KONTROLOWANA PORAŻKA I NOWE ŚWIATŁO – PRZEDSEZONOWA ANALIZA PSŻ POZNAŃ

Sobotni sparing pomiędzy FOGO Unią Leszno a Hunters PSŻ Poznań zakończył się wynikiem 55:35 dla leszczyńskiej drużyny, powodując falę komentarzy o „batach”, „niewesołym obrazku” czy „nieudanym początku” sezonu dla poznańskiej drużyny. Sytuacji nie poprawił niedzielny mecz, gdzie Leszno uległo łódzkiemu Orłowi 43:47. Czy zatem zapewnienia stojącego u sterów Skorpionów duetu Jóźwiak-Kannenberg o wejściu do fazy play-off mają prawo się spełnić? Popatrzmy na fakty i wyciągnijmy kilka wniosków.
W poznańskiej drużynie względem zeszłego sezonu zaszło wiele zmian, , nie tylko na gruncie kadrowym, ale też na „zapleczu”. Po długiej batalii z Urzędem Miasta Poznania, klub uzyskał ogromną dotację na modernizację stadionu, która obejmuje wymagane przez PGE Ekstraligę (sprawującą pieczę również nad METALKAS 2. Ekstraligą) sztuczne oświetlenie stadionu, odwodnienie liniowe toru czy znienawidzoną przez niektórych plandekę zabezpieczającą tor przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Zmieniła się koncepcja składu, pojawiło się sporo nowych twarzy.Przeciwnicy również nie przespali zimowej przerwy. Dlatego rzućmy okiem jak rysuje się ligowa sytuacja przed startem ścigania.
Czas przełamać klątwę?
O bydgoskiej Polonii, jednym z trzech klubów z siedzibą w województwie kujawsko-pomorskim, mówi się jako o swego rodzaju „przeklętym”. Od ostatniego spadku drużyny z Ekstraligi żużlowej minęło już 8 lat, a kibice zaczynają być znudzeni corocznymi zapewnieniami prezesa klubu Jerzego Kanclerza, że „tym razem się uda”. Miał być awans w sezonie 2024, tymczasem gdyby nie sześciodrużynowa formuła fazy PO, Polonia zostałaby wyrzucona z finałów przez PSŻ Poznań jadący wtedy historycznie najlepszy sezon. Ostatecznie, po bardzo zaciętym półfinale w Bydgoszczy, gospodarze zapewnili sobie miejsce w finałowym starciu, gdzie ulegli drużynie ROW-u Rybnik prowadzonej przez legendarnego już Krzysztofa Mrozka. Swoją drogą, ROW nie poradził sobie nawet średnio w najwyższej klasie rozgrywek, notując bezpośredni spadek. Poloniści mają więc szansę się „odgryźć” za przekreślone plany. Gdy u progu sezonu 2025 prezes znów zapowiadał walkę o awans, wiele osób sugerowało drużynie zachowanie ostrożności, gdyż w lidze znalazła się wraz z Bydgoszczą Unia Leszno, zdeterminowana, by po pechowym „szpitalnym” sezonie 2024 wrócić na szczyt. Po przegranym (znowu) finale, ostatnią szansą Bydgoszczan na zachowanie twarzy były baraże z szóstą ekipą tabeli Ekstraligi – Stalą Gorzów trawioną przez długi. „Gryfy” nie zdołały jednak przełamać oporu gorzowian i musiały pozostać na „zapleczu” kolejny rok. W międzyczasie ogłoszono jednak powrót Indywidualnego Mistrza Polski Juniorów – Wiktora Przyjemskiego, co przekłada się na bardzo duże wzmocnienie drużyny w kontekście walki o awans, tym bardziej że wreszcie brak jednoznacznego rywala; eksperci najczęściej wskazują na Wilki Krosno lub Ostrovię Ostrów Wielkopolski. Pierwsza z tych drużyn „uzbroiła się” w prawdziwą gwiazdę, mianowicie Jasona Doyle’a, a także doprowadziła do zatrzymania u siebie kilku solidnych nazwisk, jak Tobiasz Musielak czy Luke Becker. Tymczasem predestynowany na najniższy stopień podium jest zespół z Ostrowa Wielkopolskiego. Mimo koszmarnego wypadku u progu zeszłego sezonu, do drużyny dołączył trzykrotny mistrz świata – Tai Woffinden – który oprócz lukratywnego kontraktu ma wciąż do udowodnienia światu, iż stary dobry „Tajski” wciąż potrafi dowieźć sporo punktów do mety. Cytując klasyka, „Wyjadacz (Ostrów), pretendent (Bydgoszcz) i młody wilkołak (Krosno), wielka trójka, jeden puchar, będzie bójka!”
Liga dwóch prędkości?
Czwarta lokata jest w tym roku wróżona dla drużyny z Poznania, jednak tej przyjrzymy się później, a na razie skupmy się na bezpośrednich rywalach Skorpionów z zeszłego sezonu. TEXOM Stal Rzeszów o jeden punkt wyprzedziła Poznaniaków i dzięki temu weszła do fazy finałowej ligi, jednak trudno wskazać w tym sezonie szczególne wzmocnienia w składzie. Oczywiście tacy jeźdźcy jak Andreas Lyager czy Rasmus Jensen to gwarancja pewnej ilości punktów, jednak nie wiadomo czy to wystarczy, by trzeci rok z rzędu poważnie zewrzeć się w walce o pierwszą czwórkę z ekipą z Poznania. Tabelę zamykać będą drużyny skazywane na porażkę już w momencie ogłaszania pierwszych nazwisk. Orzeł Łódź, drużyna-pupil Witolda Skrzydlewskiego, od lat boryka się z problemami odbicia się od dolnej części tabeli. Mimo dobrych nazwisk, najlepszego stadionu w Polsce, jak nie na świecie, brakuje im szczęścia, chęci i pieniędzy na przysłowiowe „coś więcej”. Berntzon, Zach Cook i wyciągnięty z Poznania Szymon Szlauderbach zaprezentowali się przyzwoicie w starciu z zeszłorocznymi mistrzami ligi (aczkolwiek Leszno jechało w tym meczu bez dwóch największych gwiazd). Sugerując się jednak atmosferą panującą w klubie przez ostatnie lata, widmo spadku do Krajowej Ligi Żużlowej zdaje się zbliżać coraz bardziej. Tym bardziej, że za plecami mają prawdziwe „dziecko-niespodziankę” czyli Polonię Piłę, o której wspomniał nawet zespół „Strachy na Lachy” w kultowym utworze „Piła Tango”. Prawdziwą sensacją stał się awans tej drużyny, gdy pokonała w fazie finałowej zarówno Kolejarza Opole jak i faworyta do awansu – Start Gniezno. Drużyna z Piły, najsłabszy na papierze zespół na zapleczu Ekstraligi ma jeszcze sporo do udowodnienia, zwłaszcza że Poznań postawił na wsparcie zaprzyjaźnionego klubu, wypożyczając swoich dotychczasowych podstawowych juniorów (Tobiasza J. Musielaka i Kacpra Teskę). Ale weźmy pod lupę kadrę PSŻ Poznań na sezon 2026.
Przepis na play-off?
Już pod koniec zeszłego sezonu, gdy u bukmacherów w górę poszybowały kursy zakładów dotyczące możliwego rekordu remisów w sezonie ( ostatecznie padł w liczbie 5), działacze z Poznania zapowiedzieli zmianę koncepcji składu. Przede wszystkim postawiono na większą liczbę zagranicznych seniorów, a także na polskiego zawodnika U24. Z drużyny odeszli: Matias Nielsen (do Piły), Szymon Szlauderbach (do Łodzi), Norick Bloedorn (do Torunia). Wypożyczono do Piły juniorów Tobiasza Jakuba Musielaka oraz Kacpra Teskę, natomiast Francis Gust nie ogłosił żadnej przynależności klubowej na ten sezon (stan na 23.03). Udało się zatrzymać dwóch najlepszych zawodników, kapitana drużyny Bartosza Smektałę (śr. Bieg/punkt 1.868) oraz lokalną gwiazdę, trzeciego „rajdera” ligi Ryana Douglasa (śr. 2.268). Do formacji zagranicznej dołączyli Dimitri Berge, francuz z doświadczeniem, który mimo problemów sprzętowych, już w pierwszym sparingu pokazał, że wie, jak walczyć ze skorpionem na piersi, oraz Niels Kristian Iversen, zeszłoroczny lider Wybrzeża Gdańsk i najlepszy zawodnik KLŻ. Niestety ten ostatni doznał przed sezonem kontuzji, która skazała go na miesiąc przerwy w startach. Na pozycji U24 zameldował się Kacper Pludra, prosto z Ekstraligi, gdzie nie zachwycał. Oglądając go jednak w sparingu z Lesznem, miałem wrażenie, że to nie ten sam człowiek. Jego waleczność na torze i wysoka prędkość sugerują, że był to bardzo dobry transfer. Na tej pozycji dołączy do niego Alex Adamson, 17 letni Australijczyk, który pod okiem mentora – Douglasa – będzie debiutował w polskiej lidze. – Jestem bardzo szczęśliwy mogąc tutaj jeździć –powiedział w wywiadzie podczas prezentacji drużyny. Kwestia formacji juniorskiej prezentuje się chyba najlepiej, działacze pozyskali z Leszna Antoniego Mencela, najlepszego Juniora ligi, który sam przyznaje, że w tym sezonie zamierza bronić tytułu. Z wypożyczenia powrócił Kamil Witkowski, który bezpośrednio przyczynił się do awansu Pilskiej Polonii, dowożąc do mety więcej punktów niż niektórzy seniorzy. Swoje ligowe ściganie rozpoczynają pierwsi w historii wychowankowie poznańskiej szkółki żużlowej: Rafał Romaniak i Stanisław Ignaszak. Gdyby podsumować w jednym zdaniu skład PSŻ-u Poznań na sezon 2026 brzmiałoby ono tak: międzynarodowa mieszanka ambitnych jeźdźców i solidna krajowa podstawa wśród młodzieży. Czy to wystarczy by realnie powalczyć o pierwszą połowę tabeli? Osobiście uznam, że tak, ale żużel jest wybitnie nieprzewidywalny i jakiekolwiek pewne stwierdzenia szybko zostaną zweryfikowane w okolicach drugiej kolejki.
Nowy stadion, nowe twarze i stare ceny
Możliwe, że określenie „nowy” na poznański okrąg jest nadużyciem. Sam obiekt pamięta czasy PRL-u i „Olimpii Poznań”, natomiast przedsezonowe prace, niestety opóźnione przez zimowe warunki, dają sporo nadziei na dalszy rozwój klubu. Mimo braku możliwości treningów na torze, zarząd przekonał kilkoro solidnych zawodników do dołączenia do drużyny, przez co śmiało można stwierdzić, że Poznań nie został z tyłu w szalenie silnej w tym roku Metalkas 2. Ekstralidze. Co ciekawe, te znaczące inwestycje nie wpłynęły na cenę biletów, które pozostają takie same jak w zeszłym sezonie, jednocześnie będąc najniższymi w lidze. Tym samym pozostaje czekać na następny sparing (29.03 z Wybrzeżem Gdańsk), a potem zostaje liga. Poznaniacy zainaugurują tegoroczne zmagania wyjazdowym meczem z Ostrowem już 4 kwietnia, natomiast na 19 kwietnia włodarze klubu zapraszają na pierwszy mecz w sezonie na poznańskim „Golaju”, połączonym z prezentacją nowego oświetlenia. To co? Widzimy się na trybunach?
Mikołaj Matuszyk
