PARSZYWY PIERWSZY ŁUK!  HUNTERS PSŻ POZNAŃ – POLONIA PIŁA

Fot. Mikołaj Matuszyk / Od lewej: Antoni Mencel, Tobiasz Jakub Musielak, Kamil Witkowski, Kacper Teska

Zaczęło się niewinnie od 30 minut opóźnienia, które okazało się tylko 15, skończyło się na prawie trzech godzina morderczej walki (głównie zawodników gości między sobą), podczas gdy zawodnicy Skorpionów odjechali spokojny mecz łapiąc cenne punkty, a Ryan Douglas ze stoickim spokojem pobił własny rekord toru. Tymczasem walczyli Pilanie z torem, tor z komisarzem, komisarz z trenerem Poznania, a CANAL+ z własnym agregatem prądotwórczym. I tak przebiegła pierwsza odsłona derbów Wielkopolski na golęcińskim stadionie.

O walce jako takiej w kontekście spotkania jednak niewiele się mówiło. Gospodarze po trudnym początku sezonu jawili się już jako równa i zgrana drużyna, udowadniając to zwycięstwami na wyjeździe kolejno z Rybnikiem i Krosnem, przed sezonem typowanym na jednego z pretendentów do awansu. Goście – beniaminek z zaskoczenia – przystępowali do spotkania bez Matiasa Nielsena, znającego golęciński owal (reprezentował barwy PSŻ jeszcze w poprzednim sezonie). Byli też potargani wewnętrznymi konfliktami. Na kilka dni przed meczem władze klubu zwolniły trenera-zawodnika, Norberta Kościucha, a w jego miejsce pozyskali zawodnika U24 – Bartosza Nowaka, rezerwowego Abramczyk Polonii Bydgoszcz. I to zdecydowanie nie wystarczyło.

Jak zaskoczyć telewidzów

Trybuna medialna na poznańskim Golęcinie umieszczona jest na wyjściu z drugiego łuku, między masztem oświetlenia a jedną z wieżyczek zbudowanych dla kamerzystów CANAL+. Zbliżała się godzina 18, na którą wyznaczono start pierwszego biegu, zawodnicy byli gotowi w parku maszyn, a zielonego światła brak. Okazało się, iż wspomniana stacja ma problemy z transmisją, konkretnie z kamerą i agregatem prądotwórczym. W sieci panował mały chaos informacyjny, a na stadionie ogłoszono 30-minutowe opóźnienie zawodów… Rozpoczęto je jednak 15 minut później, zaskakując w zasadzie wszystkich. Szczególnie osoby, które postanowiły ponownie włączyć telewizory o 18:30. Pozbawiło ich to szansy na obejrzenie dwóch pierwszych biegów. W pierwszym z nich padł remis, gdy świetnie wystartował Benjamin Basso, po czym odpierał ataki Nielsa Kristiana Iversena. Za starszym z Duńczyków dojechał Dimitri Bergé, a Adrian Cyfer zanotował defekt tuż po starcie. W biegu młodzieżowym świetnie zaprezentował się Antoni Mencel, wykorzystując drugie pole. Za nim znaleźli się Kacper Teska i Tobiasz Jakub Musielak, zawodnicy wypożyczeni do Piły z… PSŻ Poznań. Tymczasem z tyłu stawki Kamil Witkowski szukał ambitnie okazji do walki o punkt i skutecznie ją wykorzystał już na drugim łuku, wjeżdżając przed Teskę. Tym samym Gospodarze wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do samego końca. Trzeci bieg należał już zdecydowanie do Poznania, gdyż Ryan Douglas wystrzelił spod taśmy, wyprzedził rywali o całą prostą, za nim spokojnie dwa punkty z bonusem dowiózł Kacper Pludra. Po trzecim biegu Pilanie mogli już korzystać z rezerw taktycznych. W biegu czwartym kapitan Gospodarzy, Bartosz Smektała, wraz z Kamilem Witkowskim dowieźli drugą z rzędu podwójną wiktorię i po pierwszej serii PSŻ prowadził 17 : 7.

Na wstępie katastrofa

Po przerwie pod taśmę podjechały pary Iversen – Pludra i Drejer – Cyfer. Po starcie Pilanie weszli na pozycje 2 i 3 za Iversenem i nic nie zapowiadało zmian. Ale na szczycie pierwszego łuku drugiego okrążenia William Drejer nie opanował motocykla, przez co z impetem wpadł w kolegę z klubu, spadając z motocykla i powodując groźnie wyglądający wypadek. Na stadionie zapadła cisza, do zawodników wyjechały karetki. Kibice i drużyny w napięciu oczekiwali rezultatu działań medyków. Po chwili z toru wstał Drejer, jednak Adrian Cyfer nadal był w rękach ratowników. Ostatecznie zszedł on ze stadionu o własnych siłach, jednak orzeczono niezdolność do dalszej jazdy. Pomeczowe badania w szpitalu wykazały szereg złamań, w tym żeber i kręgów piersiowych, oraz wstrząs mózgu. Tymczasem sędzia wykluczył z powtórki biegu Williama Drejera za spowodowanie wypadku. W jego miejsce wysłano Kacpra Teskę, którego motocykl zdefektował tuż przed upływem dwóch minut. Tym samym na starcie pozostali tylko zawodnicy Poznania, którzy nieco ścigając się na pierwszym kółku, dowieźli bezpiecznie komplet punktów do mety. W biegu szóstym nastąpiło pierwsze starcie Basso z Douglasem, które zakończyłoby się wygraną tego drugiego, ale na tor upadł Emil Maroszek. W powtórce Basso ograł Douglasa, wychodząc przed niego, jednak ten twardo atakował, co skończyło się podcięciem Duńczyka na drugim łuku trzeciego okrążenia i wykluczeniem poznańskiego lidera z powtórki biegu. Pojedynek Mencel – Basso zakończył się wygraną zawodnika gości i ich pierwszym tego dnia zwycięstwem biegowym. Blisko sensacji było w biegu siódmym, gdy goście wyszli na podwójne prowadzenie przed Smektałę i Bergé, jednak kapitan Pilan, Wiktor Jasiński, wjechał przy trudnościach w jeździe w Musielaka, powodując jego upadek. Obyło się bez kontuzji, natomiast od drużyny gości pojawiły się zastrzeżenia co do bezpieczeństwa toru. Komisarz nakazał dodatkowe prace na pierwszym łuku, po czym w powtórce biegu, gdy Bergé wyprzedził Musielaka, PSŻ znów wygrał podwójnie. 18 punktów przewagi zapowiadało prawdziwy pogrom.

Rozwianie matematycznych szans

Bieg ósmy, mimo braku równania toru, był wyjątkowy ze względu na walkę Ryana Douglasa z Drejerem, który wykorzystał błąd Australijczyka i wyprzedził go. Lider drużyny gospodarzy nie pozostał mu dłużny, wywożąc go w tak umiejętny sposób, że wyprzedził go jeszcze Kamil Witkowski, a kolejne 5 : 1 dla Poznania stało się faktem. Gościom w dramatycznym tempie kurczył się margines błędu, przy braku taktycznych ruchów. I tak naprawdę świetny doping kibiców gości z początku meczu ucichł już całkowicie. Pierwszy wiraż dziewiątego biegu z kolei zakończył się upadkiem Wiktora Jasińskiego, który nieco obił sobie pośladek. Jednak sędzia skorzystał z prawa pierwszego łuku i „puścił powtórkę w czterech”, którą goście wykorzystali dowożąc drugie (i ostatnie) drużynowe zwycięstwo w stosunku 2 : 4. Lecz wszystkie rozbudzone nadzieje pogasił bieg 10 – szybkość Kacpra Pludry i umiejętna defensywa Iversena zdobyły dla gospodarzy kolejne pięć punktów, czym pogrzebały matematyczne szanse na wygraną zespołu z północy Wielkopolski. W tym momencie meczu gospodarze zdobyli ponad 2/3 „oczek” w meczu, a przewaga miała tylko wzrosnąć.

W świetle reflektorów goście już zgaśli

Końcówka meczu zdawała się być formalnością, zawodnicy z Piły jechali pasywnie. W biegu 13 Basso i Drejer nawet nie walczyli na dojeździe pozwalając na kolejne 5 : 1. W kolejnym biegu Drejer został wyprzedzony najpierw przez Iversena, potem przez Mencela, i znów na tablicy zabłysło 5 : 1 dla gospodarzy. W 13 biegu natomiast błysnął Tobiasz Jakub Musielak, wyskakując spod taśmy przed Ryana Douglasa i Bartosza Smektałę. Jednak oboje walczyli – pierwszy przecisnął się na czoło stawki, drugi naciskając młodzieżowca Piły dowiózł do mety kolejny punkt. W biegu numer 14 szansę dostali rzadziej jeżdżący zawodnicy gospodarzy, Witkowski i Smektała, którzy wykorzystali okazję na kolejne pięć punktów, gdzie 17-letni Kamil popisał się wzorową jazdą. W tym, jak i ostatnim tego dnia biegu zawodnicy gości jechali już „dla zasady”, nie próbując walczyć o punkty z gospodarzami. Duet Douglas – Iversen przypieczętował miażdżące zwycięstwo PSŻ-u dziesiątym tego dnia podwójnym zwycięstwem. Na tablicy pojawił się wynik 65 : 23 dla Skorpionów, a na twarzach kibiców gości – smutek i żal. Po prawie trzech godzinach spotkanie zakończyło się razem z nadziejami kibiców Polonii na radosny powrót do domu.

Passy trzeba przerwać i podtrzymać


Krótko po zakończeniu meczu w sieci dało się znaleźć mnóstwo głosów żądających od władz ligi kary dla Poznania za stan toru (który notabene został przez władzę owej ligi odebrany jako regulaminowy, więc skąd podstawa do kar?), o wyjaśnienia od CANAL+ problemów z transmisjami oraz przede wszystkim o komentarz od władzy Polonii Piły, co zawiodło. Tymczasem w obozie PSŻ radosną atmosferę z najlepszego rezultatu tego sezonu w całej lidze (pod względem punktów i wygranych biegów), ostudził trener Eryk Jóźwiak. Wskazywał na słabsze punkty swojej drużyny i brak woli walki przeciwnika:

–  Nie trzeba na siłę szukać, bo Dimitri Bergé miał swoje problemy. Dopiero na ostatni bieg mu zagrało. Zmienił motocykl i ten ostatni wyścig wyglądał tak, jak to powinno wyglądać. Ciężko mówić o jakimś entuzjazmie, bo przeciwnik był, jaki był. Walki za bardzo nie podjął. Trochę poszarpali się Wiktor Jasiński, Benjamin Basso i Tobiasz Jakub Musielak, i to by było na tyle. Nie ma co za bardzo popadać w hurraoptymizm.

Francuz potwierdził dzień później kłopoty z odpowiednimi ustawieniami sprzętu w pierwszej części meczu. Przed Skorpionami teraz trudniejsze zadanie – wygrać z Moonfin Magnus Ostrów, mocno podniesioną wygraną w Łodzi. Tym bardziej, że Skorpiony na początku sezonu poległy na jej stadionie aż 56 : 34. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło w obu drużynach. W obozie Poznańskim oprócz jadącego kosmiczny sezon Ryana Douglasa jest ogromnie pozytywne zaskoczenie Kacprem Pludrą. Niels Kristian Iversen zaczyna pokazywać poziom zgodny z oczekiwaniami, a Dimitri Bergé i Kamil Witkowski wskakują na odpowiednie tory. Nadal nieco z tyłu pozostaje Bartosz Smektała, jednak również widać po nim tendencje wzrostowe. Ostrowianie jednak również wyszli z trudnej sytuacji i – mimo braku kontuzjowanego Taia Woffindena – z pewnością powalczą osobami takimi, jak Frederik Jakobsen czy Jonas Seifert-Salk, wraz z nowym trenerem Tomaszem Gapińskim. To wszystko jednak teoria, a na ten moment na stadionie została tylko cisza, kurz i plandeka chroniąca go przed spodziewanym deszczem.

Mikołaj Matuszyk