„SIX” – COŚ WIĘCEJ NIŻ MUSICAL

Fot. Krzysztof Kubiak

Każdy z nas kojarzy zapewne historię Henryka VIII, ale czy znamy losy jego sześciu żon i jakiekolwiek fakty poza ich imionami? To niezwykłe widowisko, które osiągnęło wielki sukces na West Endzie zawitało na scenę warszawskiego Teatru Syrena w 2023 roku i do dzisiaj cieszy się dużym zainteresowaniem widzów. 

Musical „SIX” został napisany przez Lucy Moos i Toby’ego Marlowa jako studencki projekt na festiwal Fringe w Edynburgu. Nikt chyba nie przypuszczał, że w 2019 roku zawita on na West End, a kilka lat później zacznie podbijać całą Polskę. Co takiego sprawia, że „SIX” jest tak niezwykłym musicalem?

Historia opowiedziana na nowo

Zapewne każdy z nas słyszał o Henryku VIII – przeszedł on do historii jako władca, który założył kościół anglikański. Warto jednak podkreślić, że tym razem opowieść nie uwzględnia bezpośrednio jego osoby. Na początku spektaklu widzimy sześć zakapturzonych postaci, które następnie przedstawiają się nam jako żony wspomnianego króla – i tak oto zostajemy świadkami rywalizacji o miano najlepszej królowej. Przed nami ukazuje się herstoria, czyli opowiedziana z perspektywy feministycznej historia rządów najdłużej panującego monarchy z dynastii Tudorów.

Interakcja z widzami

Spotkanie żon i ich rywalizacja jest wyjątkowa, gdyż przez cały czas trwania spektaklu królowe prowadzą interakcje z widzami. W kilku momentach zdarza się, że aktorki schodzą ze sceny i zaczynają grać między publicznością – to pokazuje, jak w bardzo nowoczesny sposób można przedstawić opowieść, która wydaje się być tylko kolejną nudną powtórką z lekcji historii w szkole. Wydaje mi się, że jest to duży atut spektaklu, który dodatkowo zamienia wizytę w teatrze w niezapomniane przeżycie. 

Gra aktorska

W piosenkach wykonywanych przez królowe, za pomocą których opowiadają one swoje historie, można dostrzec wyraźne nawiązania do współczesnych piosenkarek oraz różnych gatunków muzycznych. Katarzyna Aragońska śpiewająca o swoim życiu najpierw u boku króla, a następnie o pobycie w klasztorze po rozwodzie, stylistycznie nawiązuje do Beyoncé. Anna Boleyn zarówno zachowaniem, jak i strojem przywodzi na myśl Miley Cyrus. Jane Seymour, zapamiętana jako żona, którą król ukochał najbardziej, wykonuje emocjonalny utwór inspirowany twórczością Adele – jej piosenka ukazuje Henryka VIII nie tylko jako bezdusznego tyrana, lecz także jako człowieka zdolnego do głębokich uczuć, który po śmierci ukochanej długo pozostawał samotny. Anna z Kleve prezentuje utwór stylizowany na kobiecy gangsterski rap, opowiadający o jej losie jako drugiej rozwiedzionej żonie króla. Jej kreacja przywodzi na myśl buntowniczkę, która, mimo bogactwa, do końca życia była nieszczęśliwa. Katarzyna Howard w piosence o trudnym dzieciństwie oraz małżeństwie z dużo starszym monarchą poprzez swój wizerunek nawiązuje do Britney Spears. Ostatnia z żon, Katarzyna Parr, wykonuje utwór o niezależności oraz drodze, którą przeszła by zostać królową – inspirowany twórczością Alicii Keys. Jak widać sześć różnych postaci poprzez swoje piosenki ukazuje odmienne oblicza kobiecości w czasach panowania dynastii Tudorów.

Fot. Krzysztof Kubiak

Która jest najlepsza? 

Do samego końca zadawałem sobie pytanie, która z żon wygra ten konkurs. Jednakże końcówka spektaklu zmienia początkowy zamysł przedstawienia o 180 stopni. Już przed swoim indywidualnym numerem Katarzyna Parr zaczyna uświadamiać swoje rywalki, jakie trudne miały życie i jak wiele krzywd doświadczyły. Inne ważne pytanie, które możemy usłyszeć pod koniec musicalu brzmi: „Dlaczego najbardziej znane z imienia i nazwiska są akurat żony Henryka VIII, czemu nikt nie pamięta o żonie Henryka VII ani tej Henryka VI?” Odpowiedzi może być wiele. Na samym końcu wszystkie bohaterki kończą swoją batalię o miano najlepszej i śpiewają piosenkę, w której swoje najgorsze przeżycia przemieniają we wspólną siłę.

Obsada

Obsadę aktorską stanowi sześć aktorek; jest to jedno z założeń samego twórcy musicalu, Toby’ego Marlowa. W wersji spektaklu, na który kupiłem bilet, dane mi było zobaczyć: Agnieszkę Rose jako Katarzynę Aragońską, Izabelę Pawletko jako Annę Boleyn, Martę Burdynowicz jako Jane Seymour, Martę Skrzypczyńską jako Annę z Kleve, Aleksandrę Gotowicką jako Katarzynę Howard i Natalię Kujawę jako Katarzynę Parr. Od samego początku widać było, jak bardzo aktorki oddały się swoim rolom. Kiedy dochodziło między ich postaciami do kłótni, angażowały się bez reszty, gdy w potyczkach słownych przebijały się w tym, która z nich miała najgorzej, robiły to naprawdę po królewsku, a na samym końcu, słuchając ostatniej piosenki, można było poczuć siłę kobiecej solidarności. Opisywanie każdej roli z osobna wydaje się niemożliwe, każda z sześciu na swój własny sposób podbiła moje serce i sprawiła, że bawiłem się na tym spektaklu doskonale, uświadamiając sobie, że warto udać się w podróż, nawet daleką, aby zobaczyć ten niesamowity spektakl. Katarzyna Aragońska, pokazująca swoją wyższość jako ta pierwsza żona, Anna Boleyn śmiejąca się z faktu, że została ścięta, Jane Seymour, która kilkukrotnie płacze podczas wykonywania swojej wzruszającej ballady, Anna z Kleve, która w niektórych momentach zachowuje się jak rozpieszczona nastolatka, Katarzyna Howard, walcząca o to, by nie zostać tą „najmniej znaną z Katarzyn” oraz Katarzyna Parr, która zachęca do walki o dobre imię – wszystkie one nie byłyby tak wyraziste, gdyby nie niezwykle utalentowane aktorki. Brawa na koniec trwały bardzo długo, ale były jak najbardziej zasłużone, bo sam spektakl zachwyca choreografią, grą aktorską i chwytliwymi piosenkami. 

Ale czy tylko w Warszawie?

Opisując musical „SIX” wypada wspomnieć, że jest on wystawiany nie tylko w Warszawie. W kwietniu 2025 roku doczekał się on swojej krakowskiej wersji, przygotowanej przez Teatr Variete. Warto również dodać, że warszawska adaptacja została wystawiona w Poznaniu w ramach festiwalu „Czas na Teatr”, na którym cieszyła się ogromnym zainteresowaniem i pochlebnymi opiniami widzów. Jednakże na tym podbój Polski przez musical „SIX” się nie kończy – Teatr Dialogu we Wrocławiu ogłosił, że w kwietniu 2026 roku sześć królowych zawita również na ich deski (obsada już została przedstawiona!). Polki i Polacy bez dwóch zdań pokochali ten musical, a bilety zarówno na warszawską, jak i krakowską wersję znikają bardzo szybko. 

Podsumowanie 

Czy warto obejrzeć ten spektakl? Oczywiście, poza fantastycznymi piosenkami serwuje on wiele nieznanych wcześniej szerszej publice faktów oraz dobrą zabawę! Interakcję z publicznością uważam za wielki plus, w niektórych momentach można poczuć się jak na koncercie. Czy każdy się będzie dobrze bawił? Zależy to oczywiście od indywidualnego podejścia, ale ja od samego początku dałem się ponieść i absolutnie nie żałuję kupna biletów na ten wybitny spektakl. Mimo, że trwa on tylko 80 minut to czas mija bardzo szybko. 

Zakończenie 

Jeżeli chcielibyście obejrzeć „SIX” w wykonaniu artystów Teatru Syrena, to zachęcam was do zakupu biletów na spektakle, które będą wystawiane na początku maja 2026 roku. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana musicali oraz dla wszystkich, którzy są zainteresowani historią – spektakl pokazuje, że można się jej uczyć nie tylko „wkuwając” daty, dane osobowe czy ważniejsze wydarzenia na pamięć. Nauka historii może się wiązać z przyjemnością. Na zakończenie mała ciekawostka: wsłuchując się w dialogi można usłyszeć jedno z młodzieżowych słów 2025 roku. Polecam każdemu, zarówno sam spektakl jak i wycieczkę do klimatycznego Teatru Syrena w Warszawie. 

Fot. Krzysztof Kubiak

Krzysztof Kubiak