WYRAŹNY AWANS W TABELI! WAŻNA WYGRANA LECHA Z KORONĄ W KIELCACH

Fot. Wikimedia Commons

Znów zwycięscy! W niedzielę Lech Poznań wygrał 2:1 z Koroną Kielce w wyjazdowym meczu 22. kolejki Ekstraklasy. Zespół ze stolicy Wielkopolski rozegrał świetną pierwszą połowę, a po przerwie potrafił uspokoić sytuację po straconej bramce kontaktowej.

Czwarte zwycięstwo z rzędu każe sądzić, że Kolejorz obrał właściwą drogę. Znalazł stabilność i balans między ofensywną grą a utrzymywaniem szczelności tylnej formacji. Podejście taktyczne w ostatnich spotkaniach pozwalało mu eksponować atuty najlepszych piłkarzy, jednocześnie zachowując stosunkowo spore bezpieczeństwo pod własną bramką.

– Pokazaliśmy dziś, że jako drużyna jesteśmy w dobrej formie. Po tym słabszym początku wiosny otrząsnęliśmy się i wskoczyliśmy na właściwie tory. Mamy trzy wygrane z rzędu w Ekstraklasie, do tego jedną w europejskich pucharach. Potwierdziliśmy tym, że nasze aspiracje są jasne – walczymy o mistrzostwo Polski i bardzo mocno chcemy je zdobyć – mówił Robert Gumny, prawy obrońca, na łamach oficjalnej strony Lecha Poznań.

Pokonanie Górnika Zabrze, Piasta Gliwice oraz Korony pozwoliło Poznaniakom wskoczyć na trzecie miejsce w tabeli Ekstraklasy (z zespołem drugim, Zagłębiem, ma taką samą liczbę oczek). Dzięki potknięciu się Jagiellonii Białystok, lidera ligi, w jej meczu, tracą do pierwszej pozycji zaledwie dwa punkty. Walka o mistrzostwo dopiero się rozkręca i zapewne będzie rozgrzewać kibiców przez bardzo długi czas. 

Mocna obrona, pomimo straconej bramki

Choć Scyzoryki strzeliły bramkę (a nawet dwie – jedna została anulowana z powodu spalonego), to zrobiły to po stałym fragmencie gry. W tym aspekcie są mocne, we wcześniejszych spotkaniach bowiem zdobyły po zagraniach ze stojącej piłki trzy gole z pięciu. Poza tym w polu karnym niebiesko-białych odnalazły się jeszcze zaledwie raz, gdy do piłki dopadł Marcin Cebula, uderzył jednak niecelnie.

Zespół z Poznania świetnie zachowywał się w obronnej tercji. Pozwolił rywalom na jedynie siedem kontaktów z piłką we własnej szesnastce. Poza tym nie dawał im zbyt wiele przestrzeni na oddawanie precyzyjnych strzałów z dystansu. Znacznie poprawił się też w fazach przejściowych i nie dawał się zaskoczyć kontratakami gospodarzy – ogromną rolę odgrywała w tym środkowa formacja.

– Za pierwszą połowę przeciwko Koronie czapki z głów dla naszego zespołu. Kielczanie nie byli w stanie nic wykreować, a my cały czas rządziliśmy na murawie – chwalił zespół Gumny.

– Ta druga połowa nie była taka, jakiej się spodziewaliśmy. Od początku czuliśmy się silni, ale potem straciliśmy bramkę na 2:1 i to zmieniło wiele w grze. Pokazaliśmy się jednak z dobrej strony, broniliśmy bramki i utrzymaliśmy prowadzenie – zaznaczył Leo Bengtsson, skrzydłowy cytowany przez stronę Lecha.

Show z Gholizadehem w roli głównej

Druga część rywalizacji nie była tak spektakularna, bo Kolejorz starał się po nerwowym początkowym kwadransie studzić zapędy Korony. Brakowało mu efektowności i konkretnych okazji bramkowych, natomiast poradził sobie w trudniejszej części gry.

– Bramka Korony po zmianie stron zmieniła obraz meczu. Trochę zaczęliśmy się wahać, kiedy rywal podchodził wyżej, a nogi trzęsły się nam przez pewien fragment meczu. Musieliśmy podjąć walkę, co też uczyniliśmy. Ta walka dała nam wygraną i dlatego należy się moim zawodnikom dużo pochwał – wyjaśnił Niels Frederiksen, trener Poznaniaków, którego słowa przytoczył serwis internetowy Kolejorza.

W pierwszej połowie Lechici dali popis swoich umiejętności. Łatwo i ze swobodą dostawali się pod szesnastkę gospodarzy. Potem szukali luk w formacji obrońców. Ta cierpliwość odpłaciła się dwiema bramkami. Najpierw udało się wykorzystać wyższe podejście rywali i wyprowadzić szybki atak, który wykończył Ali Gholizadeh. Pod koniec połowy padł drugi gol. Lech spowodował, że zakotłowało się pod bramką Xaviera Dziekońskiego. W tym zamieszaniu odnalazł się Antonio Milić. Swoje piętno przy tym trafieniu odcisnął ponownie Gholizadeh.

– Uważam, że pierwsza połowa była po prostu fantastyczna i jedna z najlepszych w tym sezonie w naszym wykonaniu. Była dobra pod każdym względem, bo zarówno wtedy, kiedy mieliśmy piłkę przy nodze oraz wtedy, kiedy jej nie mieliśmy. Prezentowaliśmy wysoki poziom w tej części gry, a na oba gole zasłużenie zapracowaliśmy – chwalił swoich podopiecznych Frederiksen.

Mikołaj Dilc