ARCYDZIEŁO CZY TOTALNA KLAPA? „ODYSEJA” NOLANA DZIELI WIDZÓW [RECENZJA]
Niesamowicie głośna premiera miała miejsce w zeszły piątek, 17 czerwca. Do kin weszła najnowsza produkcja Christophera Nolana – „Odyseja”. Hollywoodzka obsada i ogromny nakład finansowy, a co za tym idzie wielkie oczekiwania odbiorców. Czy reżyser sprostał opowieści Homera i stworzył widowisko poruszające pokolenia?
Nowe spojrzenie na antyczną epopeję
Jest to ekranizacja klasycznej opowieści Homera, jednak podana w absolutnie unikalnym, autorskim stylu. Nolan w typowy dla siebie sposób bawi się chronologią i narracją. Zamiast prostej, liniowej opowieści dostajemy konstrukcję szkatułkową, w której układamy przeszłość i teraźniejszość bohatera niczym puzzle. Reżyser z wielkim szacunkiem podchodzi do greckich wierzeń i klimatu antyku (dużo bardziej niż np. w dawnej „Troi”). „Odyseja” w jego wydaniu to nie jest zwykły film akcji, ale trzymający w napięciu dramat z silnymi elementami horroru fantasy. Obserwowanie psychologicznej i wojennej przemiany Odyseusza oraz jego desperackiej próby powrotu do domu trzyma w napięciu do samego końca.
Gwiazdy Hollywood w homerowym świecie
Obsada tego filmu jest po prostu niesamowita – na ekranie pojawia się cała plejada hollywoodzkich gwiazd. W rolę Odyseusza wciela się Matt Damon, który doskonale oddaje dramat i charyzmę swojej postaci. Damon nie gra nieskazitelnego herosa, lecz pokazuje zmęczonego, zmagającego się z wewnętrznymi demonami lidera, który desperacko pragnie wrócić do domu (niektórzy żartują, że po „Marsjaninie” to kolejna wielka produkcja, w której Damon za wszelką cenę próbuje wrócić do domu). Obok niego na ekranie błyszczy m.in. Anne Hathaway jako wierna Penelopa, Tom Holland jako Telemach czy Zendaya jako Atena. Jednak to, co prawdziwie zachwyca, to postać sługi Odyseusza, Eurylokosa, którego gra John Leguizamo. Choć Hollywood wypełniło ten film wielkimi nazwiskami, to właśnie Leguizamo kradnie show jako postać najbardziej ludzka, lojalna, a zarazem tragiczna. Jego relacja z Odyseuszem i aktorstwo na najwyższym poziomie sprawiają, że to właśnie jego losy śledzi się z zapartym tchem.
Batman w starożytnej Grecji
Wizualnie film jest niesamowicie piękny i po prostu trzeba go zobaczyć na jak największym ekranie. Kostiumy w „Odysei” to nie tylko ozdoba, ale genialne narzędzie narracyjne, którym Nolan buduje opozycję między dwiema armiami. Z jednej strony mamy oblegających Greków, których styl jest surowy, ciemny i brudny. Najlepszym przykładem jest zbroja Agamemnona, która wygląda potężnie, mrocznie i budzi natychmiastowe skojarzenia z Batmanem. W kontraście zbroje Trojan są jasne i czyste. Dodatkowo Nolan zrezygnował z wszechobecnego w dzisiejszym kinie, plastikowego CGI na rzecz niesamowitych efektów praktycznych. Mitologiczne stwory, jak potężny Cyklop czy olbrzymy, zachwycają swoją obcością, realizmem i budzą autentyczny, namacalny lęk. Całość dopełnia epicka i potężna muzyka Ludwiga Göranssona.
Co o filmie mówi świat?
„Odyseja” nikogo nie pozostawia obojętnym, jak już przystało na produkcje Christophera Nolana. Film stał się zapalnikiem społecznej debaty. Za oceanem film spotkał się z niemal jednogłośnym zachwytem, ponieważ na Rotten Tomatoes licznik recenzji krytyków dobił imponujące 96%. Zagraniczni recenzenci piszą o „kinowym triumfie” i „dziele kompletnym”. Chwalą Nolana za to, że zaufał inteligencji widzów, nie podawał wszystkiego na tacy i stworzył głęboki antywojenny traktat na wielkim ekranie. W polskiej sieci zawrzało natomiast z zupełnie odwrotnej strony. Na Filmwebie krytycy uważają, że film technicznie wygląda dobrze, ale dialogi i aspekt emocjonalny wypadają słabo. Zwracają uwagę także na rwane tempo i epizodyczność wątków, co niszczy odbiór tej dwudziestoletniej wyprawy.
Podsumowanie
Pomimo wielu negatywnych opinii krążących już po internecie, dla mnie nowa produkcja Nolana to niezapomniane kinowe przeżycie. Film zachwyca efektami audiowizualnymi i świetną grą aktorską, stwarzając niezwykłe widowisko, które trzeba zobaczyć na wielkim ekranie. Zobaczycie, za parę lat ten film stanie się kinowym klasykiem. Nie idźcie, biegnijcie przeżyć to na własnej skórze!
