulturze
Od jakiegoś czasu głośnym tematem na polskim rynku wydawniczym staje się japońska kultura i Japonia sama w sobie. Mangi i anime przestały być jedynie niszą, co widać po tegorocznych targach, gdzie wystawiały się nie tylko wydawnictwa typowo mangowe (chociaż Yatta jak co roku spisała się świetnie). Miłośnicy japońskich klimatów mieli naprawdę sporo do zrobienia w poprzedni weekend: na półkach tegorocznych wystawców znalazło się wiele beletrystyki, a stoisko Tajfunów było po brzegi wypchane wschodnimi klasykami. Wystarczyło tylko sięgnąć. Oczywiście nie można zapomnieć też o Wydawnictwie Yumeka. Dzięki nim tegoroczna edycja była jak sen dla każdego zainteresowanego kulturą Azji.
Jednak kultura to też języki. W tym obszarze zdecydowanie wykazało się Wydawnictwo Azjatyckie Języki, które dysponuje podręcznikami, fiszkami, kursami i nie zawaha się ich użyć. Nazwa mówi sama za siebie. Warto nauczyć się z nimi nowego języka.
Japonia wkrada się w codzienność wielu Polaków już od dłuższego czasu, jednak właśnie przestaje być dziwnym fenomenem. Można powiedzieć, że stała się czymś nie tyle egzotycznym, o ile ciekawym i wciągającym. Tak szeroka oferta tegorocznych targów wzrusza i bawi niejednego polskiego Otaku. Osobom nieznającym jeszcze kultury azjatyckie polecam nie zrażać się i po prostu spróbować w nią wejść. Zdecydowanie zaprasza każdego chętnego ją poznać.
Targi Książki to tylko jedna z naprawdę wielu okazji do nauki. Zawsze warto poznawać nowych ludzi, a już szczególnie jeśli pochodzą z innej kultury niż Twoja własna. Poznań jest pełen miejsc, które epatują tą barwną i egzotyczną kulturą, ale to już historia na osobny artykuł.
Laureatka Nike na targach
Nie można zapomnieć oczywiście o obecności tegorocznej laureatki Nagrody Nike, Elizy Kąckiej. Podczas spotkania w antresoli opowiadała o „Wczoraj byłaś zła na zielono” oraz o procesie powstawania książki. Autorka podkreśliła, że nie jest to wyłącznie książka o spektrum autyzmu, ale porusza również tematykę z zakresu językoznawstwa i teorii komunikacji. Sama podsumowała, że jest to esej o języku z praktyką życiową.
Tworzenie książki stało się nowym sposobem na porozumienie się z córką i wymianą cennych doświadczeń. To nie był konkretny plan czy projekt, a proces, który stopniowo się urzeczywistniał. Kącka wskazywała na to, że największym zaskoczeniem było dla niej to, kiedy wydała książkę i ludzie uświadomili sobie wtedy, że nie jest tylko badaczką, literaturoznawczynią czy krytyczką literacką, ale także matką i kobietą, która nie idzie drogą usypaną różami:
– Jestem matką, a dodatkowo matką z dodatkowym wzmocnieniem. […] Nie tylko żyje i oddycha, ale miała także krętą ścieżkę.

Efektowne, zadziwiające i popularne
Przewodni temat targów podyktowany był jednak w głównej mierze przez największe wydawnictwa i dobór książek. Choć to wielkie święto literatury, na półkach i stoiskach przeważała proza fabularna i poradniki, w cieniu pozostawiając poezję czy dramat. Co nie jest wcale sprzeczne z codziennymi wyborami konsumentów.
Ulubionymi gatunkami pozostawały young adults i romanse z ogromną dziewczyńską reprezentacją – największym zainteresowaniem w tym zakresie cieszyło się Wydawnictwo NieZwykłe, które otrzymało miejsce w osobnym pawilonie. Do najpopularniejszych autorek w tym obszarze zaliczymy z pewnością Weronikę Annę Marczak (seria „Rodzina Monet”), Martę Łabęcką („Flaw(less)”), Martę Bijan („Muchomowy w cukrze”) czy Edytę Prusinowską („Krew, która nas dzieli”).
Innym gatunkiem, który cieszył się ogromnym zainteresowaniem, skierowanym tym razem do nieco starszych odbiorców, był oczywiście kryminał. Tu wymienić można silną reprezentację Katarzyny Bondy i Szczepana Twardocha, choć autorów było znacznie więcej. Dostrzec można jednak, że dobór literatury na targach mimowolnie trafiał bardziej w upodobania czytelnicze kobiet. Pojawiają się więc pytania, co z literaturą dla mężczyzn, szczególnie tych młodszych, a także czy aby panowie nie czytają mniej od pań. Może jest to po prostu obszar aktualnie zaniedbany?
Gdybym miała być jeszcze bardziej szczegółowa, to mogłabym zarzucić targom, że zapomniano również wspomnieć o literaturze queerowej. Nie była ona w żaden sposób omawiana i dyskutowana na panelach. Temat ten, jak się zdaje, również pozostał w cieniu, pytanie: dlaczego?

ZINY i polskie mangi, czyli o twórcach niezależnych
Warto również opowiedzieć o tej stronie targów, o której niewielu wie. Okazuje się, że można tam znaleźć nie tylko książki. Jest też wiele mniejszych stanowisk i twórców godnych uwagi, ilustracji, mang (nawet tych polskich). Zazwyczaj na takich stoiskach wybijają się zarówno osoby, które dopiero zaczynają i takie z większym doświadczeniem pojawiające się ze stoiskami na większych festiwalach. Chcąc zaistnieć w tym wybrednym świecie sztuki, wynajmują pracują na wydarzeniach, by pokazać swoją twórczość nieco szerszej publice. To właśnie dzięki takim osobom targi mają swoją magię.
Coś na ten temat zdecydowanie wie Michalina Targosz (aka Mishigo), która samą siebie nazywa Fioletową Czarodziejką. Jest ilustratorką, której sztuka wręcz ocieka słowiańską kulturą i magią. Jej wypowiedź zaprasza każdego adepta do świata sztuki komiksowej, zachęcając ich do pokazania się publice:
– Na pewno jest Poznański Festiwal Sztuki Komiksowej, w którym z kolei ja jestem w organizacji i też tam zgarniamy ludzi, którzy na przykład w czasie maratonów 24-godzinnego rysowania komiksów mogą sobie porysować i my to czasem wydajemy. [Prace artystów którzy wzięli udział w festiwalu będą do zgarnięcia za darmo 18 (10:00) i 19 (14:30) kwietnia w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu. Do wyczerpania zapasów]. No i generalnie każdy gdzieś w taką swoją stronę próbuje tworzyć, żeby wyjść do ludzi z projektami i też trochę zarobić, wiadomo. Ale fajnie jest, jak te rzeczy, które robimy, są widoczne.
Jak widać, komiksiarze lubią nie tylko ze sobą rywalizować, ale też tworzyć własne, piękne uniwersa. Jednak niezależne publikacje komiksowe, z gatunku Zinów ([skrót od Fanzin] – tworzone własnoręcznie publikacje, wydawane niewielkim nakładem) mają już nawet własne wydawnictwa. Redaktorką naczelną jednego z nich jest Marta Falkowska, która wraz ze swoim zespołem stworzyła dość niecodzienną serię antologii komiksowych: „Warchlaki”. Jest to seria tworzona przez wielu autorów i to w dość niebanalnej koncepcji, jednak o tym najlepiej opowie sama zainteresowana:
– Zajmuję się komiksem i ilustracją, redaguję też ziny. Tutaj, podczas Poznańskich Targów Książki 2026, można nabyć między innymi dwa numery zina, którego jestem redaktorką naczelną: „Warchlaków”. Na stoisku dostępny jest numer 5.2, którego tematem przewodnim jest erotyka, i numer 8., którego tematem przewodnim jest manga. Ze względu na obrany motyw nazwa tego tomu została zmieniona na 若いイノシシ (Wakai inoshishi). Czyta się go też po „japońsku”, od prawej do lewej.
Bez wątpienia jest to seria, której warto się przyglądać. Stanowi powiew świeżości dla klasycznego rozumienia słowa „manga”. Taka fajna przygoda z japońskim komiksem, ale w naszym polskim klimacie. Dzięki tym dwóm wspaniałym twórczyniom przekonaliśmy się, że w targach już nie chodzi tylko o same książki. Stały się też sposobem na wyjście do ludzi ze swoimi pasjami. Dlatego czasami warto nieco zboczyć z głównej ścieżki wytyczonej przez duże wydawnictwa.

Atrakcje i interakcje
Dla fanów literatury przygotowano podczas Poznańskich Targów masę fascynujących atrakcji i wydarzeń. Nie było tu czasu na nudę! Z jednego panelu przeskakiwaliśmy na kolejny, po drodze zaglądając to do jednego, to do drugiego wydawnictwa. Nietrudno było się zagubić lub pogubić w tym wszystkim, jednak pomocna była zawsze dostępna pod ręką zaczerpnięta z punktu informacji mapa i otwarta lista z wydarzeniami w telefonie.
Większość przychodzi na targi z myślą, aby zaopatrzyć się w nowe książki, najlepiej w jak najkorzystniejszych cenach, a one bywały różne. Duże wydawnictwa zwykle nie obniżały rynkowej wartości książki, choć zdarzały się zniżki przy większych zamówieniach. Nie brakowało jednak miejsc, gdzie książkę można było dostać za 20, 15 czy nawet 10 złotych. Najbardziej okazyjną cenę przedstawił antykwariat Evos, który sprzedawał wybrane egzemplarze za trzy złote. Haczyk polegał jednak na tym, że nie zawsze trafiały się perełki, a zanim znalazło się obiecujący tytuł, należało nieco poszukać w kartonach.
Najpiękniejsze wizualnie stoisko zaprezentowało w tym roku wydawnictwo Must Read, które pokryło się zielenią i przeniosło nas do tajemniczego świata baśni, gdzie można było przejść przez ozdobiony bluszczem tunel oraz zrobić sobie zdjęcie na ściance. Aranżacja związana była z promocją książki „Przymierze Wróbli” Devney Perry.
Ludzi łączyły wspólne gry i zabawy zorganizowane w obszarze stoisk z książkami paragrafowymi oraz komiksami. Zainteresowaniem cieszyła się również strefa Pyrkonu, która niczym widmo zapowiadała największe wydarzenie sezonu. Sam charakter targów można z pewnością uznać za w dużej mierze cosplayowy. Nie brakowało osób, które postanowiły wejść dodatkowo do świata literatury za pomocą wymyślnego przebrania. Może właśnie to miejsce i nieskrywany duch Pyrkonu sprawia, że Poznańskie Targi Książki charakteryzują się pewną unikalnością na tle innych targów.
A więc warto czy nie warto?
Z całą pewnością warto. Tegoroczne targi utrzymują swój poziom zupełnie jak poprzednie edycje. W oczy rzuca się różnorodna lista autorów. Zadowoliła nie tylko fanów Eli Paczkowskiej miłujących się w nieco spokojniejszy obyczajowy klimat, ale też miłośników kryminału i wspomnianego już wyżej Maxa Czornyja. Nie można było narzekać też na brak alternatywnych klimatów. Było równie wiele atrakcji dla dzieci. Dzięki przemiłej atmosferze stanie w kolejkach po podpisy też stało się miłym doświadczeniem.
Największym minusem było z pewnością przytłaczające sobotnie zatłoczenie. Wokoło panował tłok, a ludzie wpadali na siebie nawzajem, po prostu nie można było uniknąć tego ściśnięcia. Spoglądając jednak na to z innej strony, tłum stał się już chyba nieodłączną częścią tej szczególnej atmosfery Poznańskich Targów Książki. Przecież to właśnie ludzie sprawiają, że wydarzenie to staje się tak wyjątkowe i magiczne. Dochodzi tu do zderzenia środowiska czytelników oraz autorów, a każdy z nich osadzony jest w swoim gatunku, medium czy chociażby fanpage’u. Właśnie tutaj można poznać nowe światy i odmienne perspektywy, a także zyskać przyjaźnie, szczególnie te książkowe.
Daria Pyrzyńska, Julia Roksz, Martyna Krawczyk
