„STARZYŃSKI”, CZYLI O PREZYDENCIE-LEGENDZIE

Musical w reżyserii Konrada Imiela premierę miał 28 lutego 2026 roku w Teatrze Syrena w Warszawie. Powstał z inspiracji biografią „Starzyński. Prezydent z pomnika” autorstwa Grzegorza Piątka. Za sprawą muzyki napisanej przez Grzegorza Rdzaka odtwarza w czasie jednej nocy całą historię prezydenta stolicy.
Musical opowiada historię legendarnego Stefana Starzyńskiego, a akcja toczy się wieczorem, nocą i porankiem 26 i 27 października 1939 roku, podczas jego ostatnich godzin na wolności, które spędził w ratuszu. Przeszłość przywoływana jest w formie retrospekcji oraz wizji sennych. Bohaterem targają dylematy moralne, bezsilność i wyrzuty sumienia – rozważa samobójstwo oraz „układanie się” z nazistami.
Poza legendą
Dla większości odbiorców wiedza o Stefanie Starzyńskim ogranicza się zapewne do jego legendy. Zasłynął dzięki pozostaniu na stanowisku w czasie obrony Warszawy, choć reszta rządu uciekła do Rumunii, a także wygłaszaniu audycji radiowych, podnoszących mieszkańców broniącej się stolicy na duchu, których fragmenty zostały wykorzystane w musicalu. Uznawany jest za bohatera, prezydenta idealnego i uwielbianego, narosło wokół jego nazwiska wiele mitów, z którymi musical częściowo stara się rozprawić. Spektakl nie ogranicza się jednak tylko do ostatnich godzin przed aresztowaniem, lecz nakreśla także krótko jego biografię sprzed wojny, którą wyśpiewuje Przemysław Glapiński – fenomenalny odtwórca roli Starzyńskiego. Wspomina o braciach, z którymi służył w Legionach, ich karierach wymarzonych przez rodziców oraz matce (granej przez Beatrycze Łukaszewską), która pod postacią kobiety z obrazu „Dziwny ogród” Józefa Mehoffera próbuje odwieść go od decyzji o samobójstwie.
W musicalu Starzyński nie jest jednak postacią idealną – jak już wspominałam, targają nim wielkie emocje oraz dylematy. Przykłada pistolet do skroni, lecz Stanisław Lorentz mu przerywa i odbiera broń. Zastanawia się także, czy nie powinien pójść na układ z Niemcami, chcąc ocalić choć jedno życie więcej. Warszawa jest już wtedy pod okupacją, więc zdaje się to bezcelowe, gdyż nie jest w pozycji do stawiania jakichkolwiek warunków. Popada w skrajne stany emocjonalne – letarg przerywa gwałtownym krzykiem, którym stara się sprzeciwić nieodwracalnemu. Powierzony mu obowiązek jest niewyobrażalnie przygniatający, lecz wypełnia go najlepiej jak potrafi.
Kontrowersje
Autor spektaklu, Konrad Imiel, nie ucieka od kontrowersji związanych z postacią Starzyńskiego, którego kariera polityczna w dwudziestoleciu międzywojennym była pełna sukcesów oraz skandali. Piosenka „Lojalność”, wykonywana przez Jacka Plutę pod postacią Władysława Studnickiego (polityka i publicysty, który opowiadał się za współpracą z III Rzeszą), jest niejako konfrontacją prezydenta z jego przywilejami. Już na samym początku energicznego kawałka możemy usłyszeć:
– Prezydentem jednak został, a dlaczego? Bowiem był pupilkiem Piłsudskiego. Choć wszyscy cenią honor i moralność, tu najbardziej ceni się lojalność.
Ostatnie zdanie stanowi także refren piosenki, którego wielokrotne powtarzanie ma nam przypominać, czym tak naprawdę Starzyński miał zasłużyć na stanowisko. Urzędował jako komisaryczny prezydent, co nie było rzadkością w większych miastach – piłsudczycy tam, gdzie nie mogli zdobyć władzy w demokratyczny sposób, wprowadzali rządy komisaryczne na mocy ustawy uchwalonej w 1933 roku.
Studnicki śpiewał także o aferze drożdżowej, którą mieli zatuszować piłsudczycy. Nie wyjaśnia jednak, na czym polegała, przez co waga oskarżenia może nie być jasna dla odbiorców. Tym bardziej, że wszelkie kontrowersje wokół postaci prezydenta zostały przyćmione przez bohaterską legendę. Starzyński, pełniąc funkcję wiceministra skarbu, wydawał koncesję na produkcję drożdży tylko tym, którzy zasilili fundusze BBWR, wyraźnie sympatyzującej z Piłsudskim organizacji politycznej.
Publicysta zarzucał prezydentowi „złe układy”, kierując swoje zarzuty tak naprawdę w kierunku rządu, który, w jego ocenie, powinien był nawiązać sojusz z III Rzeszą, a nie Anglią i Francją. Obarcza go tym samym winą za upadek Rzeczypospolitej.
Nawiązania i analiza
Zarówno teksty piosenek, melodie, kwestie mówione, jak i ruchy aktorów kryją w sobie wiele symboli oraz nawiązań. Motywem przewodnim stał się romantyzm ukazany pod postacią Adama Brodzińskiego, granego przez niesamowitego Mateusza Tomaszewskiego. W przyciągającej wzrok czerwieni poruszał się po scenie w sposób nienaturalny dla ludzi – wił się niczym dym lub zjawa, recytując fragmenty III części „Dziadów” Adama Mickiewicza. To zapewne od wieszcza narodowego jego postać otrzymała imię, natomiast nazwisko mogło pochodzić od Kazimierza Brodzińskiego. Tomaszewski pojawiał się w wielu scenach, choć zabrakło go, gdy Starzyński rozważał współpracę z Niemcami. Nieobecność ucieleśnienia romantyczności symbolizowała chwilowe oderwanie od idei heroicznej walki i męczeńskiej śmierci za sprawę. W ostatniej scenie narzucił na ramiona płaszcz Starzyńskiego, który na plecach miał namalowany białą farbą numer 44. Jest to oczywiste nawiązanie do widzenia księdza Piotra z III części „Dziadów”, gdzie liczba ta ma przepowiadać mesjanistycznego przywódcę – wskrzesiciela narodu. Podczas aresztowania Gestapowiec powiedział Starzyńskiemu, że „płaszcz nie będzie potrzebny”, co może symbolizować odebranie mu tej roli. Sama biała farba na plecach kojarzy mi się ze sposobem oznaczania więźniów w obozach koncentracyjnych, którzy nosili cywilne ubrania, jednak nie jestem pewna, czy nie jest to za daleko idąca interpretacja. Biel może bowiem także symbolizować czystość heroicznej postawy.
Musical rozpoczął się ostatnim zachowanym oraz jednym z najsłynniejszych przemówień Starzyńskiego z dnia 20 października, które Glapiński wygłosił podczas załamania nerwowego. Uderzał rękami w blat biurka, zrzucił mapę stolicy na podłogę i klęczał nad nią. Zwracał się do obywateli Warszawy donosząc o stratach (zbombardowanym Zamku Królewskim i licznych śmierciach) oraz wykrzyczał zarzut pod adresem wojsk niemieckich: „To jest ta humanitarna wojna?!”. Później w musicalu pojawił się także znany fragment z przemówienia z 25 września. Aktor stanął przy mikrofonie ustawionym na pierwszym planie i, patrząc wprost na widownię, wygłosił pełnym emocji głosem:
– Chciałem, żeby Warszawa była wielka, byłem przekonany, że nią będzie.
Nie jest to jedyne nawiązanie, które kryje się w tekstach postaci Starzyńskiego. Śpiewając o swojej przeszłości i służbie razem z braćmi w Legionach podczas I wojny światowej, Glapiński powtarzał lub parafrazował kilkukrotnie fragmenty refrenu pieśni „My, Pierwsza Brygada”, salutując w charakterystyczny dla polskich służb mundurowych sposób – dwoma palcami, które następnie przekręcił w taki sposób, by przypominały pistolet.
Oczywistym nawiązaniem, ponieważ wymienionym wprost, jest obraz Mehoffera „Dziwny ogród”. Albert Osik gra Stanisława Lorentza, czyli historyka sztuki, muzeologa i konserwatora który uratował wiele bezcennych dzieł sztuki podczas okupacji niemieckiej. Podczas wykonywanego przez niego utworu o tym samym tytule, na scenie pojawiła się kobieta w niebieskiej sukni, z dużym kapeluszem na głowie, do którego przypięta była ważka. W piosence skrzydła owada były „jakby z metalu”, a głowa została porównana do „błyszczących kasków pilotów wojennych bombowców”, co zdaje się być znaczące, gdyż na plakacie promującym musical pod sylwetką Starzyńskiego widnieje właśnie ważka. Można więc wysnuć wniosek, że pod tym symbolem kryje się niemiecki bombowiec. Makabryczne porównanie Lorentza praktycznie zakończyło piosenkę, gdyż niedługo później aktor zaniósł się gwałtownym płaczem, a następnie maniakalnym śmiechem, ukazując tym samym jak wojna potrafi zatruć umysł – nawet w sielankowym obrazie można dostrzec jej echa.
Michał Konarski, choć nie posiadał żadnej roli mówionej, zajmował znaczące miejsce na scenie. Początkowo grał ojca Starzyńskiego, a następnie, zakładając płaszcz i czapkę, stał się także Józefem Piłsudskim. Ta przemiana, widoczna przez cały czas dla widzów, odpowiada zarzutom stawianym przez postać Pluty – Piłsudski stanowił poniekąd figurę ojcowską, będąc „zabezpieczeniem” prezydenta.
Kostiumy i symbolika kolorystyczna
Za projektem większości fenomenalnych kostiumów stoi Agata Bartos, choć dwa z nich (mundury niemieckich żołnierzy) oryginalnie wyszły spod znaku Hugo Bossa. Najciekawsze, moim zdaniem, były stroje Reklamiar oraz Reklamiarza, wykonujących piosenkę „Reklama”. Składała się na nie bowiem tkanina z nadrukiem z reklamami z czasopisma „Świat” z lat 30.

Bartos wykorzystała kolorystykę w sposób symboliczny. Szare garnitury nosili bohaterowie ze świata rzeczywistego, natomiast czerwień zarezerwowana była dla postaci Adama – uosobienia romantycznego wychowania, z którym związane były silne emocje. Niebieski kolor wypełniał stroje postaci ze wspomnień, które odnosiły się do żalu i straty. Na scenie zdecydowanie wyróżniała się sukienka pierwszej żony Starzyńskiego, granej przez Agnieszkę Rose, która wykonana była z tkaniny o lustrzanym efekcie.
Symbol Warszawy – Syrena
Podczas jednej ze scen Marta Walesiak-Łabędzka, odtwórczyni Ludwiki Nitschowej (polskiej rzeźbiarki), przedstawiła swoje obawy co do pomnika Syreny. Wspominała, że został już postrzelony 12 razy i zapewne „Niemcy długo nie będą mogli na niego patrzeć”. Starzyński zareagował nieco ironicznie, pytając Lorentza czy myśli, że rzeźba zmieści się pod jego biurkiem w gabinecie. Rozmowę przerwała jednak postać grana przez Julię Bielińską – Syrena we własnej osobie. Jej strój nawiązywał kolorystycznie do polskiej flagi, a w rękach miała miecz oraz tarczę, choć jej twarz naznaczona była krwią. Piosenka w jej wykonaniu była przejmująca – pełna żalu, ale także spajającego poczucia wspólnotowości. W refrenie można było usłyszeć, że „do połowy jestem z gruzów, od połowy z życiorysów”, co umocniło sześć zwrotek – pozbawionych patosu i opowiadanych w pierwszej osobie historii osób związanych z Warszawą.

Podsumowanie
Obejrzenie „Starzyńskiego” w Teatrze Syrena stanowi idealny pretekst do odwiedzenia Warszawy, by poznać historię jej legendarnego prezydenta z mniej patetycznej, wyidealizowanej, lecz bardziej ludzkiej i niepozbawionej wątpliwości strony. Odpowiednią zachętę powinny stanowić fenomenalne głosy oraz gra wszystkich aktorów, choć należy się także przygotować na kilkuminutowe owacje.
Martyna Błaszyk
