„FINAŁ JEST NASZ” – HUNTERS PSŻ POZNAŃ VS. INNPRO ROW RYBNIK

W zaciszu poznańskiego Golęcina miejscowa drużyna żużlowa dokonała czegoś historycznego. Poznaniacy po raz pierwszy w historii awansowali do finału Metalkas 2. Ekstraligi, pokonując Rybnickie „Rekiny” 51:39.
„Myślę, że gospodarz dość sprytnie i cwaniacko przygotował ten tor, bo go nie przykrył, choć były takie zalecenia. Nawierzchnia była mocno zmoczona i do samego końca trwała walka o to, żeby ten mecz w ogóle się odbył. Po prostu Polska. Kto umie bardziej kombinować, ten pije szampana. Gratuluję im tego, że tak to sobie wykombinowali pod siebie”. Tak to starcie podsumował Jakub Jamróg w pomeczowym wywiadzie. Tyle że cała rybnicka drużyna sprawiała wrażenie po prostu pogubionej.
Solidny początek rewanżu
Są mniej pewne rzeczy na świecie niż 3:3 w pierwszym biegu na poznańskim torze. Tym razem (a może jak zwykle?) błysnął Klindt, dowożąc trzy punkty do mety. Niewiele był w stanie zrobić Jesper Knudsen przeciwko drugiej linii PSŻ (Bergé – Iversen). Tymczasem w następnej odsłonie, po słabszym starcie, Kamil Witkowski szukał, szukał i na ostatnim okrążeniu znalazł sposób na Jakuba Żurka i Kacpra Tkocza, wspólnie z Antonim Mencelem wygrywając podwójnie. W kolejnym biegu piękną walkę stoczyli Jan Kvech i Kacper Pludra – ostatecznie wygrał Czech. Na zakończenie pierwszej serii swoją świetną formę potwierdził Witkowski, zwyciężając z Jamrogiem i Tkoczem.
Wymiana ciosów
O ogromnym pechu należy powiedzieć w przypadku „PUK-a” Iversena, gdyż w piątym biegu zaliczył defekt motocykla, jadąc na prowadzeniu. W efekcie Rybniczanie zdołali dopisać pięć punktów do wyniku. Na osłodę kibice gości obejrzeli, jak Ryan Douglas deklasuje rywali swoją jazdą. Niestety pogubiony na dystansie Mencel spadł na ostatnią pozycję, przez co obejrzeliśmy drugi tego dnia remis. A w kolejnym biegu wyśmienicie wystartowali zarówno Bergé, jak i Smektała, pozostawiając Jakuba Żurka i Jana Kvecha bez szans na punkty w wyścigu. Goście mieli tego dnia wyraźny problem z czytaniem lekko zroszonego toru, ale w żużlu tor jest taki sam dla wszystkich i nie było to satysfakcjonujące wyjaśnienie.
W trzy biegi podwoili przewagę
W sytuacji, w której mecz „uciekał”, trener Rybniczan posłał do boju w ramach rezerwy taktycznej Nikolaia Klindta. Ten wystrzelił ze startu, ale Douglas popisał się swoją popisową „szarżą ostatniego łuku”, wyrywając zwycięstwo Duńczykowi. Za ich plecami Witkowski po raz drugi tego dnia pokonał Jamroga i PSŻ zbudował przewagę ośmiu punktów. Co Klindt stracił w biegu ósmym, odbił sobie w następnym, przywożąc za plecami Bergé i Smektałę, ale wolny tego dnia Patryk Wojdyło nie nawiązał walki z rywalami. Na koniec trzeciej serii Pludra oraz Iversen zdołali przedrzeć się na czoło stawki w trakcie drugiego okrążenia, dystansując Kacpra Tkocza. Na ostatniej lokacie dojechał Kvech, mając wyraźnie problemy sprzętowe. I tak gospodarze „uciekli” na 12 punktów.
Bezmyślny atak czy pechowa trzynastka?
Trudno wygrywa się mecze, kiedy z ośmiu możliwych zawodników swoje punkty przywozi tylko jeden, a gospodarze dysponują równym zespołem. Pomógł nieco „Rekinom” Kacper Pludra, którego przerosła ambicja i w ataku na Jamroga nie opanował motocykla, zapoznając się z nawierzchnią toru. Nieco uratował wynik Bergé, przedzielając rybnicką parę w powtórce, ale nadal, nie dało się tego dnia po prostu pokonać Klindta. Następny bieg i druga rezerwa taktyczna, za Patryka Wojdyłę pod taśmę posłano Jana Kvecha, który zdobył dwa punkty, pokonując jedynie juniora gospodarzy. Do końca spotkania zostały trzy biegi i Rybnik zaczął potrzebować cudu, by myśleć o finale ligi. Prawdopodobnie ta presja nakazała Patrykowi Wojdyle, wzorem Zmarzlika, pikować pod Douglasa, zrobił to jednak na tyle nieumiejętnie, że zderzył się z nim, powodując upadek obu. Sędzia bez zbędnego zastanowienia wykluczył zawodnika oraz ukarał go żółtą kartką. Powtórkę biegu wygrał Jan Kvech, którego nie zdołał dogonić poobijany Douglas. Za nimi spokojnie dojechał z jednym punktem Bartosz Smektała. „Skorpiony” już nie mogły przegrać tego meczu, ale musiały wygrać minimum 48:42, by postawić kropkę nad i oraz awansować do finału.
Marzenia stają się rzeczywistością
Pierwszy z biegów nominowanych był momentem meczu dla kapitana gospodarzy. Smektała, specjalista od startów, wystrzelił spod taśmy, zostawiając w tyle zarówno kolegę z par, rywali i ich szanse na finał. Ostatni bieg również ułożył się remisowo, co istotne, pierwszy raz tego dnia zawodnikowi gospodarzy udało się pokonać Nikolaia Klindta. Dokonał tego Douglas, w swoim stylu po wewnętrznej. „Skorpiony” nie tylko odrobiły sześć punktów straty z pierwszego meczu, lecz także dołożyły 12 „oczek” na swoim terenie, pewnie osiągając najlepszy rezultat w historii poznańskiego żużla. Stadion powiewał żółto-czarnymi szalikami, a kibice z Rybnika, zgodnie z przyjazną atmosferą tego sportu, gratulowali dopingującym gospodarzom zasłużonego awansu. Teraz już „tylko” dwumecz z Bydgoszczą. W przypadku wygranej Poznań zaskoczy wszystkich, awansując do najlepszej żużlowej ligi świata. Bydgoszcz jest jednak zdecydowanym faworytem w tym starciu. Jeśli założymy przegraną „Skorpionów”, na Golęcin zawita ekstraligowa drużyna Stali Gorzów w ramach barażowego starcia o najwyższy szczebel rozgrywek. A tam… tam może zdarzyć się wszystko, bo gdzie kończy się logika, tam zaczyna się żużel.
Mikołaj Matuszyk
