JEŚLI SAMEMU NIE STRZELASZ, TO STRZELAJĄ TOBIE. LECH ULEGŁ PIASTOWI

fot. Mikołaj Dilc

Porażka, która pogarsza nastroje. We wtorek Lech Poznań przegrał 0:1 z Piastem Gliwice w wyjazdowym, zaległym meczu 4. kolejki Ekstraklasy. Nie dość, że Kolejorz zaprezentował się nienajlepiej, to jeszcze nie potrafił wykorzystać tworzonych przez siebie okazji. Skarcił go za to w końcówce Andreas Katsantonis.

Jeśli sobotnia porażka Lecha rozpaliła negatywne emocje wśród sporego grona poznańskich sympatyków, to rezultat wczorajszej rywalizacji musiał spowodować pożar. Pali się pozycja trenera Nielsa Frederiksena, bo choć jego zespół rozegrał dopiero drugi mecz rundy wiosennej, to od jesieni ciągnie się za nim słaba seria 9 spotkań, z których udało się wygrać tylko jedno (pozostały bilans wynosi pięć remisów i trzy porażki). Można więc ironicznie stwierdzić, że udaje się zachować pewną ciągłość, tylko nie taką, jaką chcieliby w Poznaniu. 

Natomiast tej ciągłości zabrakło w tym, co Kolejorz prezentuje na boisku. Pod koniec zmagań w zeszłym roku wyglądało na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Wyniki nie wywoływały zachwytów, ale też nie gorszyły. Zrzucanie tego na karb zmęczenia, bo od rozpoczęcia sezonu drużyna dosłownie biegła w meczowym maratonie, miało swoje uzasadnienie. Jednak wydawało się, że po zimowej przerwie Poznaniacy będą mogli zacząć z czystą kartą. Nic z tego – powróciły do nich demony z początku rozgrywek.

– To rozczarowujące. Przegraliśmy drugi mecz z rzędu, co rzadko nam się zdarza. Cóż, taki jest futbol. Musimy wrócić na właściwe tory – powiedział po starciu w Gliwicach Frederiksen.

Bez kontroli

Pierwsza część spotkania upłynęła pod znakiem wielu stałych fragmentów gry Piasta, przed którymi Lechici musieli się bronić. Gospodarze nie trzymaliby w ten sposób rywala, gdyby nie agresywny, wysoki pressing utrudniający podopiecznym trenera Frederiksena wyprowadzenie piłki i przeniesienie ciężaru gry wyżej. W polu karnym pachniało jakimś nieporozumieniem skutkującym poważnym błędem. 

Nieumiejętność odrzucenia Gliwiczan zemściła się na przyjezdnych w 26. minucie, kiedy po analizie VAR sędzia główny podyktował jedenastkę za zagranie piłki ręką przez Luisa Palmę. Na szczęście dla Honduranina w bramce stał Bartosz Mrozek. Golkiper obronił strzał Patryka Dziczka, czym pokazał, że jako jeden z nielicznych zawodników Lecha wszedł dobrze w wznowione zmagania ligowe.

To nie tak, że Kolejorz nic sobie nie tworzył. Już chwilę po rozpoczęciu gry dobrą szansę miał Mikael Ishak. Później znakomitą szansę zmarnował Leo Bengtsson. Problem w tym, że przez większość tej części meczu były to pojedyncze wypady. Piastunki tłamsiły zespół z Poznania, dominując w środku pola – Antoni Kozubal i Pablo Rodríguez nie potrafili zrobić w tej strefie różnicy. Piłkarze z Wielkopolski schodzili z remisem, który wynikał raczej ze szczęścia niż rozumu.

Sztuka chybiania

W drugich 45 minutach motywem przewodnim było pudłowanie z jak najdogodniejszych pozycji. Niebiesko-Biali prezentowali się nieco lepiej, ale to raczej zasługa powoli opadającego z sił Piasta, który z coraz większą trudnością zachowywał w centralnej formacji szczelność. Najlepszy okres rozpoczęli po wejściu na plac gry Taofeeka Ismheela, Patrika Wålemarka oraz Filipa Jagiełły. Na bramkę Františka Placha sunęły kolejne ataki. Ten nie dawał się pokonać, na co wpływ miała nie tylko świetna postawa Słowaka, ale również bardzo słaba skuteczność Kolejorza.

Najlepszą szansę Lech zmarnował w 72. minucie. Po dograniu od Ishaka Rodríguez miał przed sobą już tylko autostradę do zdobycia gola dającego prowadzenie. Hiszpan jednak potwornie spudłował, posyłając piłkę nad poprzeczką.

– W takim meczu, w którym stworzyliśmy sobie tyle okazji, musimy zdobyć przynajmniej bramkę. Ale to nam się nie udało – zabrakło nam jakości w trzeciej tercji – stwierdził szkoleniowiec Lecha.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak właśnie się stało. W 83. minucie Piast rozegrał piłkę pod polem karnym Lechitów, a potem centrę prosto na głowę Andreasa Katsantonisa posłał Jorge Félix. Grek urwał się Joelowi Pereirze, po czym wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

– W tego typu sytuacjach powinniśmy lepiej bronić – doskakiwać do dośrodkowania, a także lepiej kryć przestrzeń za naszymi plecami w polu karnym – tłumaczył trener Frederiksen.

– Ta porażka to wina całego zespołu. Do pewnego momentu gra obrony wyglądała dobrze, ale nie jest to najlepszy powrót, który mogę zaliczyć. Musimy jednak patrzeć wprzód. Byliśmy bardzo zmotywowani i chcieliśmy wygrać ten mecz. Chcieliśmy wrócić na odpowiednie tory, zacząć punktować, ale niestety tym razem się nie udało. Mamy nadzieję, że w następnym meczu wygramy, bo takie mamy ambicje. Takie wyniki są dla nas nieakceptowalne – podsumował mecz obrońca Lecha Wojciech Mońka, cytowany na oficjalnej stronie Lecha Poznań.

Mikołaj Dilc