„NAWIEDZONY BIZNES” – CZYLI NAWIEDZONY HOTEL W FORMIE ANIMACJI NIE DO KOŃCA DLA DZIECI [RECENZJA]

Stali czytelnicy Portalu wiedzą już, że temat horrorów i animacji pojawia się na nim bardzo często. Ten tajemniczy klimat, budowany w lekkiej, kreskówkowej atmosferze ma bowiem wielu fanów.

Z okazji niedawnego Halloween warto przyjrzeć się pewnej mroczno-komediowej perełce, o której niewiele się w Polsce mówi. Przygotujcie się na seans „Nawiedzonego biznesu” i na wizytę w rozchwytywanym przez duchy Haunted Hotel.

Anderwald stoi na bramie do piekła

W produkcjach opierających się na mrocznym, horrorowym klimacie, twórcy lubią komplikować życie swoim postaciom – w tym przypadku Matt Roller dosłownie umieścił główne miejsce akcji na bramie do piekła. Przy „Nawiedzonym biznesie” nie ma co liczyć na spokojny wieczór w kapciach, chociaż mocna dawka śmiechu jest gwarantowana. W Anderwald mieszka kilkaset duchów, które zaskakująco mocno kochają oglądać telewizję, a martwych lokatorów jest tak dużo, że naprawdę trudno się ich doliczyć. Znana wszystkim główna zasada głosi, że kto umrze w hotelu, ten musi zamieszkać w nim już na zawsze, w postaci ducha. Trudność polega na tym, że tacy mieszkańcy muszą pozostać dla reszty ludzi niewidoczni, bo hotel, by zarabiać, niestety nie może straszyć.

Postacie jako serce samej produkcji

W lobby bynajmniej nie pracuje hrabia Dracula, a zwyczajna kobieta imieniem Katherine, która odziedziczyła to miejsce po własnym bracie. Nathan stara się nawigować całym interesem zza grobu, ale zostawszy duchem, musiał zdać się na umiejętności organizacyjne siostry (które bywają wątpliwe). Nie ma się jednak czemu dziwić – Katherine to samotna matka dwójki dzieci, która dodatkowo musi bronić hotelowych gości przed zgrają duchów. 

Dorastające pociechy nie ułatwiają życia swojej rodzicielce. Jej nastoletni syn, Ben, umawia się z duchem – Annabelle. Chociaż dziewczyna jest jego rówieśniczką, to urodzoną w kompletnie innej epoce, zachowuje się jak przystało na aktorkę z lat 30. XX wieku. W toku fabuły pojawiają się wątpliwości – czy para może być razem, skoro przeszkodą jest nawet tak prosta rzecz jak brak możliwości pocałunku? Serial bardzo dojrzale rozwiązuje ten wątek w drugim sezonie, ale równocześnie daje widzom wiele okazji do obserwowania ich relacji.

Jeszcze więcej zamieszania robi młodsza siostra Bena – Esther. Krótko mówiąc, jest zadeklarowaną miłośniczką zjawisk paranormalnych o dość odważnym charakterze. W przeciwieństwie do reszty rodziny, z fascynacją zwiedza korytarze i nie boi się eksperymentować z magią. Ma też przyjaciela demona – Abaddona – który zaklęty jest w ciele 10-latka od kilku dobrych stuleci. To właśnie jego postać odpowiada za większość komediowego charakteru serialu. Jest potworem, ale częściej bywa nieznośny niż groźny. Czasami zachowuje się po prostu jak najzwyczajniejsze dziecko w jego wieku (a przynajmniej w „wieku jego ciała”). Można go nazwać adopcyjnym synem Kathy. Choć ciężko mu to przyznać wprost, naprawdę traktuje Freelingów jak własną rodzinę. Już niejednokrotnie pokazał, że nie chce jeszcze wrócić do piekielnych odmętów.

Rodzina ze zwykłymi problemami

Freelingowie mają pewne niezwyczajne problemy wynikające z ich hotelarskiej profesji, ale przy tym też są ludźmi (w większości). Poruszam ten wątek, ponieważ serial w odpowiedzialny i przemyślany sposób opowiada historię samotnego rodzica, który chce ułożyć życie od nowa. Dlatego właśnie Kathy jest postacią, którą szybko można polubić. Pracuje, opiekuje się swoimi dziećmi i chroni swoją rodzinę przed najgorszym możliwym złem – nie tylko tym paranormalnym. Czasami jest jej po prostu trudno, ale przy tym pozostaje super mamą i kochającą siostrą. Śmierć jej brata na jakiś czas pozostawała owiana tajemnicą. Widzowie długo nie wiedzieli, jak i dlaczego Nathan umarł. Jedyną osobą, która zna odpowiedź na to pytanie od początku jest właśnie sama Kathy. Jej brat wesołek sukcesywnie unikał tematu i pozostawał tą jedną postacią, która starała się wprowadzać dobrą atmosferę. Czuł się też w obowiązku, by zapanować nad hotelową społecznością duchów, by jego siostra mogła w spokoju obsługiwać żyjących gości. Razem stanowią całkiem niezły duet do zadań specjalnych.

Nie jest to historia o łowcach duchów

Warto to podkreślić. Tutaj celem nie jest sama eksploracja nawiedzonej przestrzeni, tylko coś znacznie trudniejszego. Doprowadzenie tego miejsca do porządku jest zadaniem niełatwym, ale Kathy i Natan udowadniają, że wykonalnym.

Twórcy zadbali również o osobowość każdego nawiedzonego lokatora. Czuć, że każdy duch wymieniony w scenariuszu był kiedyś prawdziwym człowiekiem. Największą sympatię prawdopodobnie zyskuje Nathan. Wynika to nie tylko z faktu, że miał najwięcej czasu ekranowego, lecz sam jego rys charakterologiczny jest bardzo udany. Imponować może fakt, że bohater dalej stara się wieść swoje dawne, zwyczajne życie. Nadal pozostaje menadżerem hotelu i ma świetne relacje z siostrzeńcami. Stał się też niemal ojcem dla Abbadona.

Paranormalna społeczność 

Moim zdaniem ten motyw, według którego duchy nie są w stanie opuszczać tego miejsca przez większość czasu, jest niepotrzebny. Byłoby znacznie ciekawiej, gdyby mogły po prostu wyjść na miasto. Zamiast tego zrobiono z nich typowych domatorów, wiecznie oglądających telewizję. Nie dziwi wcale fakt, że część z nich straciła rozum – choć bez wątpienia mają towarzystwo, to izolacja wciąż wydaje się trudną kwestią. Pozostaje im jednak straszenie żywych i uprzykrzanie życia Kathy, z czego zdaje się, że zrobiły sobie życiową rozrywkę. Duchy założyły także coś na kształt pubu w hotelowej piwnicy, a dodatkowo posiadają grupę wsparcia dla nieżywych. Przez te kilkaset lat stworzyły nawet własną kulturę i przeprowadziły wybory na burmistrza (w których wystartował Nathan). I choć te aktywności sprawiają, że „życie” im mija całkiem znośnie, to mogłoby być ono ciekawsze.

Krótko mówiąc, miły serial

Cała ta akcja dzieje się pod jednym dachem. Jak już szeroko omówiłam, bardzo urzekły mnie dobrze dopracowane postacie, które mają swój urok. W tym serialu chodzi przecież tylko o wątki paranormalne, bo choć są równie wciągające, same stanowią jedynie przecinający wartką akcję przerywnik. Śledziłam randki Kathy i obserwowałam jak próbuje się dogadać z Esther (jak to matka z córką). Nawet miły, uczynny Ben miewał swoje momenty. Jego próby odnalezienia się na korytarzach sprawiały, że można się z nim łatwo utożsamiać. Każda z głównych postaci ma coś, za co daje się lubić. Nikt tu nie jest doskonały i to właśnie jest najlepsze. Postacie nie są nudne i ciągną akcję do przodu. Jest to dość krótki serial (raptem 18 odcinków w dwóch sezonach), dlatego można go pochłonąć w jeden weekend. Jeśli ktoś chciałby pozostać jeszcze w klimacie Halloween, to śmiało polecam.

Martyna Krawczyk