PRZEŁAMANIE W DOBRYM STYLU. LECH POKONAŁ LIDERA EKSTRAKLASY

Fot. Flyrecord/Wikimedia Commons

Ważne trzy punkty w pogoni za mistrzostwem. Lech Poznań pokonał na wyjeździe 1:0 Zagłębie Lubin. Niedzielna rywalizacja była meczem na szczycie, bo mierzyły się pierwsza i trzecia drużyna w tabeli Ekstraklasy. Większą dojrzałość i siłę pokazał Kolejorz.

Mistrzowska pierwsza połowa i siłowanie się po przerwie – tak zaprezentował się Lech w Lubinie. Biorąc pod uwagę cały mecz, trzeba przyznać, że miał taki występ, jakby nie zaliczył ostatnio serii trzech przegranych z rzędu. Albo może grał dokładnie tak, jakby te trzy porażki poniósł. Zgadzało się u niego zaangażowanie, waleczność i głód gry. Pokazał kolejny raz, jak wielką siłę mentalną posiada. 

– To było naprawdę ważne zwycięstwo i bardzo dobry występ mojej drużyny. Należy pamiętać, że Zagłębie tylko raz przegrało na swoim stadionie. Dodatkowo w czwartek toczyliśmy trudny bój w Lidze Konferencji, dlatego biorąc to wszystko pod uwagę, to dla nas było to szalenie ważne zwycięstwo, a ja jestem niezwykle zadowolony i mogę dziś chwalić moich zawodników – powiedział na łamach oficjalnej strony Lecha Poznań trener Niels Frederiksen.

Kompletna dominacja

Kolejorz mierzył się z rewelacją tego sezonu. Drużyną, której na tym etapie rozgrywek nikt nie spodziewał się na 1. miejscu. Drużyną, która w trwającej rundzie przegrała tylko spotkanie z GKS-em Katowice na otwarcie wiosennego grania. W końcu drużyną, która jesienią ośmieszyła Poznaniaków przy Bułgarskiej. Pewnie to ostatnie podziałało jako drugi szczególnie motywujący czynnik.

Nie uwidoczniły się problemy z kreowaniem sytuacji jak w przegranych starciach. Przeciwnie, po trudnym początku meczu z mocno naciskającym rywalem, Lechici kompletnie przejęli inicjatywę. Nie narażali się na kontrataki i dzięki opanowaniu środka pola, gdzie królował Antoni Kozubal, radzili sobie z wszelkimi podrygami Zagłębia.

Kozubal był kluczowy w poczynaniach poznańskiego zespołu. Zazwyczaj to on rozpoczynał ataki poprzez precyzyjne, napędzające podania w głąb połowy gospodarzy. Wcielał się w rolę reżysera, mając spory wpływ na tempo akcji. Również jego postawa w odbiorze i pojedynkach ułatwiała kontrolę nad rywalizacją, bo nie dawał się łatwo przejść i asekurował defensorów. Po przerwie goście zaczęli go bardziej naciskać, jak zresztą całego Lecha, i nie miał już tyle swobody, ale wykazywał się waleczną postawą.

Z przyjemnością patrzyło się na czujących się dobrze w tłoku Patrika Wålemarka czy Alego Gholizadeha. Ten pierwszy w końcu zagrał niezły mecz. Zaliczył dwa kluczowe podania i oddał dwa strzały – jeden z dość niebezpiecznej pozycji, lecz zablokowany, a drugi z dystansu, którym już sprawdził czujność Jasmina Buricia.

Dobre reakcje

Logicznym było, że trener Leszek Ojrzyński nie pozwoli swoim podopiecznym na taką bierność w drugiej połowie. Zagłębie zaczęło stosować wysoki pressing, przez co w pewnym momencie przejęło inicjatywę. Poznaniacy kilka razy niebezpiecznie stracili piłkę na własnej połowie, ale właściwie organizowali się w obronie, więc nie zostali za te błędy skarceni. Przeciekać zaczęła też lewa strona, gdzie wystąpił João Moutinho. Portugalczykowi problemy sprawiał rozochocony kolejnymi udanymi zagraniami Marcel Reguła.

Trener Frederiksen właściwie zauważył punkty zapalne i po 60. minucie zdjął Moutinho, a niedługo później Pablo Rodrigueza, który nie był najpewniejszy z piłką przy nodze, grając na newralgicznej pozycji. Michał Gurgul i Gisli Thordarson wzmocnili kolegów. Ten drugi popisał się nawet efektowną ruletką w sytuacji – wydawało się – niezwykle trudnej.

Problemem Lechitów była tylko niewielka liczba stwarzanych sytuacji. Po zejściu Mikaela Ishaka, Yannick Agnero obniżył jakość z przodu. Nie potrafił przetrzymać piłki, wygrać pojedynku fizycznego, a gdy dwa razy otrzymał szansę na zrobienie czegoś więcej w kontratakach, gdy miał sporo miejsca wokół siebie, to dokonywał złych decyzji. Tym razem Iworyjczyk się nie popisał. To taka drobna łyżeczka dziegciu w beczce niezwykle słodkiego miodu.

– Cieszymy się ze zwycięstwa i tego, że udało się zrealizować plan na tę potyczkę. Szybko strzelony gol dał nam dużą przewagę. Gdybyśmy zdobyli jeszcze drugą albo trzecią bramkę, to byłoby nam zdecydowanie łatwiej, a tak musieliśmy utrzymać wysoką koncentrację do ostatniej minuty. Udało nam się to i fajnie, bo dobrze pracowaliśmy w defensywie – mówił po meczu Wojciech Mońka, cytowany przez stronę Lecha.

Mikołaj Dilc