CIĄG DALSZY PROCESU, CZYLI KOLEJNA ODSŁONA KAFKI [RECENZJA]
20 marca tego roku w Teatrze U Przyjaciół miała miejsce premiera „Kafki”, czyli nowego spektaklu na podstawie twórczości samego Kafki. Aktorzy przedstawili swoją interpretację utworów w kontekście życia pisarza także tydzień później. 27 marca jak na razie był ostatnim dniem, kiedy mieszkańcy Poznania mogli na żywo zmierzyć się z absurdem procesu sądowego. Siedzących już widzów nazwano osadzonymi, a głównym rekwizytem były przekazywane z rąk do rąk dokumenty obciążające K.
„Proces” Franza Kafki dostępny jest dla publiki od 1925 roku. To wtedy książka została wydana i można powiedzieć, że właśnie od tamtego czasu wszyscy próbujemy ją zrozumieć. Jedni kochają jej absurd, drudzy jej absurdu nienawidzą. Jedno jest pewne – „Proces” wciąż pojawia się w naszych rozmowach w postaci wspomnień, emocji, a nawet jako lektura w drodze do szkoły tramwajem. Wszyscy coś o niej wiemy. Być może to jakieś fragmenty, a może to, że cała jest „dziwna”.
Na początku jestem zobowiązana napisać, że i sam widz nie powinien czuć się całkowicie wolnym człowiekiem. Przed obejrzeniem spektaklu musiał on zmierzyć się z potrójną kontrolą sprawowaną przez trzech poważnych urzędników w melonikach. Jak wiadomo z „Procesu”, pierwsza styczność z nimi równa się już spisaniu delikwenta na straty, dlatego po pierwszym był drugi, a niedaleko stał jeszcze trzeci. Wszyscy odbijali pieczątki z robakami. Każdy z owadów był inny, ale wszystkie tak samo sugerowały nieludzkość tego, kto zostanie oskarżony w kafkowskim systemie. Choć to nośne nazwisko kojarzy się głównie z „Procesem”, spektakl opiera się na biografii oraz twórczości pisarza, dlatego w tym miejscu warto odnotować, że motyw robaka w literaturze jest bardzo silnie związany z „Przemianą”.
Spektakl był bardzo chaotyczny. W tym sensie pozorne bezpieczeństwo zapewniało powtarzające się jak mantra zdanie, dbające o sekwencyjność przedstawienia. Było to pytanie „czy zostanę wreszcie przesłuchany?”. Jednak bez kontekstu wzajemnego wspierania się tych słów i zamierzonego chaosu spektaklu, trzeba powiedzieć, że powyższa kwestia ciągle wypowiadana przez K. wzmagała raczej stres i napięcie. Wydaje się, że był to efekt współgrający z tym, do czego pytanie prowadziło – do stopniowej rezygnacji osądzonego, dzięki której na końcu można było już wyprowadzić go na wpół przytomnego z pomieszczenia i ze sceny.
Jednym z wyrazistszych pytań było też „jaka jest moja wina?”. To pytanie (albo przede wszystkim brak odpowiedzi) chyba w największym skrócie opisuje absurd, z jakim mierzy się Józef K., przekaźnik sporu człowieka z instancją urzędową.
Spektakl był bardzo fragmentaryczny. Składał się z migawek szczególnie wymownych dla tych, którzy kiedyś już poznali reguły procesu i biografię Kafki. W jednej scenie dwóch urzędników informowało, że sprawa wymaga zapisania winy na ciele leżącego na ziemi winowajcy, w następnej wszyscy trzej skazywali nowych ludzi. Sceny przedzielały ciemność i chwile oczekiwania. W tym sensie spektakl organizowały zmiany na zasadzie wolno-szybko i dość jasno-ciemno. Trzeba jednak powiedzieć, że większość przedstawienia widz musiał dość mocno wytężać wzrok (szczególnie jeśli siedział z tyłu), co długofalowo świetnie podkreślało charakter mrzonki tego, na co się patrzyło.
Fragmentaryczność przedstawienia można objąć jednym zdaniem – każda część między jedną ciemnością a drugą ciemnością w pewnym sensie stanowiła osobny spektakl. W każdym razie na pewno mogłaby być osobnym kawałkiem sztuki. Piszę to również nieco zniechęcona tym, że aktorzy co rusz wymieniali się rolami. Gdy w pierwszej scenie przyzwyczaiłam się do konkretnego rozkładu sił i zakodowałam już, kto gra K., w drugiej musiałam na nowo zrozumieć sytuację. Głównego bohatera zawsze grał inny aktor, przez co pierwsze chwile oglądania danego fragmentu związane były z niepewnością i musiały zawierać czas na dojście do tego, co się dzieje.
Podsumowaniem wątku fragmentaryczności i chaotyczności na pewno może być „Proces”. Książka została napisana przez Kafkę, ale nigdy nie poznaliśmy autorskiego ułożenia rozdziałów. Z tego powodu istnieją różne interpretacje, a „Proces” wciąż jest otwarty.
Justyna Wieczorek
