HISTORIA CHŁOPIĘCEGO ZAPAŁU

24 czerwca Kutnowski Dom Kultury przygotował Podwieczorek z… Piotrem Roguckim. Choć nie było ciastek, to wieczór obfitował w smakowite kąski muzyczne i o samym artyście, który ujawnił zebranym wiele zakulisowych ciekawostek o swojej twórczości i o sobie.
Barwna postać sceny muzycznej i aktorskiej, pełna rockowej charyzmy i poetyckiej wrażliwości podczas kutnowskiego spotkania pozwoliła uczestnikom zajrzeć za kulisy jego artystycznej historii. Materia słów powołana do życia przez gościa wieczoru, pozbawiona bariery telewizyjnego ekranu czy koncertowych ram nadała wydarzeniu głębi i szczerości pogawędki, jaką można by stoczyć przy domowym kominku.
Chłopięcy zapał, który przerodził się w artystyczną charyzmę
Piotr Rogucki to artysta, który sumiennie wypracował swoją ścieżkę kariery dwutorowo i działa na płaszczyźnie aktorskiej oraz muzycznej. Zadanie nie było proste, co podkreślał sam artysta. Ciekawość wzbudzają również początki jego związku ze sztuką. Prowadzący spotkanie Leszek Bonar poprosił swojego gościa o retrospekcję i osądzenie, który format jako pierwszy skradł serce młodego Łodzianina. Ku zaskoczeniu fanów muzycznej działalności lidera Comy to aktorstwo wzbudziło w nim iskrę, której efekty do dziś obserwujemy na koncertowych scenach czy w produkcjach telewizyjnych. Czteroletni Piotr(uś) Rogucki z pasją raczył zebranych z powodu rozmaitych okazji członków swojej rodziny opowiadaniami, których nauczył się na pamięć. Opowiadaniami – w liczbie mnogiej – bo choć początkowo wybór padł na tylko jedno, podziw bliskich z czasem się ostudził i ci zaczęli domagać się poszerzenia repertuaru. Artysta spełnił te oczekiwania, śmiało podejmując wyzwania i nie unikając trudu poświęcenia sztuce. Tak zostało do dziś. Podziw publiczności także nie zanikł z biegiem lat, poszerzył zasięg o kolejne serca, co widać po zafascynowanych fanach na koncertach różnych projektów Roguckiego oraz w komentarzach pod produkcjami, w których realizuje się jako aktor.
Błyskotliwy family guy
Czy kulisy prywatnego życia Piotra Roguckiego są powszechnie znane? Nie. Nie bez powodu. Zdaje się jednak, że gospodarz spotkania tę podstawową informację postanowił zweryfikować – a może zwyczajnie nie był jej świadomy. Niezależnie od przyczyn, dał on swoim pytaniem o dzieci (tu pytanie się urwało, Rogucki przejął inicjatywę, być może tknięty zuchwałą myślą, jak pozwala podejrzewać jego odpowiedź) pole do popisu dla przewrotnego poczucia humoru artysty, którego drugim dnem zdaje się być znakomite wyczucie i umiejętność wytyczania granic. Publiczność mogła poczuć się jak na stand-upie najwyższej próby słysząc, że owszem, dzieci miały okazję go poznać. A przynajmniej część z nich. Dodał, że jego praca nie robi na nich wrażenia, co potwierdza internetową mądrość, zgodnie z którą nieważne, że twoim ojcem jest wielka gwiazda, jeśli jesteś nastolatkiem to i tak będzie on dla ciebie lamerski. Choć wzbudza to ironiczny uśmiech fanów artysty, to w gruncie rzeczy zdaje się być ułatwieniem dla zachowania równowagi w jego relacjach prywatnych, ich naturalnego biegu. Piotr Rogucki to człowiek, który nie syci mediów obrazem prywatnego życia. Zręcznie wymanewrował z drążących ten temat pytań, wywołując salwy śmiechu sprytnymi i lekkimi w tonie unikami. Tylko czy te uniki musiały zaistnieć? Czasem Google może mieć rację i wtedy nie warto naruszać granicy wyznaczonej przez samego zainteresowanego, uszanować jego wolę rozdzielenia tego, co publiczne, od intymnego.
Do trzech razy sztuka
Dorastając Rogucki miał przed sobą solidną przyszłość w świecie metalu (w ujęciu technicznym, nie dajcie się zmylić). Nie zdecydował się jednak wypełnić szkolnego przeznaczenia technika elektryka i postanowił związać swój z los ze sztuką. Do łódzkiej filmówki podchodził trzykrotnie, w kolejnych naborach dzielnie wspierając radą młodszych kolegów, uświęcając ich triumf w naborze, samemu jednak wciąż umacniając własną cierpliwość i wytrwałość. Gdy przeznaczenie usilnie wetowało jego przesłuchania, zdecydował się na podstęp. Wzmocniony środkami pozwalającymi na opuszczenie rodzinnego miasta wziął udział w naborze do krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Były to jego progi startowe, dzięki którym brał udział w różnych projektach, jak na przykład u Grzegorza Jarzyny, reżysera znanego z warszawskiego Teatru Rozmaitości. We wczesnych latach dwutysięcznych Rogucki został przyjęty do jego grupy projektowej, która w ramach teatru awangardowego przygotowywała wydarzenia prezentowane w różnych przestrzeniach nieteatralnych na terenie Warszawy. Choć artysta nie dołączył do składu TR, niepodważalnie doświadczenie to miało na niego silny wpływ. W jego słowach nadal przebija się ślad, jaki odcisnęło to na jego osobowości oraz wartościach artystycznych i wyznaczanych sobie celach działalności. Te trudno ocenić inaczej niż odważne, bezkompromisowe, wyczerpujące, a przy tym znaczące nie tylko dla Roguckiego, ale ludzi, do których dociera jego twórczość.
Projekty stare i nowe
Niczyje życie nie jest usłane wyłącznie płatkami róż, ocenił Rogucki zapytany o łączenie działalności muzycznej i aktorskiej. Opisał wieloletnie zmagania z zaistnieniem w branży artystycznej, rozwijając jednocześnie pierwsze lata zespołu Coma na polskim rynku oraz wytrwale stawiając kroki w aktorstwie. By realizować tę drugą pasję, Rogucki zdecydował się we wczesnych latach dwutysięcznych na urlop dziekański po tym, jak został przyjęty do wspomnianego już warszawskiego projektu teatralnego. Choć było to niezwykłe i fascynujące doświadczenie, nie związało Łodzianina na stałe z teatrem. Konieczny był wybór jednej ścieżki: Coma zdobywała coraz większe zasięgi, na koncerty przychodziło coraz więcej świadomych zespołu fanów, projekt zapowiadał się obiecująco, zaś próby aktorskie były bardzo czasochłonne i mimo że satysfakcjonujące, to nie dawały obietnicy stałego angażu. Choć aktorstwo miało wielkie znaczenie dla Roguckiego, to właśnie na Comę padł wybór i na niej skupił się artysta. Niemniej aktorstwo wciąż pojawiało się i pojawia w jego twórczości. Ceni wysoko możliwości twórcze jakie w nim tkwią. Poznawanie ludzi, doświadczanie ich spojrzenia na świat, tworzących się przyjaźni, które dzięki pretekstom, jakimi bywają długie godziny oczekiwania na rozpoczęcie zdjęć pozwalają na zagłębienie się w duszę drugiego człowieka, jak opisywał to przy okazji nocnych rozpraw z Więckiewiczem na planie serialu „Minuta ciszy”.
Rozmowa poruszyła też kwestię pewnej kapryśności środowiska filmowego. Czy w Polsce jest miejsce na swobodę wyboru ról przez aktora? Rogucki bez ogródek przyznał, że nie zawsze jest miejsce na zachowanie pełnej niezależności przy wyborze ofert, jeśli chce się utrzymać obecność w branży. Jednak nawet projekty na pierwszy rzut oka mało pociągające potrafią zaskoczyć pozytywnymi stronami, a finalnie zostać zapamiętane z wielką serdecznością i nutą sentymentu, jak ten, który pozwolił aktorowi na czerpanie z uroków otoczenia na Podlasiu. Widać pokorę doświadczonego artysty, ale też po prostu człowieka, rozsądnego i otwartego na przygody, wyzwania, na przeżywanie życia na własnych warunkach, by się nim nasycić i nie stracić go w amoku pędu za pieniędzmi czy sławą.
Rogucki podzielił się tłem projektu Czule, w ramach którego przygotowuje szeroko zakrojone świętowanie 30-lecia kariery scenicznej. Czule to kolektyw ludzi czułych wobec sztuki, ale przede wszystkim ludzi, którzy tworzą nie tylko same utwory, ale są częścią procesu dostarczania ich publiczności. To również głos sprzeciwu wobec komercyjnego, przedmiotowego podejścia do osób zaangażowanych w branżę muzyczną, ale nie posiadających głośnych nazwisk, stojących za kulisami wydarzeń. Początek trzydziestki Roguckiego fani zobaczą podczas sześciu koncertów Roguckiego & Normalnych ludzi, podczas których zagrają utworu z różnych dotychczasowych projektów artysty, wzbogacone o zupełnie nowe kawałki. Oprawa wizualna będzie uzupełnieniem teatralnego widowiska, do jakiego artysta zaprasza wszystkich zaciekawionych jego światem muzyki i sztuki.
W głowie Piotra Roguckiego
Tworzyć skutecznie to zniknąć w tym, czemu chce się dać wyraz, nie zastanawiać się nad tym, tylko pozwolić temu przejść przez siebie. Tak w muzyce, jak w aktorstwie najważniejsze zdaniem artysty jest nie poświęcanie uwagi sobie, wyglądowi, kwestiom technicznym momentu („Czy mój głos dobrze brzmi?”, „Czy mikrofon właściwie oddaje jego brzmienie?” I wiele innych „Czy…”). Tak artysta opisywał własne odczuwanie tworzenia, dostarczania sztuki czy to na scenie jako muzyk, czy na deskach teatralnych, czy przed kamerą.
Fantazja o upadku i odrodzeniu
Wiadomym jest, że Coma powróciła na scenę po pięcioletniej przerwie. Rogucki przyznał, że utwór „Fantazja” oddaje jego odczucia związane z zakończeniem działalności zespołu, która była zaplanowana i przeprowadzona świadomie, mimo towarzyszących jej trudnych emocji. W „Fantazji” widzi siebie w pociągu, w którym on sam odjeżdża, pozostawiając w tyle epokę rockowej Comy z całym ciężarem oczekiwań, jakie narosły wokół tego projektu. Wielka odwaga i stałe pożądanie nowych doznań życiowych, artystycznych motywowały Roguckiego do porzucenia schematów i przymusów, które mu ciążyły. Była to jego pora wyzwolenia i podążania nową drogą.
Nadszedł jednak moment powrotu, gdy próg wyborczy przekroczył poziom, po osiągnięciu którego lider zespołu obiecał fanom powrót formacji na scenę. Zagrali więc na Pol’and’Rocku. Sukces był fenomenalny: przy okazji koncertu artystę uderzyło to, jak wielu nowych fanów zyskał zespół mimo zakończenia działalności. Nie było to jednak jedyne zaskoczenie związane z występem na festiwalu. Jurek Owsiak wydał nagranie koncertu na płycie, którą zgłosił do Fryderyków… o czym nie poinformował zaprzyjaźnionego muzyka. Dopiero telefony z gratulacjami nominacji uświadomiły mu niespodziankę, która miała swoją kontynuację podczas gali rozdania nagród. Zespół zdobył statuetkę w kategorii Metal, w podkategorii Numetal. Wspomnienie tego wydarzenia wywołało niezwykle radosny uśmiech na twarzy głównego zainteresowanego.
Historia przytoczona została jednak w bardziej ważkim kontekście, jakim była historia zawieszenia działalności zespołu Coma. Rozmijające się oczekiwania i potrzeby członków zespołu a także fanów wpłynęły na decyzję o finalnej trasie, która szczęśliwie udało się doprowadzić do końca zanim COVID-19 przejął scenę na dwa lata. W tym czasie Rogucki podjął już nowy projekt pod nazwą Karaś/Rogucki i rozpoczął znakomicie zapowiadające się trasę koncertową, którą po wydaniu pierwszego albumu przerwała pandemia. Dla Roguckiego był to niezwykle trudny okres. Wspomina nie tylko formalną stronę funkcjonowania w zaburzonych warunkach, jej wydźwięk społeczny artysta versus państwo i artysta versus fan, ale też własną potrzebę wyrazu w kontakcie z odbiorcą, która była uniemożliwiona w tamtym okresie. Wytrwałość i próby funkcjonowania w zaburzonej rzeczywistości przyniosły nowe projekty, które jak ocenił artysta oscylują w jego chaotycznym porządku świata i w odpowiednim momencie dochodzą do głosu, zyskują kształt.
Obecnie Piotr Rogucki pojawia się na scenie razem z zespołem Coma, a ich występy można śledzić na wakacyjnych festiwalach cyklu Żywiec Męskie Granie oraz Rockowizna. Jesienią odbędzie się koncert z okazji dwudziestolecia drugiego albumu zespołu, wydarzenie pod nazwą „Armia Zaprzepaszczonych” wyprzedało się w krótkim czasie po otwarciu sprzedaży biletów, co podkreśla miejsce zespołu na współczesnej scenie muzycznej i aktualności ich przekazu, nie tracącego na znaczeniu od 20 lat. Także jesienią odbędą się wspomniane już koncerty cyklu 30-lecia Rogucki & Normalni ludzie. Okazji do uczestniczenia w scenicznej podróży przez niezwykły świat artysty jest jak widać wiele i warto z nich skorzystać, by poczuć magię sztuki, jaką oferuje widzom.
Poniżej kilka głosów uzupełniających wrażenia z Podwieczorku…
Agnieszka S.: Dla mnie świetnie spędzony wieczór. Formuła wywiadu okej, prochu tu nie wymyślono, jednak mimo doświadczenia prowadzącego, odniosłam wrażenie, że przygotowanie pytań było słabe. Miałkie, niewiele wnoszące, mało odkrywcze. Konwersację na wyższy poziom wzniosły tylko odpowiedzi Piotra, błyskotliwe, żartobliwe, chwilami głębokie. Świetny rozmówca, ciepły, cierpliwy człowiek. Jestem zachwycona.
Agnieszka R.: Wczorajsze spotkanie z Piotrem Roguckim w ramach kutnowskiego cyklu „Podwieczorków” było świetną okazją do przybliżenia widzom twórczości artysty, poznania go bliżej, nie tylko jako wykonawcy, ale również jako człowieka. Wokalista dał się poznać jako osoba z dużym dystansem do samego siebie i ogromnym poczuciem humoru. Piotr opowiadał o swojej drodze i planach na przyszłość. Rozmowa z bohaterem była okraszona jego występami. Piotr śpiewający przy własnym akompaniamencie gitary to niecodzienne doświadczenie. Odnosząc się do nazwy cyklu było to lekkie spotkanie dodające energii na dalszą część dnia.
Marcelina: Do Podwieczorku z… Piotrem Roguckim będę wielokrotnie wracać myślami. To spotkanie pozwoliło mi zestawić to, jak odbieram twórczość muzyczną i aktorską Piotra z tym, jak sam artysta ją postrzega i jak ta perspektywa zmieniała się od najwcześniejszych lat twórczości. Moją uwagę w szczególności przykuły wspomnienia Piotra o wyborze życiowej ścieżki (niech pralki żałują) – jak kolejne fragmenty pomysłów pomału układały się w całość i ewoluowały dzięki kreatywności, odwadze i determinacji. Prowadzący rozmowy dawał przestrzeń, aby Piotr mógł dokończyć wszystkie swoje myśli przed przejściem do kolejnego wątku. Myślę jednak, że mógł trochę bardziej podążać za tokiem rozmowy niż za przygotowanym scenariuszem.
Cudownie było na żywo doświadczyć w dłuższej formie słownej charyzmy Piotra, która przebijała przez wszystkie jego wypowiedzi, a także akustycznych wykonań jego piosenek (i coveru Rezerwatu). Bardzo inspirujące było dla mnie także, gdy Piotr opowiadał o kolektywie artystycznym Czule – to godne podziwu, że troszczy się o tworzenie przestrzeni dla kreatywności i idzie pod prąd dominującej w przestrzeni publicznej komercjalizacji i szablonowości w sztuce. Na wielkie uznanie zasługuje także cierpliwość Piotra, który po spotkaniu został, aby porozmawiać, rozdać autografy i zrobić zdjęcia z każdą chętną osobą. Kochany.
Angelika Stohnij
