SKANDALICZNA I IKONICZNA – MET GALA 2026

Największe wydarzenie modowe roku zaprzedało się… diabłu? Co ma Amazon do branży fashion i dlaczego nie obyło się bez skandalu? Wielkie marki high-tech rozpoczynają grę na nowych frontach, na co artyści okazują sprzeciw. Tematem miała być sztuka kostiumu, jednak tam, gdzie dzisiaj pojawia się sztuka, wybucha również konflikt o sztuczną inteligencję. Na czerwonym dywanie każdy dumnie nosi swoją maskę, a co kryje się za zamkniętymi drzwiami – tego już nie wiemy…

Początek maja zapowiadał się pięknie i modowo. Oto mieliśmy otrzymać niezwykły duet: premierę drugiej części ikonicznego filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, po dokładnie 20 latach od premiery pierwszej odsłony, a parę dni później, bo już na 4 maja, zaplanowana była Met Gala z tematem „Fashion is art”. Czy nie brzmi to niesamowcie? Można się zastanawiać na ile był to zbieg okoliczności, a na ile zaplanowane działanie, jednak pewien fakt nie pozostawia wątpliwości – każdy choć trochę zainteresowany branżą fashion wyczekiwał tego czasu ze zniecierpliwieniem. Co otrzymaliśmy? Sequel nas nie zawiódł, a potwierdza to liczny wysyp przychylnych opinii. (Tu wtrącę, że recenzję filmu również znajdziecie na naszej stronie, a więc zachęcam dla kontekstu.) A co z Met Galą? Powiało nudą czy jednak było na co popatrzeć? No cóż… tu pojawiają się różne głosy. 

Święto celebrytów w świątyni mody

Czym jest Met Gala? To ekskluzywna gala charytatywna świata mody, która organizowana jest co roku w pierwszy poniedziałek maja w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Oficjalna nazwa przedsięwzięcia brzmi Costume Institute Benefit. Wydarzenie od zawsze łączy modę, sztukę i popkulturę. Gala rozpoznawalna jest z charakterystycznego czerwonego dywanu (który, co prawda, nie zawsze jest czerwony), na którym zaproszeni celebryci prezentują stylizacje inspirowane motywem przewodnim roku.

Pierwsza Met Gala odbyła się w 1948 roku, a jej pomysłodawczynią była Eleanor Lambert – legendarna promotorka amerykańskiej mody. Początkowo było to bardziej kameralne wydarzenie fundraisingowe dla muzeum. Obecnie organizatorami wydarzenia są The Costume Institute oraz magazyn Vogue. Najważniejszą osobą gali od lat jest Anna Wintour, gdyż to do niej należy kompozycja listy gości, wymyślenie tematu przewodniego i przygotowanie całej oprawy. Co roku wybierani są także współprowadzący, tym razem była to między innymi Beyonce, która powróciła na galę po 10 latach. 

Tylko właściwie po co ten cały blichtr? Wydarzenie otwiera coroczną wystawę mody organizowaną przez Costume Institute. Met Gala jest więc promocją tej wystawy oraz ogromnym wsparciem finansowym dla muzeum, ponieważ każdy, kto się na niej pojawia jest zobowiązany do wpłacenia nawet paruset tysięcy dolarów na ten cel. Miliony zebranych pieniędzy przeznacza się na konserwację archiwów mody, organizację wystawy, działalność muzeum czy badania. Nie można jednak ukryć, że jest to także ogromne przedsięwzięcie medialne, które zapewnia promocję markom i celebrytom.

Co kryje się za zamkniętymi drzwiami?

O tym wiedzą tylko osoby zaproszone… Goście przechodzą po słynnych schodach muzeum podczas red carpetu, a następnie znikają na prywatnej imprezie. Podczas Met Gali obowiązuje „zmowa milczenia”, więc bardzo mało wiadomo na temat tego, co dzieje się wewnątrz. Zasady są rygorystyczne: zakaz publikowania zdjęć, filmików, żadnych relacji i transmisji na żywo, wszystko to jest dozwolone tylko podczas czerwonego dywanu. Kto zdecyduje się zaryzykować, może ponieść konsekwencje. Anna Wintour wszystko notuje, a więc łatwo trafić na jej czarną listę i tym samym już nigdy nie pojawić się na gali. Nie da się jednak ukryć, że z roku na rok tych „wycieków” jest coraz więcej i nie wszystkie są usuwane i potępiane.

Potrzebę zamknięcia gali przed publiką można tłumaczyć tym, że celebryci również potrzebują chwili wytchnienia od ciągłego bycia obserwowanym przez media. Jednak sam zamysł był nieco inny. Zabieg ten miał stworzyć wizerunek gali jako niedostępnej i ekskluzywnej, na którą wstęp mają tylko wybrani. Tworzenie atmosfery „tajemniczego świata elit” wzbudza ciekawość i buduje mit. Z jednej strony takie postępowanie zwiększa zainteresowanie Met Galą, poprzez chociażby potrzebę łapania wszystkich „wycieków”, z drugiej zaś pogłębia dystans pomiędzy elitarnym panteonem celebrytów, a „zwykłymi śmiertelnikami”, czyli masowymi odbiorcami. Nie bez powodu w ostatnim czasie Met Gala porównywana jest często do „Igrzysk śmierci”, a szczególnie zestawia się ją ze scenami ukazującymi Kapitol.

Moda jest sztuką – sztuką kostiumu

Tegoroczna wystawa Metropolitan Museum of Art nosi tytuł „Costume Art” i rozpoczyna dyskusję na pograniczu sztuk, między innymi rzeźby i malarstwa. Wystawa opowiada o roli ubranego ciała, uświadamiając, że to, co zakładamy na siebie ma często większe znaczenie niż nam się wydaje. Nawet jeśli, cytując słynne słowa Mirandy z „Diabeł ubiera się u Prady”, „myślisz, że to nie ma z tobą nic wspólnego”, to jak się okazuje – jednak ma. 

Rozmowa o ciele wyrażona przez sztukę zostaje przedstawiona w trzech kategoriach: nagie ciało, ciało starzejące się i ciężarne oraz ciało anatomiczne. Podobne motywy mieliśmy okazję ujrzeć na czerwonym dywanie, choć właściwie obowiązującym dress codem był tu „Fashion is Art”. Celebryci mieli okazję potraktować swoje ciało jak czyste płótno, stąd też tak wiele nawiązań do malarstwa. 

Amazon in prime i sztuka skandalu

Jeff Bezos, właściciel Amazona, i jego partnerka Lauren Sánchez Bezos zostali ogłoszeni honorowymi przewodniczącymi gali po tym, jak wpłacili około 20 mln dolarów na cel wsparcia wydarzenia. Po ogłoszeniu tej informacji rozpoczął się bojkot Met Gali i masa protestów, szczególnie ze strony aktywistów krytykujących warunki pracy w Amazonie. Najgłośniejszy z nich polegał na umieszczeniu około 300 butelek sztucznego moczu opatrzonymi wizerunkami Bezosów w przestrzeni Metropolitan Museum of Art i nawiązywał do doniesień o konieczności oddawania moczu do butelek przez pracowników Amazona. 

Czy można tak po prostu kupić sobie miejsce w świecie mody? Celebryci również okazują swój sprzeciw. Z udziału w wydarzeniu zrezygnowali Zendaya, Meryl Streep oraz Harry Styles. Na czerwonym dywanie w tym roku zabrakło również Lady Gagi, Ariany Grande, Billie Eilish czy Lany Del Rey. A więc zniknęły postacie, które podczas wydarzenia zaskakiwały nas nietuzinkowymi stylizacjami (chociażby niezapomniana kreacja Zenday z Met Gali w 2024 roku) i od zawsze były uważane za ikony.

Jednak nie tylko Amazon zaznaczył swoją obecność – dołączyły do niego także inne wielkie marki i postacie ze świata high-tech, takie jak twórcy Facebooka i Instagrama, OpenAI, Snapchat czy TikTok. Dlatego też w mediach ogłoszono tegoroczną Met Galę mianem „Tech Gali” czy „Balem Bezosa”. Co więc mówi nam to o przyszłości mody? Czy scenariusz rzeczywiście wygląda tak dramatycznie, jak w kulminacyjnym punkcie „Diabeł ubiera się u Prady 2”? A może jest jeszcze gorzej?

Pokazali klasę czy zawiało nudą?

Temat zapowiadał się ciekawie, miały pojawić się fascynujące stylizacje inspirowane sztuką. Nie zliczę, ile widziałam filmików na TikToku ze spekulacjami, jakie kreacje mogą pojawić się na red carpet. Czekaliśmy na wielkie „wow” i prawie byśmy się nie doczekali. Trudno ukrywać – zawiało trochę nudą i biedą, ale może to po prostu nasze oczekiwania były zbyt wygórowane? Nieobecność celebrytów, którzy zawsze potrafili wkroczyć na Met Galę z przytupem wprawiła w zawód, stała się źródłem niedosytu i niewykorzystania potencjału tematu. 

Chociaż nie było też znowu tak najgorzej. Wiele osób zarzuca celebrytom, że nie wpasowali się w dress code. I choć zauważalne było, że wiele osób postanowiło zignorować temat przewodni, ubierając się klasyczny garnitur czy sukienkę, to nie zabrakło większych lub mniejszych nawiązań do sztuki u pozostałych uczestników. Niektóre z nich były po prostu subtelne lub ukryte, nie wszystkie aluzje można było dostrzec na pierwszy rzut oka. Do analizy przydała się również wiedza z historii sztuki czy pomoc znawców tematu. 

Slay or pass? Przegląd stylizacji

To, na co wszyscy modowi fani czekają najbardziej to przegląd wszystkich stylizacji gwiazd, który pojawia się na stronie Vouge’a następnego dnia po wydarzeniu. Wyraźna większość postawiła na skromny i dość prosty jak na Met Galę wizerunek, chociaż mieliśmy okazję ujrzeć także prawdziwe arcydzieła. 

Mówiąc o arcydziełach trudno nie wspomnieć Madonny, która nigdy nas nie zawodzi i nie zrobiła tego również tym razem. Odtworzenie obrazu „Pokusa świętego Antoniego” było tym uderzeniem zachwytu, na który wszyscy czekaliśmy. Jako konkurentkę o mistrzynię kostiumu można przedstawić Heidi Klum, która przedstawiała żywą rzeźbę jako hołd dla twórczości Raffaello Montiego. 

Bardziej do tematu wystawy niż gali nawiązała między innymi Beyonce, prezentując się w pełnym przepychu kostiumie ze srebrnymi elementami przypominającymi szkielet. Piosenkarka zwróciła tym samym uwagę na anatomiczność ciała. Nawiązania do  cielesności pojawiły się także u rodziny Kardashian. Dziewczyny stworzyły spójny obraz w rzeźbiarskim stylu z użyciem gorsetu. 

Oryginalnie do tematu podszedł natomiast Bad Bunny, który przedstawił sztukę postarzania. Jego metamorfoza zszokowała media, w starszej wersji był wręcz nie do poznania. Nieco oderwana od motywu przewodniego, choć wciąż interesująca okazała się stylizacja Katy Perry, nawiązująca do współczesnej kultury cyfrowej i obrazów generowanych przez AI. W podobnym guście zaprezentowała się Jan Elle Monar, która zaakcentowała dominowanie świata technologii nad światem natury, co trafnie wybrzmiało na tegorocznej Met Gali. 

Hitem wieczoru okazała się stylizacja Emmy Chamberlain inspirowana twórczością Vincenta van Gogha i Edwarda Muncha. Suknia stanowiła „żywe płótno”, a malowanie jej zajęło około 40 godzin. Szczególnie intertekstualne podejście do tematu zaprezentowała Sabrina Carpenter, jej kreacja była hołdem dla klasycznego filmu „Sabrina” z 1954 roku z Audrey Hepburn w roli głównej. Sukienka została stworzona z nietypowego materiału, bo z autentycznych taśm filmowych. 

Inne spektakularne kreacje, które chciałabym wyróżnić to pracochłonna stylizacja Rihanny, Gwendoline z surrealistyczną maską, Eilen Gu w bańkach mydlanych, Hunter Schafer z nawiązaniem do obrazu „Portret Mädy Primavesi”, Anok Yai w stylu mrocznego romantyzmu, Sarah Paulson z dolarem na oczach, jako wyraz „cichego protestu” oraz Gracie Abrams z inspiracją „Portretem Rii Munk II”.

Kiedy przyjrzymy się dokładniej okazuje się, że może wcale nie było tak nudno, jeśli chodzi o stylizacje. Co prawda, jest to tylko garstka osób, które wpasowały się w dress code, a co z resztą? Czy pojawienie się nieobecnych dużo by zmieniło? Jaka jest wasza opinia na ten temat i która stylizacja waszym zdaniem wypadła najlepiej (bądź najgorzej)? Dajcie znać w komentarzu pod tekstem!


Julia Roksz