LECH Z MOTOREM WYKONAŁ KOLEJNY KROK W STRONĘ MISTRZOSTWA, ALE OKUPIŁ GO DOTKLIWĄ STRATĄ
Następne ważne zwycięstwo na końcowym etapie sezonu. Lech Poznań pokonał 1:0 Motor Lublin. Wyjazdowy mecz 31. kolejki Ekstraklasy poza trzema punktami przyniósł też złą okoliczność. Poważnej kontuzji doznał bowiem Ali Gholizadeh.
Wygrana z Motorem nie była tak spektakularna, jak ta z Legią, ale kolejny krok w stronę mistrzostwa został wykonany. Rywale postawili opór, jednak w niektórych momentach nie potrafili się oprzeć sile ofensywnej, z którą się mierzyli. Kolejorz spotkanie powinien zamknąć wcześniej, ale zabrakło mu skuteczności w wykończeniu. Za to zachował czujność w obronie, co zaprocentowało. Nie pękł i dowiózł korzystny wynik,.
– Rywale chcieli grać w piłkę. Wiedzieliśmy, że postawią nam trudne warunki w tym względzie i podoba mi się to, jak chcą grać w piłkę. To było trudne spotkanie. Mieliśmy swoje szanse na podwyższenie prowadzenia. Jeśli się ich nie wykorzystuje, to wszystko może się odmienić w końcówce. Broniliśmy jednak dobrze, ale musimy wymagać więcej skuteczności – powiedział trener Niels Frederiksen, cytowany przez oficjalną stronę Lecha Poznań.
Zwycięstwo o gorzkim posmaku
Tytułowy posmak nie odnosi się do stylu, w jakim Lech pokonał Lublinian, a do sytuacji z 15. minuty. Ali Gholizadeh walczył o piłkę z zawodnikiem Motoru i w pewnym momencie musiał nad nim przeskoczyć. Upadł tak niefortunnie, że potrzebne były nosze, aby znieść go z boiska. Po przeprowadzonym parę dni później badaniu okazało się, że Irańczyk zerwał więzadła krzyżowe przednie w kolanie.
Stało się jasne, że skrzydłowy nie zagra już w tym sezonie. Co więcej, Ali nie zagra w niebiesko-białych barwach już w ogóle. Jego kontrakt wraz z końcem obecnych rozgrywek wygaśnie. Zdecydowano się nie przedłużać z nim umowy – mamy bowiem do czynienia z piłkarzem po trzydziestce. Nie wiadomo, jaką formę mógłby osiągnąć po wielomiesięcznej rehabilitacji. Klub jednak zadeklarował wsparcie podczas okresu leczenia.
Kontuzja irańskiego pomocnika to wielkie osłabienie dla drużyny. Pod kątem statystyk goli i asyst może nie jest najlepszym zawodnikiem Kolejorza, ale wystąpił też w mniejszej liczbie meczów niż koledzy. A wpływ na grę miał niebagatelny. Wiosną wyrósł na postać wyróżniającą się w całej Ekstraklasie. Znacznie przybliżył Poznaniaków do obrony mistrzowskiego tytułu.
O trzy kolejki od mistrzostwa
Pomimo kontuzji Gholizadeha trzeba powiedzieć stanowczo – ewentualne niewygranie ligi po znalezieniu się w tak korzystnym położeniu trzeba będzie nazwać klęską. Lech obecnie przewodzi tabeli z przewagą sześciu punktów nad drugim w kolejności Górnikiem Zabrze. Oczywiście zespół trenera Michala Gasparika ma jedno zaległe spotkanie, bo w weekend zmierzył się w zwycięskim dla siebie meczu z Rakowem Częstochowa w finale Pucharu Polski. W tak wyrównanym sezonie, jak ten trwający, różnica punktowa stawia jednak Dumę Wielkopolski w stosunkowo bezpiecznej sytuacji.
Z kolei terminarz nie faworyzuje żadnej z drużyn, bo Górnik, nie licząc rywalizacji z Zagłębiem Lubin, zmierzy się z tymi samymi przeciwnikami co podopieczni trenera Frederiksena – z Arką Gdynia, Radomiakiem Radom oraz Wisłą Płock. Wymienione kluby są dość wygodnymi rywalami. Można powiedzieć więc, że odrobinę lepiej urządza to Poznaniaków, startujących z lepszego miejsca.
Podobnie sprawa wygląda z rozpędem pretendentów do tytułu. Zabrzanie mogą czuć siłę po wygranej w Pucharze Polski. Ich vis a vis odnieśli zaś ostatnio trzy wygrane z rzędu, w tym wielkie zwycięstwo nad Legią Warszawa. Ponownie to pozycja startowa wpływa korzystniej na szanse Lechitów. Poprawiło ją wywiezienie trzech punktów z Lublina.
– To jest trzeci mecz z wygraną z rzędu i mówiłem po spotkaniu z Koroną, że atakujemy mistrzostwo Polski, a to był początek rundy wiosennej. I to się sprawdziło do dzisiaj, bo zrobiliśmy kolejny krok do tego mistrza – mówił po meczu z Motorem Robert Gumny.
Mikołaj Dilc
